piątek, 14 października 2016

Żyj odważnie. Żyj dobrze. Po prostu żyj...



Niedawno pisałam na łamach Biblioteki Edgara o „Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes. Było tylko kwestią czasu, kiedy sięgnę po kontynuację. I stało się, jestem po lekturze. Czy powieść trzyma poziom poprzedniczki, czy może podzieliła los wielu kontynuacji i nie sprostała zadaniu?
                Za pieniądze otrzymane od Willa, Lou kupuje mieszkanie w Londynie. Kompletnie nie wie, co zrobić ze swoim życiem. Przez jakiś czas mieszka w Paryżu, jednak nie zakochuje się w nim tak, jak Will. Wraca do Anglii, gdzie podejmuje pracę w barze na lotnisku. Ciągle rozmawia ze zmarłym ukochanym, nie potrafiąc pogodzić się z jego odejściem. Podczas jednej z takich rozmów, toczonej na dachu budynku, gdzie mieszka, zostaje wystraszona przez nieznaną dziewczynę i spada. W bardzo poważnym stanie trafia do szpitala. Udaje jej się jednak przeżyć. Rodzina, przekonana, że Lou chciała popełnić samobójstwo, wysyła ją na spotkania grupy wsparcia. W życiu Louisy Clark pojawia się także tajemnicza nastolatka, która twierdzi, że jest córką Willa.
„Kiedy odszedłeś” to poruszająca opowieść o przeżywaniu straty. Lou dwa lata zajmuje pozbieranie się po śmierci Willa. Możemy wraz z nią doświadczyć ostracyzmu społecznego (również ze strony własnej rodziny), któremu zostaje poddana z powodu uczestnictwa w „zamordowaniu” młodego prawnika. Podczas sesji grupy wsparcia dowiadujemy się o różnych stadiach żałoby i sposobach radzenia sobie z nią. Ktoś, kto sam tego jeszcze nie przeżył, zapewne nie zdaje sobie sprawy, jak żmudny proces może go czekać.
                Właściwie najnowsza powieść Jojo Moyes jest zlepkiem ogranych do nieprzyzwoitości motywów – mamy dziecko, o którym nikt nie wiedział, romans z przystojnym ratownikiem medycznym, motyw fatalnej pomyłki, a na ostatnich czterdziestu stronach autorka serwuje nam akcję rodem z powieści sensacyjnej. Z drugiej jednak strony czyta się to dobrze. Jojo Moyes ma umiejętność zgrabnego układania ogranych motywów. Niby banał, a jednak pokazany w wyjątkowy sposób. Ponadto pojawienie się Lilly, pozwala Luisie ponownie spotkać się z rodzicami Willa, a czytelnikowi dowiedzieć się, jak potoczyło się ich dalsze życie po śmierci ukochanego syna. Do tego dorzucić można konflikty w jej własnej rodzinie, które choć pokazane w zabawny sposób, dotyczą bardzo fundamentalnych spraw. Oto mama nie chce być już tylko kurą domową. Pragnie się rozwijać, wrócić na studia. Tata natomiast, nie potrafi zrozumieć, dlaczego rola żony i matki jej nie wystarcza. Przecież obiad na wyznaczoną godzinę musi być podany i to nie on go będzie robił!
                Druga odsłona przygód Lou Clark, choć nadal wydaje mi się niepotrzebna, bo niektórych historii nie powinno się przeciągać, jest równie przyjemna podczas lektury, co pierwsza. Choć nadal dobrze napisana, moim zdaniem pozostaje tylko marnym powidokiem oryginału. Pierwotna historia nic by nie straciła na braku kontynuacji.

2 komentarze:

  1. Czytałam "Zanim się pojawiłeś" i naprawdę bardzo mi się podobała. Była tak wciągająca, że nawet nie wiedziałam kiedy połknęłam ją w całości. Za to "Kiedy odszedłeś" nudzi mnie do tego stopnia, że czytam ją już od miesiąca i co chwilę przerywam bo nie jestem w stanie czytać dalej. Moim zdaniem pierwsza książka w ogóle nie powinna mieć kontynuacji i na ciągnięciu tematu naprawdę sporo straciła. Pozdrawiam i zapraszam do mnie [http://ekstra-introwertyczka.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę że mogłaby mi się spodobać ta książka ;)

    www.modanastrychu.com

    OdpowiedzUsuń