czwartek, 14 stycznia 2016

Druga szansa dla autorki



Gdybyście mnie zapytali jeszcze miesiąc temu, powiedziałabym, że pisarstwo Katarzyny Bereniki Miszczuk jest raczej nieciekawe. Seria „Ja diablica”, „Ja anielica”, „Ja potępiona”, która w założeniu swoim miała być zabawna, moim zdaniem, ani zabawna, ani tym bardziej wciągająca nie była. Postanowiłam jednak dać autorce drugą szansę i sięgnęłam po jej, nomen omen, „Drugą szansę”.
            Julia Stefaniak ulega wypadkowi, na skutek którego traci pamięć. Budzi się w ośrodku dla ludzi z tego typu urazami. Placówka o nazwie „Druga szansa” prowadzona jest prze tajemniczego doktora i skupia ludzi, którzy nie tylko nic nie pamiętają w skutek odniesionych w wypadku urazów, ale również nie mają absolutnie żadnych krewnych. Julia szybko odkrywa, że pracownicy ośrodka okłamują ją w sprawie jej przeszłości przed wypadkiem. Dochodzi do wniosku, że być może ich celem wcale nie jest pomoc pensjonariuszom w przypomnieniu sobie, kim byli.
            Muszę przyznać, że po raz pierwszy książka Katarzyny Bereniki Miszczuk naprawdę mi się podobała. Przede wszystkim z powodu klimatu. Sanatorium na odludziu, w którym rządzi despotyczna doktor Zofia, bez skrupułów faszerująca niepokornych pacjentów lekami, wszędobylskie kruki, aura tajemnicy i niepokoju. Takie połączenie „Sanatorium pod klepsydrą” Schultza oraz „Lotu nad kukułczym gniazdem” doprawione szczyptą fantasy. Zofia to wykapana despotyczna siostra Rachet, która swą władzę gotowa jest okupić śmiercią pacjenta.
            Drugim plusem powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk jest jej konstrukcja. Autorka zbudowała swą książkę tak, że chwilami nie wiadomo, czy akcja naprawdę ma miejsce, czy rozgrywa się tylko w głowie chorej umysłowo dziewczyny. Łapałam się na tym, że już nie wiem, czy wierzę Julii, czy też gotowa jestem stanąć po stronie bezdusznych lekarzy i pensjonariuszy ośrodka. A gdy w to wszystko włączyły się jeszcze zjawy i kruki, naprawdę nie wiedziałam, jak Miszczuk wybrnie z tego z twarzą, tak, by nie zniszczyć opowiadanej historii. A jednak, udało jej się. I to z klasą.
            Jeszcze jedną rzecz należy podkreślić, pisząc o „Drugiej szansie”. Bohaterami opowieści są ludzie chorzy, cierpiący na zaniki pamięci w efekcie różnych wypadków. Czytając książkę, da się wyczuć, iż autorka wie, o czym mówi. Podczas pisania przypadło jej się zapewne posiadane wykształcenie medyczne. Katarzyna Berenika Miszczuk wie, o czym pisze i to się czuje.
            Z czystym sumieniem mogę polecić Wam „Drugą szansę”. To pierwsza książka autorki, która pokazała, że Miszczuk ma nie tylko umiejętności warsztatowe, ale potrafi także wymyślić wciągającą historię. Oby tak dalej.

1 komentarz:

  1. Oj, bardzo lubię takie książki. Sama okładka nieco przeraża, ale w ten intrygujący sposób. Myślę, że może mi się spodobać, tym bardziej, że uwielbiam „Lot nad kukułczym gniazdem”.

    MAJUSKUŁA

    OdpowiedzUsuń