Konie, ludzie i koniec świata

 


Maja Lunde jest cenioną i nagradzaną norweską pisarką. Powodzeniem i uznaniem krytyków i czytelników cieszą się zarówno jej książki dla dorosłych, jak i dla dzieci. „Ostatni”, jej najnowsza powieść, która właśnie ukazała się po polsku nakładem Wydawnictwa Literackiego, wchodzi w skład cyklu, w którym Lunde podjęła temat współczesnych problemów nękających planetę. W „Historii pszczół” pisarka zastanawiała się, co stałoby się, gdyby na Ziemi zabrakło tytułowych owadów, w „Błękicie” analizowała kwestię braku wody, natomiast „Ostatni” dotyczy bezpowrotnego wymierania niektórych gatunków.

Podobnie jak w poprzednich książkach narracja w „Ostatnim” została podzielona na trzy tory – obserwujemy losy trójki bohaterów, których dzieli wiele lat. Pierwszym z nich jest młody zapalony zoolog i podróżnik, który po odkryciu na mongolskich równinach ostatniego już na planecie dzikiego konia, nazwanego później koniem Przewalskiego, postanawia złapać kilka sztuk i sprowadzić je do ogrodu zoologicznego, w którym pracuje. Akcja tej części dzieje się w latach osiemdziesiątych XIX wieku w Petersburgu. Drugi wątek przenosi nas do roku 1992 i dotyczy Karin, kobiety pracującej w Mongolii wraz innymi badaczami nad tym, by grupę koni Przewalskiego ponownie przyuczyć do życia na wolności i dzięki temu odnowić gatunek. Ostatnią bohaterką jest Eva, Norweżka, która żyje w 2064 roku, w czasach po katastrofie społeczno-ekologicznej, kiedy klimat się zmienił, a ludzie stali się nomadami, by przetrwać. Mieszka ze swoją córką w zrujnowanym parku przyrody i opiekuje się ostatnimi końmi Przewalskiego.

Lektura książek Mai Lunde z wielu powodów nie należy do najłatwiejszych . Pierwszym z nich jest tematyka. Autorka nie boi się demaskować natury człowieka. Pokazuje nas zarówno od naszej najlepszej, jak i najgorszej strony. Wskazuje, że niekiedy nic nie różni nas od zwierzęcia – walczymy o przetrwanie, nie myślimy o innych, zabijamy i kradniemy w imię przeżycia. Ukazuje też ludzi zdolnych do altruizmu i największych wyrzeczeń. Jej bohaterkami są matki, które dla swoich dzieci zrobiłyby wszystko, ale też takie, które bardziej kochają pracę i nie nadają się na rodziców, swoim zachowaniem niszcząc własne potomstwo. Po drugie Lunde pokazuje również, jak bezmyślni bywają ludzie. Nie myśląc zupełnie o konsekwencjach swoich działań, niszczą zasoby planety, a przez to przyszłość następnych pokoleń, dla własnej wygody i doraźnych korzyści zmieniają klimat, pozbawiają miejsca do życia inne gatunki. Lekturę utrudnia również mnogość podejmowanych wątków – mamy tu niechciane macierzyństwo, problem bycia gejem w konserwatywnym społeczeństwie, narkomania wynikająca z odrzucenia przez rodzica, niemożność wpasowania się w ramy społeczne czy też kwestia samotności zarówno w pustoszejącym, jak i przeludnionym świecie. Ta wielość sprawia, że nie do końca wiadomo, o czym dokładnie jest ta książka. Trochę za dużo grzybów w tym barszczyku.

Wreszcie jest to także rzecz trudna w odbiorze z powodu samej konstrukcji. Mnogość wątków i opisów, a także fachowej wiedzy z zakresu hodowli i sposobu zachowania się koni przyprawia o zawrót głowy. Niektóre z nich wydawały mi się zbędne, choć ciekawe. Autorka tworząc postać Karin, „wyposażyła” ją w przeszłość naznaczoną wojenną traumą, rosyjski uczony Michaił, był natomiast świadkiem zamachu na cara. Wydarzenia te nie mają znaczenia w kontekście historii gatunku konia Przewalskiego opowiadanej na kartach „Ostatniego”. Można by je wyciąć bez żadnej straty dla fabuły, by powieść była nieco mniej przegadana.

„Ostatni” to zdecydowanie powieść bardzo dobra. Nie dziwi mnie, że w 2019 roku została nominowana do Norweskiej Nagrody Księgarzy i cieszy się dużym uznaniem. Jednocześnie nie jest to łatwa lektura. Chwilami mnie męczyła, zarówno z powodu podejmowanej trudnej tematyki jak i mnogości opisywanych wydarzeń.

Komentarze

Publikowanie komentarza

Popularne posty

Etykiety

Pokaż więcej