środa, 11 września 2013

Nie szukajcie pocieszenia w książkach

"I przez cały ten czas jakiś wewnętrzny głos domagał się od niej decyzji. Chciała, żeby jej życie uformowało się teraz, natychmiast, i chciała, żeby decyzję przesądziła jakaś siła - miłość, pieniądze, jakieś względy życiowe niepodlegające dyskusji."
F. Scott Fiztgerald, Wielki Gatsby

Ja, ja, ja! Podnoszę rękę, zgłaszam się, ale to na nic. 3xd, jak mawia M. Dupa, dupa, dupa. Miło by było, gdyby ktoś podjął się trudu decydowania za mnie. Ktoś, coś wszystko mi jedno. Żeby się rozstrzygnęło i już potem nigdy nie trzeba było decydować o niczym ważnym, tylko o duperelach. W prawo albo w lewo. Bo środkiem jedzie pociąg, a ja stoję na torach. "A co to szkodzi, przynajmniej się rozerwiesz", powiedziałaby pani E. Tak, rozerwę, niezaprzeczalnie. Anna Karemina też się rozerwała. Permanentnie. Też za sprawą pociągu. Nie ma więc co chyba liczyć na to, że wielka mistyczna siła podejmie decyzję za mnie. A potem... jeśli pretensje to tylko do siebie. I zdecydowanie nie należy szukać rozwiązania swojego problemu w książkach.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz