czwartek, 2 czerwca 2016

Mordercze książki o bibliotekarce



Na Aurorę Teagarden, bibliotekarkę z niewielkiego Lawreceton w Georgii, wpadłam dzięki blogowi Evy Scriby, „Będąc młodą bibliotekarką”. Aurora jest bohaterką cyklu powieści Charlaine Harris, najbardziej znanej chyba jako autorka cyklu o Spookie Stackhouse, na podstawie którego HBO wypuściło serial „Czysta krew”.
                Przeczytałam już cztery z ośmiu kryminałów, których bohaterką jest bibliotekarka (ku ścisłości Aurora pracuje w bibliotece tylko w pierwszym tomie, ale pewne bibliotekarskie nawyki pozostaną w niej, przypuszczam, do końca). W tym czasie bohaterka zdążyła otrzymać spadek, rzucić pracę, znaleźć męża, odziedziczyć i sprzedać dom, a także kupić inny oraz (rzecz jasna!) rozwiązać kilka morderstw.
                Gdyby oceniać cykl o Aurorze Teagarden na podstawie tego, ile kryminału powinno być w kryminale, to książki wypadają słabo. To raczej obyczajówki z wątkiem kryminalnym. Więcej tu sprzątania, spotkań z przyjaciółmi i wizyt u fryzjera, niż rzeczywistego pochylania się nad nakreślonym w danym tomie morderstwem. Poza tym, nie oszukujmy się, ile morderstw może zostać popełnionych z piętnastotysięcznym mieście w przeciągu, powiedzmy… dekady? A w życiu naszej bohaterki kryminał kryminałem pogania. Trochę to nierealne. Ale czy też o realność tu chodzi? Perypetie Aurory są zabawne, chwilami nawet urocze. Czasami niewiarygodne ( no doooobra, zazdroszczę jej po prostu, ja też chciałabym odziedziczyć kupę forsy po starszej pani, którą ledwo znałam).   
                A fragmenty o bibliotece należą chyba do moich ulubionych. Opisy spięć z koleżanką z pracy, poszukiwania zaginionej książki, swary z czytelnikami, w zasadzie, jaki bibliotekarz nie zna tego z autopsji? Cóż, Aurora, jak wielu z nas, ma bibliotekę po prostu w krwioobiegu:

„Byłam sumiennym pracownikiem. Zawsze przychodziłam na czas i prawie nigdy nie chorowałam. Nigdy też publicznie nie krzyknęłam na klienta, choć nieważne, jak bardzo czasem musiałam się hamować – zwłaszcza, gdy chodziło o rodziców, którzy latem podrzucali swoje dzieci do biblioteki, polecając im, żeby pobawiły się tu kilka godzin. A sami szli na zakupy.”
Prawdziwe Morderstwa, s. 137
            
        Serdecznie polecam cykl o Aurorze Teagarden. Nie tylko samym bibliotekarzom, ale także miłośnikom przyjemnej, niezobowiązującej rozrywki. Książka na maksymalnie dwa wieczory. Poszukujecie właśnie takiej? Ta nadaje się idealnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz