czwartek, 8 czerwca 2017

Romeo i Julia w kosmosie



Nierzadko bywa tak, że twórcy są kojarzeni tylko z jednym dziełem. Nie omija to także pisarzy. J.K. Rowling pozostanie matką Harry’ego Pottera, choć ostatnio z powodzeniem pisze kryminały. Andrzej Sapkowski, zwłaszcza po sukcesie gry komputerowej, zawsze już będzie kojarzony z „Wiedźminem”, mimo że jego późniejsze pozycje uznawane są przez wielu za lepsze. To „przekleństwo” dopadło również autorkę „Niezgodnej”. Jej debiutancki cykl okazał się dużym sukcesem, został również zekranizowany. Gdy na rynku pojawiła się kolejna pozycja Roth, fani mieli duże oczekiwania. Czy słusznie?
Akos dorasta w zamożnej rodzinie. Jego matka jest Wyrocznią, jedną z trzech kobiet, które miewają wizje i decydują o politycznych losach planet oraz zamieszkujących je narodów. Jego spokojne życie zostaje brutalnie przerwane, gdy z powodu przeznaczenia brata Akosa chłopcy zostają porwani i zabrani na terytorium wroga. Druga główna bohaterka powieści, Cyra, całe życie spędziła w cieniu okrutnego brata, który robi wszystko, by zmienić przewidzianą dla siebie przyszłość. Nie dziwi zatem, że gdy los zetknie tę dwójkę ze sobą, musi dojść do kłopotów.
Punkt wyjścia w „Naznaczonych śmiercią” jest bardzo dobry. Oto świat, w którym każdy zna swoje przeznaczenie i wie że nie ma sensu z nim walczyć, gdyż i tak się nie wygra. To interesujący koncept, który skłania do przemyśleń: jak żyłoby się w takiej rzeczywistości? Jakie są tego konsekwencje – bierność czy jednak chęć podjęcia walki?
Mimo dobrego pomysłu, wokół którego można było osnuć ciekawą fabułę, w „Naznaczonych śmiercią” widać niedostatki zauważalne także w   większości powieści młodzieżowych. Koncepcja znajomości własnej przyszłości aż prosiła się o dobrze zarysowany świat przedstawiony. Tymczasem Roth co najwyżej go naszkicowała. Wspomniała o innych planetach, poza tą, gdzie dzieje się akcja, o systemach politycznych i rozgrywkach miedzy nacjami, jednakże zrobiła to od niechcenia, nie poświęcając im należytej uwagi. To spory błąd.
Należałoby się także zastanowić nad przynależnością gatunkową „Naznaczonych śmiercią”. Z jednej strony bohaterowie dysponują rozwiniętą technologią i latają w kosmos. Z drugiej to typowe fantasy – wszystko zależy od nurtu, o którym właściwie nie wiadomo, czy jest siłą naturalną, czy bóstwem. Więc ni to fantasy, ni science fiction. Jakby autorka nie mogła się zdecydować, jaką powieść właściwie chciała napisać.
Zresztą to tylko otoczka dla najważniejszej kwestii – miłości dwójki bohaterów pochodzących ze zwaśnionych plemion. Ostatecznie Roth skupia się właśnie na uczuciu rozwijającym się między Akosem i Cyrą i jego konsekwencjach. I tym zabiegiem strzela sobie w stopę. Sprawia, że zdominowana przez wątek miłosny opowieść, rozpisana na ponad pięciuset gęsto zadrukowanych stronach staje się długa i nudna. Po prostu okropnie nudna. Za dużo westchnień i gadania, za mało akcji.
Również wybór sposobu narracji nie satysfakcjonuje. Roth popprowadziła ją dwutorowo, z punktu widzenia Cyry i Akosa. Tyle, że narracja Cyry jest pierwszoosobowa, natomiast Akosa trzecioosobowa. Opowieść znacznie by zyskała, gdyby autorka zdecydowała się na jeden typ.
„Naznaczeni śmiercią” są typową powieścią młodzieżową z wszystkimi jej zaletami – pomysł, który można było naprawdę sprawnie zrealizować – i wadami – nastawienie na życie wewnętrzne i przeżycia bohaterów. Otwarte zakończenie sugeruje, że chociaż z niejakim trudem przebrnęliśmy przez pięćset męczących stron, czeka nas kolejne spotkanie z Cyrą i Akosem, bo poznaliśmy jedynie wstęp.

2 komentarze:

  1. Jestem ciekawa co będzie zaserwowane w II tomie :) Jakie pomysły pojawią się ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że ta książka jest teraz baaardzo mocno promowana w księgarniach...

    OdpowiedzUsuń