poniedziałek, 30 stycznia 2012

Zapominane wspomnienia

Ostatnia recenzja w tym miesiącu - tym razem "Zapomniane" Cat Patrick. To jedna w tych książek, po których spodziewacie się, że po zakończeniu lektury można będzie powiedzieć tylko wielkie "wow", a tymczasem dostajecie tekst... dobry, porządnie napisany, ale w którym czegoś wam brakuje. To właśnie ten przypadek. Oto link do recenzji - KLIK. Ponieważ "Zapomniane" to ostatnia recenzja w tym miesiącu, czas także zdradzić, jaką innowację związaną z nagrodą Kopytka, wymyśliłam. Po Waszej prawicy nowa ankietka - na najlepszą Waszym zdaniem styczniową recenzję. Zagłosujcie, jeśli łaska. Z góry dziękuję.  

sobota, 28 stycznia 2012

"Wariant" - pomiędzy problematyką godną "Władcy much" a intrygą rodem z "Zagubionych"

Kolejny link do qfantowej recenzji. Bardzo sobie cenię współpracę z nimi. Tym razem chciałabym Wam zaproponować lekturę recenzji powieści Robisona Wellsa "Wariant" - KLIK. Popularność konkursu z "Milczącymi słowami" przechodzi moje najśmielsze oczekiwania (1418 odsłon). Mam nadzieję, że po jego zakończeniu żaden z uczestników nie napisze do mnie, stwierdzając z wyrzutem, że nie było warto. Cóż, wszystko być może. 

czwartek, 26 stycznia 2012

Literacka biżuteria... czyli pod dobrą Gwiazdą

   Biżuteria. Lubię na nią patrzeć, ale nie nosić. Kupuję, chowam do szkatułki z aniołami i od czasu do czasu ewentualnie wyciągam, by popatrzeć. Dlatego A. mówi, że przypominam smoka. Robię sobie kupkę kosztowności i się na niej kładę. Choć to nie do końca prawda. Podobają mi się rzeczy ładne. Oczywiście ładne w moim pojęciu (bo jak wiadomo nie to ładne, co ładne, lecz co się komu podoba). Ale złośliwość rzeczy martwych sprawia, że gdy już odżałuję na coś pieniądze lub dostanę w prezencie, rzecz bardzo szybko mnie opuszcza. Tak zgubiłam ukochany szklany wisiorek, tak straciłam przepiękny pierścionek. Biżuteria się mnie nie trzyma. Może właśnie dlatego noszę tylko zegarek i obrączkę. Z jej powodu czasami pytają mnie o męża. Mam ochotę być wtedy złośliwa i powiedzieć, że pan Wochlik, gdyby istniał, pewnie miałby się przy mnie nie najlepiej, a już na pewno nie byłby zdrowy na umyśle. Sherlock Holmes stwierdziłby, że ludzie patrzą, ale nie obserwują. Bo jaka mężatka nosiłaby obrączkę na palcu lewej ręki?
     Był to właściwie przydługi i być może niepotrzebny wstęp do prezentacji fotograficznej. Odkąd obejrzałam „Władcę Pierścieni”, pragnęłam posiadać wisiorek Arweny. Teraz, po dziesięciu latach, dzięki garstce przyjaciół nareszcie go mam. Otóż, w zeszłym tygodniu dostałam takie oto pudełeczko.



W pudełeczku był woreczek.


A w woreczku zawartość.




Undomiel – Gwiazda Wieczorna (mój aparat nigdy nie odda całego jej uroku), symbol nieśmiertelności Arweny. Jest przepiękny. Identyczny z tym, który można oglądać w filmie. Choć ze mnie dama akurat żadna i nie bardzo do niego pasuję. A może pasuję na tyle, na ile pasować może samozwańcza Królowa Elfów. Być może nie urodziłam się pod szczęśliwą gwiazdą, ale teraz mam własną. Taką, która świeci tylko dla mnie.      
    

wtorek, 24 stycznia 2012

Mała błękitna rzecz, a cieszy

Dziś qfantowa recenzja powieści "Błękitna miłość" C. S. Ransom. Dla zainteresowanych podaję link do recenzji - KLIK. Przypominam też, że od wczoraj trwa drugi etap konkursu z "Milczącymi słowami". Strasznie trudny, ja bym sobie chyba nie poradziła, dlatego podziwiam śmiałków, którzy walczą, by otrzymać moją powieść. Chwała Wam za to, proszę Państwa!

