wtorek, 2 maja 2017

Pyrkon 2017


Witajcie na Pokątnej

Pyrkon jest już największą tego typu imprezą w Europie. Podczas trwającego trzy dni festiwalu można uczestniczyć w szeregu wydarzeń. Na uczestników czekają panele dyskusyjne, prelekcje, wystawy, czytelnia komiksów organizowana co roku przez Bibliotekę Uniwersytecką w Poznaniu, hale wystawowe, gdzie spokojnie przepuścicie całą pensję oraz spotkania z innymi konwentowiczami, które często owocują fantastycznymi fotografiami.
            Co Pyrkon zaproponował nam w tym roku? Kolejki, kolejki i jeszcze raz kolejki. Dla osoby, która pamięta ten festiwal, gdy uczestniczyło w nim kilka, a nie kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy osób, fakt, że aby dostać się na prelekcje trzeba siedzieć w kolejce godzinę przed jest dość traumatyczny. Ale jest to bolączka, która już nie ulegnie zmianie. Znak czasów. To normalne, że nie udało mi się wejść na hity Disneya odgrywane na żywo czy prelekcję o tym, jak na przestrzeni lat zmienił się sposób ukazywania Dynamicznego Duetu. Dostałam się za to na panel z polskimi rysowniczkami komiksów, dyskusję o lekturach szkolnych i fantastyce (nie miałam pojęcia, że Wielki Grafoman to taki buc), prelekcję dotyczącą tego, jak wyglądał odbiór komiksów Marvela w PRL oraz o tym, jakie zmiany zaszły w komiksach po 11 września. Choć nadal bardzo brakuje mi książeczek opisami prelekcji, które otrzymywał każdy uczestnik. Dzięki temu wiedziało się o czym są panele. Teraz zostaje orientowanie się po tytułach. I pinów, ach, jakże pyrkonowych pinów żal!


            Ale Pyrkon to nie tylko prelekcje. To także wystawy. W tym roku udało mi się sfotografować z tardisem (choć Doktora w nim nie zastałam, bardzo żałuję). Mam dokumentację z wizyty na Pokątnej. Byłam także w kantynie z epizodu czwartego „Gwiezdnych Wojen”. Widziałam całą Mroczną Puszczę zbudowaną z klocków Lego. Sfotografowałam się też z Yodą. Spotkałam Lagerthę, wszystkie księżniczki Disneya (moją faworytką była Bella), Gandalfa, Cersei podczas jej pokutnej drogi, Jezusa, minionki, pokemony, uczniów Hogwartu, Atomówki. Długo by wymieniać. 

I dlatego Legolas ma na imię LEGOlas

            No i wreszcie wystawcy. Czegóż w tym roku nie można było kupić! Książki, komiksy, gry planszowe, biżuteria, kubki, plakaty, poduszki z bohaterami anime, popy, figurki, miecze. Wróciłam z Pyrkonu wzbogacona o dwa popy, „Bestiariusz słowiański”, wisiorek, zakładkę do książki z metalu i trzy magnetyczne – z Newtem Skamandrem, Hermioną i Danny. Kupiłam też pierwszy numer „Fantomu”, bo jestem bardzo ciekawa tego nowego fantastycznego czasopisma. 



            Cóż pozostaje? Jedynie wrócić do Poznania za rok.Bo tylko Pyrkon potrafi zebrać w jednym miejscu tylu zakręconych ludzi, którzy tak pozytywnie na siebie reagują. 

3 komentarze:

  1. Koniecznie za rok muszę odwiedzić to miejsce. Moja koleżanka strasznie poleca te impreze

    tutajjestem-lekkomyslny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę jest największą imprezą w Europie, nie tylko w Polsce? :D Tego akurat nie wiedziałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety w rym roku sie nie udało ... może w przyszłym. Każdy tak zachwala to miejsce ze muszę sie w końcu wybrać . Pozdrawiam


    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń