niedziela, 1 lutego 2015

Londyn oczami Zadie Smith



Zadie Smith uznawana jest za jedną z najlepszych współczesnych angielskich pisarek. Osobiście nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z jej twórczością. Owszem, nazwisko było mi znajome, ale do tej pory nic Smith nie czytałam. Aż przypadkiem, nie z wyboru, a raczej z musu, trafił nam się do przeczytania na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki „Londyn NW”. I przepadłam.
            „Londyn NW” jest, jak sugeruje sam tytuł, opowieścią o mieszkańcach pónocno-zachodniej części angielskiej stolicy. Powieść składa się z historii kilku osób, które splatają się ze sobą. Leah i Natalie przyjaźnią się od dziecka, choć ich losy potoczyły się w diametralnie różny sposób. Leah mieszka z mężem w wynajętym mieszkaniu. Jest zagubiona, gdyż nie potrafi przyznać się mu, że nie chce mieć dzieci, o czym Michael z kolei bardzo marzy. Natalie została z kolei wziętym prawnikiem. jej życie przypomina bardziej plan do wykonania – dobra praca, mąż, dzieci. Tyle, że kobieta nie potrafi odczuwać satysfakcji z osiągniętych sukcesów, a męża po prostu nie kocha. Żyje na pokaz, nieustannie wymyślając samą siebie. Felix wykonywał już chyba każdą pracę – był mechanikiem, filmowcem, sprzedawcą. Stykamy się z nim w momencie, gdy próbuje wyplątać się z jednego związku, by zacząć kolejny.  
            Powieść Zadie Smith nie jest na dobrą sprawę książką o ludziach. To historia miasta zawężona do jego północno-zachodnich dzielnic. To opowieść o miejscu, w którym, niczym w tyglu, spotykają się różne narodowości - rdzenni londyńczycy, emigranci z Jamajki, Polski, Brazylii. To historia o spotkaniu, czy raczej zderzeniu ze sobą, różnych kultur. O sposobach odnajdywania siebie w tym gąszczu oraz o próbie ucieczki od siebie i stereotypów na temat własnej, niezbyt oczywistej zresztą, narodowości.
             Może nie do końca chodzi też o to, co jest w tej książce napisane, ale jak jest napisane. Zadie Smith w mistrzowski sposób bawi się formą. Raz jest to tradycyjna narracja, innym razem pojedyncze patchworkowe zlepki, czasem tekst układa się w drzewko lub udaje rozmowę przez internetowy komunikator.
            Czytelniczkom z Klubu Książki powieść się raczej nie podobała. Ale na mnie zrobiła wrażenie. Uwiodła mnie, ponieważ jest prawdziwa. Pokazuje dzisiejszych trzydziestolatków takimi, jakimi są. Może nie żyjemy w Londynie, nie spotykamy się na co dzień z przedstawicielami tak wielu kultur, ale i w naszym kraju ludzie coraz bardziej żyją w Internecie niż swoimi realnymi życiami, poszukują i gubią się, gonią za lepszym i bogatszym życiem. W swoich związkach i przyjaźniach, bardziej opartych na przymusie społecznym, a mniej na realnych uczuciach, są coraz mniej prawdziwi. Ze wszystkim ślizgamy się po powierzchni, bo na głębszą refleksję nie starcza czasu.
            Polecam serdecznie powieść Zadie Smith, choć nabyte w klubie książki doświadczenie podpowiada, że dotrze bardziej do młodych ludzi. Mimo wszystko pozostaje to kawałek solidnej literatury, wobec którego nie można przejść obojętnie.        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz