wtorek, 15 marca 2016

Nie po drodze mi z "Drogą"



Wiele się naczytałam zachwytów nad pisarstwem Cormaca McCarthy’ego. Obejrzałam też film z Mattem Deimonem i Penelope Cruz, będący ekranizacją jego książki „Rącze konie” (pamiętam, że zrobił na mnie wielkie wrażenie, na tyle duże, by książkę kupić, do dziś czeka na to, bym ją przeczytała). Jednak aż dotąd po żadną z powieści pisarza, jednego z czterech najlepszych współczesnych amerykańskich twórców, do tej pory nie sięgnęłam.
            „Droga” jest historią mężczyzny i jego syna, którzy wędrują z północy na południe Stanów Zjednoczonych , uciekając przez zimą postapokaliptycznego świata. Powieść staje się zapisem ich walki o przetrwanie.
            Ta rzekomo najlepsza powieść McCarthy’ego ma zarówno mocne, jak i słabe strony. Do mocnych należy niewątpliwie niebanalny język, nierzadko ocierający się o metafizykę i poezję. Nie jest to normą w tego typu tekstach i niewątpliwie wyróżnia McCarthy’ego na tle wszystkich powieści zakwalifikowanych do „postapo”. 
Słabych stron natomiast jest dużo więcej. W „Drodze” padają te same pytania, które w tego typu utworach wracają jak mantra: „Czy warto żyć mimo wszystko?”, „Co znaczy być dobrym człowiekiem?”, „Co to w ogóle znaczy być człowiekiem?”, „Czy w nowym świecie granice tego, co moralne i niemoralne się przesuwają?” Postawa ojca zostaje tu skontrastowana z postępowaniem syna. Jeden jest pragmatykiem, drugi natomiast idealistą. Tyle, żadnej głębi, nad którą można by się dłużej pochylić. 
Świat przedstawiony został słabo nakreślony. Wiemy jedynie, że ziemia została zasypana popiołem. Co się tak naprawdę stało, ile czasu minęło od tamtego czasu? Tego się, niestety, nie dowiemy. Wszystko jest niedookreślone. Tak świat, jak i bohaterowie. Mężczyzna i chłopiec nie mają nawet imion. Nie dowiemy się, ile mają lat. Jedynie, co będziemy mogli wywnioskować z nielicznych wspomnień mężczyzny, to, że miał żonę, która wolała popełnić samobójstwo, niż żyć w „świecie po”.
Ostatnim gwoździem do trumny „Drogi” jest, moim zdaniem, bardzo słabe i nierzeczywiste zakończenie.
            „Droga,” ze względu na język, jest powieścią dobrą. Ale jedynie dobrą. Nie świetną, nie rewelacyjną.  Poprawnie napisaną, z przeciętną fabułą. Zbyt słabą, by mogła aspirować do bycia czymś więcej, niż przedstawicielką literatury popularnej, zbyt poetycką z kolei, aby wpasować się w nurt „postapo” i nie wyróżniać na tym tle.

7 komentarzy:

  1. Też sporo naczytałam się na temat tego autora, ale jakoś nam nie po drodze. Gdy nabiorę chęci na jego książki, to chyba sięgnę po inną niż „Drogę”. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Twórczość tego Autora wciąż przede mną, jakoś nasze ścieżki wciąż się rozmijają ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zaskoczona - jak dotąd od innych słyszałam same superlatywy na temat tej książki, a co do mnie -- po przeczytaniu miałam dobre parę tygodni z głowy, bo klimat, wizja zagrożenia i losy bohaterów po prostu mnie zdruzgotały. Tak po namyśle, faktycznie muszę się zgodzić, że "ważne pytania" stawiane w książce są dość proste, chociaż dla mnie jej siła leży nie w tym, jak nowatorsko pokazuje apokalipsę, a w tym, jak sugestywnie. Co do rzetelności realiów postapo, to IMO w "Drodze" nie są dookreślone zgodnie z regułami gatunku dlatego, że to nie jest postapo, a coś w rodzaju przypowieści. Ale racja, nie zmienia to faktu, że miłośnikom konwencji może nie przypaść do gustu.
    Pozdrawiam!
    samaporcelana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Shee, należałoby sobie zadać pytanie, czym ma być ta książka. Jeśli rzeczywiście, miałaby pretendować do czegoś więcej, "przypowieści", jak uważasz, to czytałam znacznie lepsze. O sytuacji zagrożenia życia i tym, co staje się moralne, a co nadal moralne nie jest, pisało wielu, znacznie lepszych. Choćby nasi - Nałkowska, Borowski, Herling. Dla mnie ta książka ma w sobie za mało, by być czymś więcej. Niestety, dla mnie, nie była też sugestywna. Klimat mnie nie przekonał, a losy bohaterów, cóż, pisałam o nieprzekonującym zakończeniu, które moim zdaniem położyło wszystko.