niedziela, 22 stycznia 2012

Qfantowy konkurs z "Milczącymi słowami"

„Qfant” ma dla Was propozycję konkursu. Szczegóły można znaleźć tutaj – KLIK. Do wygrania pięć egzemplarzy mojej debiutanckiej powieści, w tym dwa z autografem. Jako, że jestem jednak prawdomówną Królową Elfów ostrzegam, Kamil Dolik się postarał i łatwo nie jest. Jednakże informuję, bo może ktoś mimo wszystko zechce stanąć w szranki.   

piątek, 20 stycznia 2012

Ona, On i komplikacje... czyli romans paranormalny w wydaniu pani Feehan

Kolejna recenzja dla "Qfantu", tym razem romansu paranormalnego "Mroczna legenda". Kopytka miesiąca to ta powieść raczej nie dostanie, choć przeczytałam ją bez większego zgrzytania zębami. W związku z moją nagrodą literacką postanowiłam uruchomić pewną innowację, ale o tym pod koniec miesiąca. Dla zainteresowanych link do recenzji "Mrocznej legendy" Christine Feehan - KLIK


Z radością zawiadamiam też, że moja książka jest nareszcie dostępna na stronie empik.com. Można już ją kupić. Wspominam, w razie gdyby ktoś był zainteresowany :). Autorka bowiem zarabia na chleb i na możliwość publikacji kolejnej części trylogii, dlatego wszystkich Krewnych i Znajomych Królika, którzy wcześniej poświęcali swój cenny czas, czytając formę elektroniczną lub/i wydruk, uprasza się o kupienie wersji książkowej i spowodowanie iżby biedna autorka nie musiała wbijać zębów w ścianę zamiast we wczorajsze pieczywo.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Panie i Panowie, wydałam książkę

Nareszcie jest. Podobno to kobiety zawsze się spóźniają. Henry Got nie jest kobietą, ale za to ma w zwyczaju lekceważyć wszystkich i wszystko, a zwłaszcza mnie, by na każdym kroku demonstrować mi, że nic go ta cała sytuacja nie obchodzi. W każdym razie doczłapał się w końcu do księgarń internetowych. Już słyszę, jak z cynicznym uśmieszkiem dokonuje sprostowania: Do jednej, kobieto, do jednej. A jak wiesz, jedna jaskółka wiosny nie czyni. W każdym razie fakt pozostaje faktem. Można już kupić "Milczące słowa" - na razie tylko tu - KLIK, ale jeśli za jakiś czas wytropię go gdzieś jeszcze, dam znać. 

Przypuszczam, że z ust autorki taka deklaracja nie brzmi wiarygodnie, ale... to naprawdę jest historia warta poznania.

sobota, 14 stycznia 2012

Bibliotecznik Polski i fotoreportaż Edgara

Kiedy Sierotka Marysia poprosiła mnie o sfotografowanie mojej biblioteczki (biblioteką tych kilku półek nazwać przecież nie można, choć zapewne Edgar byłby protestował, ale na szczęście już śpi; należy mu wybaczyć, jako pluszak ma inne standardy wielkości) i przesłanie jej zdjęć, nie widziałam powodu, by odmówić. Edgar rzucił się do aparatu. I tak zbiory Edgara i moje dołączyły do katalogu polskich biblioteczek domowych i pięknych światowych bibliotek publicznych. Zdjęcia możecie obejrzeć tutaj - KLIK.  Serdeczne pozdrowienia dla Autorek bloga i wszystkich "zaznajomionych" Księgowych spod wspaniałego regału wielkiej pani MM.

