piątek, 21 sierpnia 2015

Janek Wiśniewski padł



Na okładce „Pochłaniacza” napisane jest: „Zapamiętajcie to nazwisko. Katarzyna Bonda została właśnie królową polskiego kryminału”. Słowa te są autorstwa Zygmunta Miłoszewskiego. Hmmm… niby laureat nagród, autor kryminałów, na podstawie których zrobiono dwa filmy. Powiedziałoby się znawca i z zapałem zasiadło do lektury, prawda?
Sasza Załuska jest profilerką. Po wielu latach za granicą, wraca do Polski. Ma sporządzić profil psychologiczny na zlecenie prywatnego klienta. Szybko jednak okazuje się, że jej śledztwo wiąże się ściśle z morderstwem Janka „Igły” Wiśniewskiego, popełnionym w popularnym klubie muzycznym i Sasza zaczyna współpracować z policją.
Czytałam, czytałam i coraz bardziej zastanawiałam się, skąd te zachwyty. Wszyscy Bondę chwalą, że takie dobre, że takie wciągające, że od Bondy nie można się oderwać. (W tym jedna z osób, która jest dla mnie autorytetem, jeśli chodzi o dobór lektur.) Czego nie można autorce odmówić, to dbałości o szczegóły. Środowisko mafijno-policyjne oddane bardzo barwnie i z precyzją. Bonda wydobyła na powierzchnię smutne i jakże prawdziwie życiowe stwierdzenie, że ręka rękę myje. To obrzydliwe i do bólu prawdziwe. A sprawiedliwość, to chyba tylko w niebie.
Techniki kryminalistyczne zostały opisane tak szczegółowo (nawet z gwiazdkami i przypisami!), jakby się co najmniej wchodziło do jakiegoś laboratorium w środku odcinka „CSI”. Osmologia, próbka zapachu jako dowód w sądzie. Widać, że pani Bonda bardzo dokładnie odrobiła lekcje. Należy jej się celujący za konsultację ze wszystkimi policjantami z Piły.
I na tym plusy pisarstwa Katarzyny Bondy się dla mnie kończą. Wprowadzenie bliźniaczej podmianki to chwyt jeszcze bardziej żenujący, niż atak zdradzoną żoną, która zabija z zemsty. Działał, ale może w czasach Luke’a Skywalkera i księżniczki Lei. Wprowadzenie dwóch bohaterów o imieniu i nazwisku Waldemar i dokonywanie żonglowania dla zdezorientowania czytelnika, kolejny chwyt poniżej pasa. Po trzecie kopuła kościoła nie może być strzelista, bo jest raczej ZAWSZE okrągła, ale to już uwaga do redakcji, niż samej autorki. I wreszcie, gdzie wy, na tych 700 stronach mieliście napięcie? Moim zdaniem nie było. Za długie, niemiłosiernie rozwleczone, przynudnawe nawet.
Poza tym Sasza Załuska jest alkoholiczką. Rozumiem, że praca w policji kryminalnej, jak mówią moi gimnazjaliści, „ryję banię” i można od tego dostać na głowę. Rozumiem, że policjanci, prawdziwi policjanci, zaczynają popijać, rozpadają im się małżeństwa, ćpają, bo taka praca i jakoś odreagować trzeba. Rozumiem, naprawdę. Ale kurde, czy każdy książkowy policjant/detektyw/profiler musi mieć na koncie bycie alkoholikiem/rozwodnikiem/mieć mroczną popieprzoną tajemnicę z przeszłości? To tak powtarzalne, że aż banalne.  
Wiem, że narodowi z odpowiednią reklamą wcisnąć można każde gówno i udawać, że to perfuma, czego dowodem jest błyskotliwa kariera pewnej pani co to o wsiach, mafiach i zagubionych dzieciach pisze. Ja wiem, że pani Bonda sroce spod ogona nie wypadła. Dla telewizji pracowała. Skończyłam kryminał, do podziękowań wreszcie docieram. I co się okazuje? Wymienieni są w nich: Joanna Jodełka, Ryszard Ćwirlej, Małgorzata Krajewska (nieprzypadkowa chyba zbieżność nazwisk z Markiem Krajewskim). Zatem wszystko jasne. Nie chodzi o to, jak piszesz, tylko kogo znasz. Mam nadzieję, że chociaż Miłoszewski tanio na okładkę swojej skóry nie sprzedał. Bo jeśli chlapnął to zdanie po znajomości… Wszak królowa jest tylko jedna. Jeśli królową polskiego kryminału jest Bonda, to nie mamy w tym kraju utalentowanych pisarek kryminałów.
 I w ten oto sposób Janek Wiśniewski padł. Więcej Katarzyny Bondy czytać już nie będę.

3 komentarze:

  1. Poza ostatnim akapitem, właściwie się zgadzam. Książka jest za długa, a napięcie gubi się w natłoku zbędnych informacji. Fajnie poznać metody pracy policji, ale co za dużo to niezdrowo. No i ten zabieg z bliźniakami...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bez przyjemności, ale muszę podpisać się pod ta opinią. Sprawa ma się podobnie, jeśli chodzi o "Florystkę".
    Szkoda, że akurat na Bondę padło i że to jej kryminały są opiewana na łamach prasy i TV, na prawdę mamy lepszych autorów tego gatunku.
    Umrą niestety w zapomnieniu, ponieważ, tak jak powiedziano powyżej, Ci lepsi nie znają tych, których zna Katarzyna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bondy nie czytałem, ale skoro jedynym plusem jej prozy jest dokładność, czasami nawet przesadna, to ja tę koronę polskiego kryminału chętnie oddam na głowę Katarzyny Puzyńskiej - ta to ma świetny warsztat. ;)

    OdpowiedzUsuń