niedziela, 4 października 2015

Rzeczywistość przenika fikcję



Większość prawdziwych moli książkowych powie, że jedyna właściwa kolejność to: książka, a potem film. Inni dodadzą, że jeśli książka, to nigdy film i odwrotnie. Mnie jednak mieszanie w tych układach nigdy nie przeszkadzało. Lubię porównywać. Dlatego, jeśli książka, to potem film lub jeśli film, następnie książka. Tak było też w przypadku powieści, o której chcę Wam dziś opowiedzieć – „Klubu Dumas” Arturo Pereza-Reverte, na podstawie którego powstał film Romana Polańskiego „Dziewiąte wrota”.
                Lucas Corso wynajmuje swoje usługi bibliofilom chcącym kupić, sprzedać lub odnaleźć starodruki. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie aby porównać książkę swojego klienta „Dziewięcioro wrót do królestwa cieni” z dwoma innymi pozostałymi na świecie egzemplarzami tej pozycji. Corso wyrusza w podróż, w celu zbadania obu książek. Przy okazji pragnie także pomóc swojemu przyjacielowi księgarzowi, który w niejasnych okolicznościach wszedł w posiadanie jednego z rozdziałów rękopisu „Trzech muszkieterów”. W trakcie podróży przyłączy się do niego jeszcze dziewczyna, która otwarcie mówi, że jest diabłem.
                Corso to właściwie bohater antypatyczny. Niechluj, na dodatek lawirant i naciągacz. Wie, jak wycisnąć ze swoich klientów ostatni grosz i nie zawaha się tego zrobić. Wie, jak podejść ludzi, aby uzyskać od nich to, czego chce i bezczelnie to wykorzystuje. Właściwie nie polubiłam bohatera „Klubu Dumas”, a jednak kibicowałam mu w jego poszukiwaniach.
                Właściwie trudno określić, czym jest „Klub Dumas”. Kryminałem? Owszem, trup jest. Zagadka jest. I detektyw, dążący do odkrycia tajemnicy, też jest. Powieścią przygodową, łotrzykowską? Jak najbardziej. Są pościgi, pojedynki, są stare zamki, podupadłe rody i bogate wdowy. Arturo Perez-Reverte bezwstydnie bawi się czytelnikiem i z czytelnikiem. To jedna z tych książek, z których tym więcej wyciągniesz, im więcej sam w sobie wnosisz. Ale też nie należy się spodziewać, że jeśli przed lustrem stanie osioł, ukaże się apostoł, jak pisał Auden. Można paść jej ofiarą, tak, jak ofiarą swoich literackich skojarzeń staje się główny bohater.
                „Klub Dumas” zarówno wpisuje się w schematy, jak i je łamie. Jest bardzo intertekstualny. Odwołuje się do klasyki literatury – nie tylko do tytułowego Dumasa, ale i do Sherlocka Holmesa, Arsena Lupin, Fausta, Miltona, Dantego.  Jest to też opowieść o świecie bibliofilów, biblioznawców, a nawet biblioholików. O świecie ludzi, którym nieobce są takie pojęcia jak „żywa pagina” czy „inicjał”. Ludzi, którzy z książek uczynili swoją pracę, pasję, cel życia.     
                „Klub Dumas” jest też gratką dla miłośników ilustracji. Mamy tutaj komplet kilkunastu rycin, będących kopiami tych, zawartych w oryginalnych „Dziewiątych wrotach do królestwa cieni”. Czytelnik sam ma możliwość dokładnie je obejrzeć, porównać, pobawić się w naśladowcę Lucasa Corso. Ryciny dają możliwość, by jeszcze dogłębniej wsiąknąć w opowieść.
                Zaskakujące było, w jak różnych kierunkach podążył „Klub Dumas” i jego ekranizacja. „Dziewiąte wrota” kładą nacisk na zupełnie inny aspekt opowieści, niż oryginał. Dzięki temu powstaje niemal zupełnie odrębna historia. Niby o tym samym, niby z tymi samymi bohaterami, ale jednak zupełnie inna. Gdyby uznać, że po obejrzeniu „Dziewiątych wrót”, zna się pierwowzór, byłby to duży błąd.
                Polecam lekturę „Klubu Dumas”. To nie tylko świetna rozrywka, ale też pasjonująca podróż przez kanon światowej literatury.    

4 komentarze:

  1. Zdradź mi tajemnicę na co większy nacisk kładzie film? Bo jestem ciekawa, czy książka przypadnie mi do gustu :) Do jakich innych powieści byś ją porównała?
    Ja zazwyczaj staram się najpierw przeczytać książkę a potem obejrzeć film. Jednakże często robię też na odwrót, ale jakoś teraz nie potrafię przejść przez Więźnia Labiryntu, choć film widziałam. Chyba sobie daruję.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, zdradzę Ci tajemnicę, ale nie mów potem, że spojlerowałam ;). W filmie całkowicie pominięto historię przyjaciela-księgarza i "Wina andegaweńskiego". Skupiono się tylko na "Dziewięciorgu wrót do królestwa cieni", rozbudowano wątek towarzyszki Corsa. Do jakich innych powieści bym ją porównała? Jest nieco podobna do "Klubu Dantego", nie tylko jeśli chodzi o zbieżność tytułów. "Więzień labiryntu"? Widziałam film. Książki raczej nie przeczytam :).

      Usuń
    2. Klub Dantego? No tak... Zaczęłam czytać, utknęłam na 10 stronie chyba i nie ruszyłam dalej :D Dawno temu to było, jak szukałam czegoś podobnego do Kodu Da Vinci. Za wiele to mi nie zdradziłaś :P bo i tak nie wiem o czym mówisz hahaha :D ale jak są inne interesujące wątki, to z pewnością warto sięgnąć :)

      Usuń
  2. W tym przypadku oglądałam tylko film (i przyznaję, że tylko ze względu na Deppa) a o książce to nawet nie wiedziałam :)

    OdpowiedzUsuń