środa, 11 stycznia 2012

"Świat nie kończy się hukiem, a skomleniem"*

Wstajemy. Idziemy do łazienki umyć zęby. Przechodzimy do kuchni, by zrobić sobie kawę. Za oknem pada deszcz, ale w domu jest ciepło, gdyż działa ogrzewanie. Wychodzimy z domu, wsiadamy do samochodu. W pracy włączamy komputer, łączymy się z Internetem. Wracają z pracy robimy zakupy w supermarkecie. Korki w drodze do domu. Po powrocie wczorajszy obiad wrzucamy do mikrofali. Wykonujemy telefon do członka rodziny. Bierzemy aspirynę, bo czujemy, że bierze nas przeziębienie. Żyjemy wygodnie, komfortowo i… w ogóle o tym nie myślimy, nie odczuwamy. Do momentu aż w ciągu jednej sekundy zostaje nam to odebrane.
    Taki właśnie los spotkał Johna Mathersona i jego rodzinę, mieszkańców Black Mountain, małej amerykańskiej miejscowości, położonej w górach. W ciągu jednej sekundy świat, który znali legł w gruzach. Ameryka padła ofiarą ataku terrorystycznego. Uderzono w nią impulsem elektromagnetycznym. Przestają działać wszystkie urządzenia elektryczne. Niby nic takiego, ale bez prądu nie funkcjonują wodociągi, toalety, oświetlenie, sprzęt elektroniczny. W jednej sekundzie zatrzymują się wszystkie samochody. Nie ma łączności, nie można ustalić, co się stało. Nie ma przemysłu, bo wszystkie fabryki stanęły. Nie ma komunikacji. Nie sposób dowiedzieć się, kto jest agresorem, ani co tak naprawdę miało miejsce. Nie wiadomo, czy pomoc jest w drodze.
    William R Forstchen w swojej powieści „Sekundę za późno” pokazuje nam świat postapokaliptyczny. Ale po Black Mountain nie zaczyna nagle biegać chmara napromieniowanych zombi. Nie, Forstchen rysuje przed nami znacznie bardziej tragiczny i przerażający obraz, bo do bólu prawdziwy i prawdopodobny. Okazuje się, że Ameryka, wielkie mocarstwo, dysponujące najnowszą technologią, nagle cofa się do średniowiecza. Szpitale nie działają, leki zaczynają się kończyć. Jedzenia jest za mało, by wykarmić wszystkich potrzebujących. Szerzą się epidemie i zarazy, ludzie masowo umierają na ulicach z głodu i on niegroźnych infekcji. Szerzy się nielegalny szaber. Sąsiedzi, niegdyś uśmiechający się do siebie nawzajem na ulicy, teraz okradają i zabijają siebie nawzajem. Zaczynają działać sekty, nawołujące, że Ameryką zawładnął szatan oraz śmiertelne niebezpieczne i bezlitosne gangi przestępców.
    Akcja powieści trwa trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Trzysta sześćdziesiąt pięć dni, podczas których obserwujemy, jak najpotężniejsze państwo świata zmienia się, starając się uczynić wszystko, aby przetrwać. Początkowo wszyscy myślą, iż sytuacja szybko wróci do normy. Ameryka jawi im się wciąż jako mocarstwo, którego nie można zniszczyć. „Kraina mlekiem i miodem płynąca, kraina, gdzie głównym problemem zdrowotnym była nadwaga, a sportem narodowym wyścig sieciowych restauracji serwujących Fast fordy, które w reklamach przechwalały się stworzeniem największego, najtłustszego hamburgera”(s. 300).  Ta właśnie Ameryka staje teraz przed problemem, iż mięso na hamburgery nie rośnie na kolorowych tackach w supermarkecie. Staje przed wyborem, czy zjeść własnego psa, czy umrzeć z głodu. Z każdym dniem społeczeństwo się zmienia. „Teraz my mamy wojnę, wojna jest tutaj. Walczymy sami ze sobą, bliźni z bliźnimi, o kawałek chleba, a nawet o kawałek ciała zmarłego człowieka”(s. 401).  Jedno się jednak nie zmienia. W postapokaliptycznej Ameryce, która już przestaje wierzyć w słowa „Boże, przecież tu jest Ameryka!”, ludzie nadal lubują się w wielkich, kwiecistych, patriotycznych mowach i przemówieniach.     
    Dodatkowym atutem powieści jest uczynienie jej głównym bohaterem profesora historii. Dzięki temu narracja została wzbogacona o wiele historycznych odwołań do minionych wydarzeń. Matherson porównuje sytuację mającą miejsce w Black Mountain do tych z okresu działalności i władzy Hitlera, czy Stalina. Autor nie szczędzi nam ponadto plastycznych opisów, nie epatujących nadmiernym okrucieństwem, ale mimo to niezwykle dosadnych, prawdopodobnych i przerażających. Krok po kroku pokazuje mechanizm upadku wielkiego mocarstwa i jego powrotu do życia rodem z średniowiecza.
    „Sekundę za późno” jest najlepszą powieścią apokaliptyczną, jaką dane mi było czytać. Jest tak dobra i sugestywna, że po przeczytaniu ostatniego zdania miałam ochotę biec do sklepu i zrobić zapasy cukru, soli, lekarstw, baterii i konserw. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nic takiego nie wydarzy się za naszego życia.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:



