sobota, 15 listopada 2014

To już jest nałóg...



To już chyba jest nałóg. I to poważny. Książki są wszędzie – na pólkach, szafkach, na innych książkach, w kilku rzędach, na kilku kondygnacjach. Szacuję, że samych książek z bibliotek mam chyba ze 40. Przecież jestem bibliotekarką, spośród nowości mogę wybierać jako pierwsza. Coś mi się od życia należy, jakiś bonus do marnej pensji… Tyle książek chcę przeczytać. Ale czas. Czas nie jest z gumy. Trzeba pracować i spać, i jeść, i gotować, i sprzątać, robić zakupy i pogłaskać kota. Trzeba pisać recenzje na blog, fajnie jest czasem obejrzeć film. Poprosiłam nawet o prezent w postaci zmieniacza czasu Hermiony, ale wiecie co, niestety, nie działa. Cóż za rozczarowanie! Jeśli droga do piekła jest wybrukowana nieprzeczytanymi książkami, to ja tam nie dojdę nawet przez wieczność (pomnożoną przez dwa). Drogę do piekła wyłożą mi między innymi „Potem” Musso, „Między książkami”, „Zgrozą w Dunwisch”, biografią Jane Austen i sióstr Bronte, całym cyklem „Ziemiomorze”, „Zimową opowieścią”, „Tam, gdzie śpiewają drzewa”, „Sercem w ogniu”, "Starciem królów", "Gwiazd naszych wina", "Wołaniem kukułki"… A to nawet nie jest wierzchołek tej góry lodowej. Niedługo będę jak osiołek z bajki. Dano mi do wyboru spośród tylu książek, że ogłupiałam i nie wie, co czytać. I kiedy. Ratunku. Jakby tego mało, wciąż kupuję nowe. Bo przecież nie można przejść obojętnie wobec kosza „Wszystko po 12 złotych” w Biedronce. Zatem kupiłam album o Jane Austen i „Wyścig śmierci” Maggie Stiefvater. I „Wnuczkę do orzechów”, bo w Matrasie było 30% przeceny na wszystko… A mam chrapkę na trzy kolejne pozycje, tak bardzo ciekawi mnie „Osobliwy dom pani Peregrine”, „Świat lodu i ognia” i „Serafina”. Jeśli macie, jak ja, więcej nieprzeczytanych książek, niż przeczytanych, to przyjmijcie do wiadomości: jesteście uzależnieni. TO JEST NAŁÓG. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz