czwartek, 12 lutego 2015

Mary Reilly




„Mary Reilly” to chyba niezbyt znany film. Ja trafiłam na niego, kiedy przygotowując się na lekcję biblioteczną o musicalach, poszukiwałam informacji o spektaklu „Jekyll i Hyde”. Film reklamowano jako horror, więc miałam pewne wątpliwości, ale na szczęcie mam kogoś, kto gdy ze strachu zakrywam oczy dłońmi, relacjonuje mi, co się dzieje na ekranie.
            Mary Reilly jest służącą w domu sławnego londyńskiego lekarza pana Jekylla. Między młodą służącą i jej chlebodawcą szybko nawiązuje się nić sympatii. Niebawem jednak pan domu oznajmia, iż zamieszka z nimi jego asystent, Edward Hyde. Służba rzadko go widuje, gdyż mężczyzna pojawia się niemal tylko nocą. Wszyscy, którzy mają z nim do czynienia, mówią, że to człowiek niebezpieczny, a do tego niemiły.
            Niemal wszystkim obiła się o uszy fabuła tej znanej dziewiętnastowiecznej opowiastki. Henry Jekyll pragnie oddzielić dobro od zła. W ten sposób powstaje Edward Hyde, wszystko, co w nim złe, pragnące wyzwolić się z konwenansów, żyć po swojemu. Po co do tej historii wprowadzać młodą służącą? Ano po to, by pokazać, że zarówno Jekylla, jak i Hyde’a można kochać. Mary bowiem całe swe serce oddaje chlebodawcy. Coś jednak ciągnie ją także do Hyde’a, coś ją w nim fascynuje. Postać Mary Reilly uzmysławia nam, że choć sami spętaliśmy się masą nakazów i zakazów, obwarowań społecznych, wciąż mamy w sobie chęć ich łamania. Chęć złamania tabu. Każdy człowiek nosi w sobie zarówno Jekylla, jak i Hyde’a. Co więcej postać Mary uzmysławia widzowi, że nie tylko Jekyll nosi w sobie Hyde’a, ale i odwrotnie, także Hyde nie jest do szpiku kości zły. Pragnie zabić Mary, a jednak tego nie robi. Coś go powstrzymuje. Nie jestem pewna, czy zgadzam się z tezą, że nawet najgorszy potwór jest zdolny do miłości. Jednak fascynuje on młodą służącą. Po raz kolejny powtórzona zostaje teza, iż zło jest znacznie bardziej pociągające, niż dobro. 
            Julia Roberts otrzymała za ten film Złotą Malinę, choć kompletnie nie rozumiem dlaczego. Moim zdaniem to jeden z jej lepszych filmów. John Malkovic wydaje się wprost stworzony do grania psychopatów. W podwójnej roli jest świetny.
            Dużą rolę w tym filmie odgrywa także klimat. Ciemne pomieszczenia, stare wielkie domy, snująca się wszędzie mgła. Jest mroczno, gotycko, tajemniczo. Jest strasznie, bez hektolitrów czerwonej farby. To właśnie lubię. Klimat, nie makabrę.
            Polecam Wam „Mary Reilly”. Dla miłośników „Jekylla i Hyde’a” i dla tych, którzy lubią filmy w gotyckich klimatach.
 

1 komentarz:

  1. Oglądałam go dawno, dawno temu i niewiele z niego pamiętam, ale zrobił na mnie wrażenie.
    A co do Złotych Malin, to uważam, że wielu aktorów dostaje je niezasłużenie. Mam wrażenie, że to czasami złośliwość tych, którzy je przyznają...

    OdpowiedzUsuń