* Cytat pochodzi z powieści (William R. Forstchen, „Sekundę za późno”, Warszawa 2011, s. 455.)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Kate Daniels po raz czwarty


Drugie spotkanie z pisarstwem Ilony Andrews. Małżeństwo to należy do moich ulubionych autorów współczesnej fantastyki. Są naprawdę świetni. Tym razem przed Wami recenzja czwartego tomu cyklu o Kate Daniels, „Magia krwawi” – KLIK.

czwartek, 5 stycznia 2012

Konkurencja dla Kate Daniels?


Święta spędziłam w towarzystwie książek Ilony Andrews. Ten małżeński duet jest jednym z moich ulubionych twórców. Świetne pomysły, świetne fabuły, świetne powieści. W Polsce ich książki wydaje Fabryka Słów. Do tej pory ukazały się cztery tomy cyklu o Kate Daniels i jeden cyklu o Rubieży. I właśnie od recenzji tego tomu zaczniemy. Tradycyjnie, dla zainteresowanych link – KLIK.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Wyniki konkursu z Henrym Gotem


Czas ogłosić wyniki konkursu. Przepraszam, że się z tym spóźniłam. Powinnam to była zrobić wczoraj. Musicie mi także wybaczyć brak zdjęć, ale daję słowo honoru, że losowanie odbyło się w majestacie prawa:). Autorski egzemplarz „Milczących słów” (gdy je wreszcie dostanę) powędruje do…

Agnes


Zwyciężczyni serdecznie gratuluję i proszę, by skontaktowała się ze mną pod adresem muzkar@op.pl Pozostałym serdecznie dziękuję za okazane zainteresowanie i pozostaje mi mieć nadzieję, że mimo to uda Wam się zapoznać z moją powieścią.

Serdeczności

Intueri

niedziela, 1 stycznia 2012

Grudniowe Kopytko oraz Kopytko za rok 2011


W grudniu przeczytałam i zrecenzowałam pięć powieści. Tym samym do nagrody imienia Edgara Kopytko nominowani zostali:
                        
  • Marta Kisiel, „Dożywocie”,
  • Maggie Stiefvater, „Niepokój”,
  • Jerzy A. Wlazło, „Kot Syjonu”,
  • Anthony Husso, „Magia krwi”,
  • Jessica Warman, „Pomiędzy światami”.

W tym miesiącu komisja miała naprawdę ogromny problem wybrać książkę miesiąca, gdyż wszystkie, poza jedną, stały na doskonałym poziomie. Po burzliwych naradach uznaliśmy, że grudniowe Kopytko zdobywa:
Maggie Stiefvater za „Niepokój”.

Czas także wybrać książkę, która otrzyma Kopytko Roku. Nominowane zostały wszystkie powieści, które otrzymały nagrodę miesiąca. Braliśmy zatem pod uwagę:

  • Michael Marpurgo, „Samotność na pełnym morzu” (kwiecień),
  • David Gilmour, „Klub filmowy” (maj),
  • Bettina Belitz, „Pożeracz snów” (czerwiec),
  • Sabina Berman, „Dziewczyna, która pływała z delfinami” (lipiec),
  • Auke Kok i Dido Michielsen, „Córki z Chin” (sierpień),
  • Paweł Pollak, „Niepełni” (wrzesień),
  • Kate Morton, „Milczący zamek” (październik),
  • Carollyn Jess-Cooke, „Zawsze przy mnie stój” (listopad)
  • Maggie Stiefvater, „Niepokój”.

Jak wynika z powyższego zestawienia przez osiem miesięcy istnienia nagrody, docenialiśmy różne książki. Zwyciężały i zdobywały statuetkę zarówno powieści obyczajowe, jak i fantastyczne, psychologiczne i reportaże. Książki polskie, amerykańskie, holenderskie, australijskie. Powieści dla dorosłych i dla młodzieży. Trudno nam było jednak wytypować najlepszą. Ostatecznie zdecydowaliśmy jednak, iż Kopytko 2011 wędruje do…

Kate Motron za „Milczący zamek”. 


Fanfary, brawa, konfetti, a potem idziemy na… soczek ;).