      Usuń
    2. Nałkowska, Borowski i Herling-Grudziński piszą o moralności, ale ich książki moim zdaniem nie mają wiele wspólnego z przypowieściami - IMO stawiają raczej na skupienie na konkretnych przypadkach i bliskość faktom lub wiedzy psychologicznej, a przypowieść to uogólnienie, uproszczenie i uniwersalność. Źródełko (http://panoramaliteratury.pl/index.php?action=entry&what=13) podpowiada, że lepszym porównaniem byłby np. "Stary człowiek i morze" Hemingwaya albo "Proces" Kafki i w tym towarzystwie "Droga" wypada IMO znacznie lepiej, chociaż oczywiście z zachowaniem proporcji :)

      No, ale do tego dochodzą jeszcze kwestie subiektywne. Jeśli na Ciebie klimat nie podziałał, to wiadomo, nikt Cię do zachwytu nie zmusi :) Podobnie z zakończeniem -- mnie akurat wzruszyło. I skoro napisałaś, że Herling, Borowski i Nałkowska, to może jest to też kwestia nastawienia filozoficznego - oni piszą dużo o tym, że człowiek na wiele rzeczy w swoim życiu nie ma wpływu, a "Droga" to pochwała indywidualizmu i takiego "ja sam przeciw wszystkiemu".

      Usuń
    3. To w takim razie jeszcze ode mnie kilka słów o zakończeniu, bo chciałabym zapytać, jak je rozumiesz. Czy człowiek, który odnajduje chłopca po śmierci mężczyzny, to jeden z tych, którzy przed chwilą do nich strzelali, czy też podążył za nimi człowiek będący rodzicem dziecka, które widzi chłopiec, gdy przechodzą przez pewną opustoszałą wieś? Jakkolwiek moim zdaniem brzmiałaby odpowiedź, to zakończenie jest niewiarygodne psychologicznie. Nagle, akurat, gdy umiera ojciec, zjawia się ktoś, by zaopiekować się chłopcem? Moim zdaniem, znacznie lepsze byłoby zakończenie, gdyby chłopiec został sam, co w domyśle oznaczałoby jego późniejszą śmierć. Bardziej realistyczne, prawdziwsze - lepsze. Ale, jak zauważyłaś, to już kwestie subiektywne :).

      Usuń
    4. Według mojego wrażenia zdecydowanie nie jeden z tych, którzy strzelali. Prawdę mówiąc, nie pamiętałam motywu z dzieckiem w opustoszałej wsi, ale to możliwe. W każdym razie ja odebrałam to na zasadzie - to jakiś dobry człowiek, który pojawił się albo przypadkiem (chyba niemożliwe, żeby ich wcześniej obserwował - bo jeśli tak, to dlaczego nie ujawniłby się wcześniej i pozwolił na śmierć głównego bohatera? Z drugiej strony, nie pamiętam już, czy przypadkiem nie było w książce sugestii, że jednak ich obserwowali), albo na zasadzie deus ex machina. To prawda, logika zakończenia jest bardziej romansowa, niż zgodna z prawami realizmu i prawdopodobieństwa. Myślę, że można to interpretować religijnie, na zasadzie palca Opatrzności czy "szczęśliwej katastrofy", ocalenia mimo wszystkich okoliczności. I mnie się to w sumie podobało.

      Usuń