sobota, 3 stycznia 2015

W obliczu Pana nie wygląda to dobrze



Mariusz Wollny. Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej z jego książek. A napisał ich sporo – powieści historyczne, książki dla dzieci. „Oblicze Pana” jest zdaje się odskocznią od tego, co autor pisze na co dzień, gdyż jest to właściwie powieść sensacyjna.
            „Oblicze Pana” zaczyna się od morderstwa. Pewien niemiecki oficer zabija znanego profesora, gdyż ten wpadł na zaskakujące odkrycie - być może zlokalizował miejsce ukrycia skarbu templariuszy. Sześćdziesiąt lat później inny profesor ginie w Krakowie, a sprawa skarbu po raz kolejny ujrzy światło dzienne. Prawdę o śmierci swego ojca pragnie poznać pewna niemiecka artystka. Pomagają jej w tym polski kuzyn oraz jego znajomy policjant.
            Porównanie „Oblicza Pana” do „Kodu Leonarda da Vinci”, co w notatce wydawniczej sugeruje wydawca, to gruba przesada. Przez tamtą powieść po prostu się przelatuje, byle tylko poznać rozwiązanie zagadki. Ta natomiast jest chwilami nużąca, na dodatek ma beznadziejne zakończenie. W powieści Wollnego pojawia się kilka perspektyw czasowych – są i hitlerowskie Niemcy, jest współczesny Kraków, Grunwald za Jagiełły i Ulricha oraz ten dzisiejszy, inscenizowany, jest piątek trzynastego wraz ze słynną napaścią króla francuskiego na zakon templariuszy. Akcja zahacza o Francję, Niemcy, Polskę. Właściwie książka ta to kolorowy fajerwerk erudycji autora. Dostajemy kompendium wiedzy na temat templariuszy, wciśnięte w usta poszczególnych postaci. Postaci, z których żadna nie jest historykiem.
            Jest też „Oblicze Pana” powieścią, która służy swojemu autorowi jako trybuna, z której w nachalny i nieskrępowany sposób wygłasza swoje poglądy. Żartuje więc sobie z polityków, z programów i seriali telewizyjnych. Rozprawia się z Polską komunistyczną, postkomunistyczną. Obowiązkowo wysyła swoich bohaterów do IPNu, bo przecież każdy musi mieć w rodzinie zarówno bohaterów, jak i zbrodniarzy.
            Najzabawniejsze jest w tej powieści to, że wszystko się tak ładnie splata. Morderca potrzebuje wynająć kryjówkę na przeciwko swoich ofiar, nie ma problemu, mieszkająca tam kobieta akurat wynajmuje mieszkania. Potrzeba, by bohaterowie galopowali po polach Grunwaldu za zbójem? Dlaczego nie, przecież wszyscy umieją jeździć konno. Chcesz mieć dokumenty z IPNu na już? Dlaczego nie, przecież dawny znajomy z lat szkolnych akurat tam pracuje. I tak dalej w ten deseń.
            Powieść Mariusza Wollnego przeczytać można. Ale nie jest ona ani jakaś bardzo wciągająca, ani interesująca. Przeczytać i zapomnieć. Tyle. Książka, jakich wiele.                     

1 komentarz:

  1. Może w wolnej chwili, ale trochę szkoda czasu na ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń