poniedziałek, 12 października 2015

Brakuje blasku tej koronie, oj brakuje



Po „Koronę w mroku” sięgnęłam zachęcona pozytywną opinią Darii z bloga „Więcej Książków” (swoją drogą świetny blog, gorąco polecam, zwłaszcza młodym). Jest to właściwie drugi tom cyklu Sary J. Mass, ale pierwszego nie udało mi się dostać. Zabrałam się za lekturę pełna zapału, oczekując świetnej rozrywki, wciągającej historii.
                Celaena Sardothien jest królewską zabójczynią – osobą, która na zlecenie króla, skrytobójczo likwiduje jego wrogów. Pewnego dnia dziewczyna otrzymuje od władcy zlecenie zabicia swojego dawnego znajomego, który rzekomo ma uczestniczyć w spisku przeciw monarsze. Zanim dokona wyroku, Celaena postanawia zdobyć możliwie największą ilość informacji na temat rzekomego spisku i uczestniczących w nim osób.
                Po pierwsze primo, „Korona w mroku” jest bezpośrednią kontynuacją, a nie osobną historią, więc dobrze jest ją czytać, znając pierwszy tom, gdyż autorka często odwołuje się do zawartych w nim wydarzeń. Po drugie primo, bohaterka „Korony w mroku” ma osiemnaście lat i jest to seria zdecydowanie dla czytelników w tym wieku. Dorosły czytelnik poczuje się nią, moim zdaniem, średnio usatysfakcjonowany. Mamy tu bowiem wiele elementów typowych dla powieści adresowanych do young adults (względnie typowych dla powieści fantasy autorstwa Katarzyny Michalak) – samotnego bohatera rzuconego w mroczny świat, dwóch przystojniaków, z których jeden jest księciem, a drugi jest zabójczo przystojny (ach te dylematy!), duchy zmarłych władczyń, ciemne moce i tajemnicę do rozwiązania.
                No nie, nie podobało mi się. I to wcale nie dlatego, że historia jest prosta i właściwie przewidywalna. Wciągnęła mnie nawet, więc wybaczam jej te niedoskonałości. Świat przedstawiony też nawet całkiem zgrabnie opisany. Jednakże, w moim odczuciu, jedna rzecz skreśla „Koronę w mroku” definitywnie. Właściwie istnieje jedna rzecz, która skreśliłaby dla mnie każdą książkę. Nie znoszę, gdy bohaterowie są kretynami. „Kretynami” w tym sensie, że głowią się nad jakąś zagadką, jakby była super-hiper-mega trudna, a czytelnik rozszyfrował ją 20/50/100 stron wcześniej. Wkurzające. W tym przypadku tak właśnie jest. Bohaterka pół książki głowi się nad zagadką, której rozwiązanie przyszło mi do głowy zaraz po jej przeczytaniu.
                Mimo pozytywnych opinii, stwierdzam więc, że „Korona w mroku” to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Taka tam sobie masówka dla młodzieży. Moim zdaniem nic wybijającego się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz