wtorek, 23 maja 2017

Wszystko zależy od perspektywy



„Chłopiec w pasiastej piżamie” po raz pierwszy ukazał się w 2006 roku. Autor zgarnął wtedy kilka liczących się w świecie nagród dla twórców literatury dziecięcej i młodzieżowej, miedzy innymi Irish Book Awards. Nie minęło wiele czasu i historią zainteresowały się studia filmowe.
 Latem 1943 roku Bruno ma dziewięć lat. Dowiaduje się, że wraz z rodziną opuszczają wygodny i przytulny dom w Berlinie, by przenieść się do Po-Świecia, bardzo dziwnego miejsca gdzieś w Polsce. Tam dom ma tylko jedno piętro, a z okien widać małe, brzydkie budynki i hale z kominami. Wokół nich spacerują szarzy ludzie w pasiastych piżamach. Bruno jest jednak odkrywcą. Szybko wybiera się na wyprawę po nowym terenie. Tak poznaje Szmula, chłopca ze świata za siatką. Wtedy po raz pierwszy słyszy dziwne, nieznane słowo – „Żyd”.
Holocaust to bardzo ważny temat, wielokrotnie już podejmowany, pokazywany z różnorodnych perspektyw. Jednocześnie jest to jedna z tych kart w historii ludzkości, o której nie wolno zapomnieć. I dlatego wiele książek i filmów wygrywa samym tematem, bez względu na wartość artystyczną. Bo jeśli o Żydach, holocauście, to trzeba nagrodzić. Trzeba pamiętać. Trzeba wciąż o tym mówić, BO TO WAŻNE. „Chłopiec w pasiastej piżamie” to moim zdaniem tego rodzaju przypadek. Dlatego mam z tą powieścią pewien problem. Nie do końca wiem, jak ją traktować. Jeśli weźmiemy pod uwagę wiek bohatera i uznamy, że odbiorcą „Chłopca” jest rówieśnik Brunona, ewentualnie dziecko nieco starsze, książka jest w stanie się obronić. Wtedy zarzuty o brak realności świata przedstawionego czy prostotę konstrukcji bohaterów (bardzo zły Hitler, który zachowuje się w sposób niekulturalny, jest nieokrzesany i grubiański, zły porucznik SS ze skłonnościami do brutalności, dobrzy Bruno i Szmul) można odeprzeć, wskazując na wiek odbiorcy. Jest to ten moment, kiedy artyzm, powinien stać na pozycji drugorzędnej. Ponieważ nie wolno nam o tym nie mówić, nie wolno nam zapomnieć. A jednak, nawet w tym kontekście, dwaj chłopcy, którzy rozmawiają ze sobą na najistotniejsze tematy ponad rok, siedząc naprzeciwko siebie, oddzieleni płotem z drutu kolczastego, ani razu się tak naprawdę nie porozumieją. Nie, inaczej – to Brunon nigdy nie zrozumie Szmula.
Jednak z drugiej strony ta książka, nawet jako powieść dla młodego czytelnika, niewiele wnosi. Dotyczy najstraszniejszego ludobójstwa w historii ludzkości, a jednak Boyne z zaskakująca zręcznością omija niewygodne dla niego tematy, jak choćby moment, kiedy Szmul stwierdza, że nie ma dobrych niemieckich żołnierzy, a Bruno zaprzecza, stwierdzając, że jego ojciec jest dobry. Szmul pomija tę uwagę milczeniem. Koniec i kropka. Zero refleksji. Poza tym w „Chłopcu” zderzają się dwie perspektywy – dziecięce pojmowanie świata reprezentowane przez Brunona i urywki rozmów dorosłych, z których wyłania się zupełnie inny świat – depresja matki, fakt, ze ojciec jednak nie jest dobrym człowiekiem, niezgoda babki na poczynania Hitlera, bierność dobrych ludzi wobec dziejącego się wokół zła. Co najgorsze, do konfrontacji tych dwóch rzeczywistości nigdy nie dochodzi. Nikt nie wyjaśnia, co się tak naprawdę ma miejsce. Ani razu dziecięcy sposób przekręcania i tłumaczenia świata nie zostaje poprawiony. „Po-Świecie” nigdy nie staje się Oświęcimiem, a Furia nigdy nie zostaje nazwany Führerem. Nawet przez osoby dorosłe!
Boję się, że to, co zostanie dziesięcio-, może dwunastoletnim dzieciom po lekturze tej książki, to zafałszowany obraz świata. To wizja obozu, w którym być może wszyscy zawsze są głodni i mają poszarzałe twarze, ale z drugiej strony więźniowie nic nie robią, tylko stoją w grupkach. Nikt ich nie pilnuje, nikt do nich nie strzela, a drut kolczasty nie jest pod napięciem i można sobie pod nim tak po prostu przejść i wejść do obozu. Powiecie, że jeszcze przyjdzie czas na prawdę. Ale jeśli tak, to po co tworzyć tekst, na pół gwizdka, który wypacza historię? Po co poruszać z dziećmi trudne tematy, skoro tak naprawdę boimy się tego?
Z jednej strony całym sercem jestem za powieściami takimi jak „Chłopiec w pasiastej piżamie”, gdyż uważam, że umiejętność poruszania z dziećmi tematów najtrudniejszych – śmierci, wojny, okrucieństwa – to sztuka, której musimy się uczyć. Z drugiej mam wrażenie, że ta akurat pozycja to taka trochę pulpa dla Europy Zachodniej i Stanów, która narobi więcej złego niż dobrego, tworząc w umyśle młodego czytelnika zafałszowany obraz obozu koncentracyjnego w Po-Świeciu, gdzieś tam w Polsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz