środa, 17 maja 2017

Nowy cykl bestsellerowej autorki



Twórczość Virginii C. Andrews od jakiegoś czasu przeżywa renesans. Choć autorka nie żyje od trzydziestu lat, jej książki nadal są chętnie czytane na całym świecie i przenoszone na srebrne ekrany. Widząc możliwość zarobienia pieniędzy na twórczości zmarłej krewnej, rodzina Andrews zatrudniła ghostwritera Andrew Neidermana, by ten – korzystając z pozostawionych przez pisarkę notatek – dokończył kolejne serie. Okazało się, że nauczył się tak doskonale podrabiać styl Virginii Andrews, że zaczął tworzyć samodzielne historie, firmowane jej nazwiskiem. Tego rodzaju książką jest „Willow”, napisana i wydana szesnaście lat po śmierci autorki.
Willow, dziewiętnastoletnia studentka psychologii, dowiaduje się, że zmarł jej ojciec, światowej sławy psychiatra. Po pogrzebie odwiedza ją rodzinny prawnik, który wręcza jej kopertę. W środku Willow odnajduje dziennik ojca. Czytając go, orientuje się, że jej matką była jedną z jego pacjentek. Dziewczyna wyrusza w podróż do Palm Beach, by ją odnaleźć.
Serię „Kwiaty na poddaszu” czytelnicy Andrews pokochali za wiktoriański klimat. W jej książkach można było odnaleźć elementy powieści gotyckiej – stary ród z tajemniczą przeszłością (i często zaburzonym psychicznie członkiem), która wyskakuje niczym diabeł z pudełka, by dręczyć głównego bohatera lub bohaterkę, obowiązkowo rodzinną posiadłość i rozbudowany wątek romansowy (nierzadko kazirodczy). „Willow” posiada niektóre z tych cech, choć brakuje jej tajemniczości i klimatu oryginalnych opowieści Andrews.
Najciekawszy w powieści jest wątek projektu studenckiego głównej bohaterki. Willow przenosi się z Karoliny Południowej do Palm Beach, by – pod pozorem badań nad miejscową elitą – poszukiwać matki. Porównanie życia normalnych ludzi z problemami pięknych i bogatych wypada raz zabawnie,raz przerażająco.
Pozostałe elementy to już równia pochyła. Romans jest płytki i nierzeczywisty (bohaterka w ciągu jednego dnia zakochuje się na zabój w mężczyźnie spotkanym w restauracji, który – jakżeby inaczej! – okazuje się synem jej pierwszych rozmówców). Świat przedstawiony tchnie sztucznością nie dlatego, że wśród mieszkańców Palm Beach pieski nosi się w torebkach, a brak zaproszenia na imprezę bywa równoznaczny z załamaniem nerwowym, ale ponieważ niewygodne postaci usuwa się ze sceny równie łatwo, co w tanich dziewiętnastowiecznych romansach. Kiedyś wszystko załatwiała śmierć z powodu suchot, dziś podobną rolę pełni  wypadek samochodowy .Nawet zejściu ukochanego ojca, ideału i wzoru, nie poświęca się zbyt wiele miejsca ani uwagi. I jeszcze słownictwo! Bohaterowie posługują się tak napuszonym językiem, że w trakcie lektury myślałam tylko o tym, że nikt normalny tak nie mówi. Chwilami wypadało to tak sztucznie, że aż śmiesznie.
Ostatecznie osłabił mnie jednak list zamieszczony na końcu powieści, który napisała do Willow inna bohaterka powieści Virginii C. Andrews, by polecić jej książki, w jakich opisano jej losy. Nachalna, mało elegancka, niepotrzebna reklama.
„Willow” jest powieścią zdecydowanie dla kobiet. Czy jest płytka? Jest. Czy jest kiepsko napisana? Z całą pewnością. Ale cóż z tego, skoro zarówno ten, jak i kolejne tomy przygód pensjonarki Willow znajdzie zagorzałe fanki. Te książki są jak telenowele, kończą się w takim momencie, że chce się sięgnąć po następną, by dowiedzieć się, co było dalej. Tego rodzaju powieści mają tylko jedną bezsprzeczną zaletę. No dobrze, dwie. Szybko się je czyta i bywają wciągające.   

1 komentarz:

  1. Książka wciąż przede mną :) Porównam wrażenia po lekturze :)

    OdpowiedzUsuń