wtorek, 20 stycznia 2015

Dzieje Tewje mleczarza



W styczniu postanowiłam kontynuować mój cykl o musicalach. Kiedyś postanowiłam, że raz w miesiącu pisać będę o filmach i przedstawieniach z tego gatunku. Opowiadałam Wam już o „Skrzypku na dachu”, „Deszczowej piosence” i „Upiorze w operze”. Dziś, chciałabym powrócić do pierwszego z wymienionych filmów. Tym razem miałam bowiem możliwość obejrzeć ten cudowny musical na deskach Teatru Muzycznego w Poznaniu.
            Tevje mleczarz otrzymał od Boga niezwykły dar… pięć córek. Na jego nieszczęście dziewczyny wymyśliły sobie pewną fanaberię – chcą wyjść za mąż z miłości! Jedna wybiera biednego krawca, druga jeszcze gorzej, komunistę, a trzecia, to już w ogóle tragedia, zakochała się w prawosławnym. W tle natomiast tematy znacznie poważniejsze – rewolucja 1905 roku, szerzący się antysemityzm i nagonka na Żydów.
            Sceniczna wersja musicalu różni się nieco od tej filmowej. Niektóre sceny połączono w jedną, co jednak w niczym nie przeszkadzało. Przyznam, że mnie podobała się bardziej. Wolę kontakt z żywym aktorem (z pierwszego rzędu jest to szczególnie miłe). Córki mleczarza znacznie przyjemniejsze dla oka, niż ich filmowe odpowiedniki. Mnie przypadła do gustu przede wszystkim Hodel. Rola pierwszoplanowa została obsadzona idealnie. Zwracały uwagę przede wszystkim monologi Tewje z Bogiem, podczas których pozostali aktorzy na scenie zamierali, jakby czas się zatrzymał. Z całą pewnością było to trudne do wykonania, ale wyszło dobrze.
            Po raz pierwszy miałam możliwość usłyszeć „Skrzypka na dachu” w języku polskim. Nie jestem w stanie ocenić tłumaczenia, ale mogę stwierdzić, że po polsku piosenki nie tracą nic ze swojego uroku. Niektóre zabawne, inne słodko-gorzkie.
            Jedyne, do czego muszę się przyczepić, to scena snu-widzenia. Przedstawienie babci Golde w otoczeniu truposzy wyskakujących zza fluorescencyjnych grobów oraz pulsujące światła, to nie był dobry pomysł. Rozumiem, że chciano otrzymać efekt spowolnienia, ale średnio to wyszło. W efekcie rozbolały mnie tylko oczy i głowa, a scena nie trwała przecież dłużej niż pięć minut.
            Z czystym sumieniem mogę Wam polecić „Skrzypka na dachu” w poznańskiej Operetce. Naprawdę warto, będą to trzy godziny czystej przyjemności.  

1 komentarz:

  1. Jestem bardzo ciekawa przedstawienia - widziałam film i czytałam książkę. Pamiętam, że zrobiła na mnie duże wrażenie.

    OdpowiedzUsuń