środa, 14 czerwca 2017

„Tylko nigdy nie wmawiaj sobie, że nie wiedziałeś. Bo to by była najgorsza zbrodnia”



John Boyne zasłynął w Polsce jako autor „Chłopca w pasiastej piżamie”, wielokrotnie nagradzanej powieści dla dzieci, której bohater, dziewięcioletni Bruno, jest synem komendanta obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W „Chłopcu na szczycie góry” John Boyne wraca do tematu II wojny światowej.
Pierrot jest synem Niemca i Francuzki. Po śmierci rodziców trafia do sierocińca w Orleanie, skąd zostaje zabrany przez siostrę ojca. Chłopiec odbywa podróż przez Europę, by wraz z nią zamieszkać w rezydencji na szczycie góry, gdzie Beatrix jest gospodynią. Tam poznaje właściciela domu – najważniejszą osobistość nazistowskich Niemiec – Adolfa Hitlera.
„Chłopiec na szczycie góry” to powieść znacznie dojrzalsza niż „Chłopiec w pasiastej piżamie”. W poprzedniej książce świat przedstawiony był jedynie umowny, służył jako tło dla parabolicznej opowieści o przyczynach zła i ludzkiej nienawiści do tego, co inne. W tej natomiast jest pieczołowicie nakreślony, nabiera autentyczności. Autor zadbał o tło historyczne. Pojawią się Leni Riefenstahl, Goebbels, Eva Braun, czy choćby słynny owczarek Hitlera, Blondie. Książka jest też dużo lepsza warsztatowo od swojej poprzedniczki. Nie wydaje się już jedynie szkicem, a pełnokrwistą opowieścią ze zróżnicowanymi bohaterami. „Chłopcu w pasiastej piżamie” świat był zdecydowanie czarno-biały. John Boyne odwoła się także do swojej wcześniejszej twórczości, bowiem w drodze na szczyt góry do rezydencji Berghof, Pierrot spotka Kotlera, który w historii o losach Brunona i Szmula był jednym z oficerów stacjonujących w Oświęcimiu.
„Chłopiec na szczycie góry” to opowieść o tożsamości i o tym jak łatwo ją utracić. Pierrot jest nie tylko dwujęzycznym synem Niemca i Francuzki, który od początku nie do końca wie, do którego narodu przynależy, gdyż śpiewa Marsyliankę po niemiecku, a niemieckie piosenki po francusku. Jest też chłopcem przyjaźniącym się z francuskim Żydem, który jednocześnie całą swą dziecięcą miłość przelewa na Adolfa Hitlera.
Jest to też opowieść o indoktrynacji. Widzimy przemianę zagubionego, ale w gruncie rzeczy dobrego i sympatycznego chłopca w nieprzyjemnego, zadufanego w sobie małego idealistę, maskotkę Führera. Pierrot-Pieter nie chce rozumieć, dlaczego na szczycie góry w odległym kraju planuje się budowę łaźni z prysznicami bez wody i bez mrugnięcia okiem jest w stanie doprowadzić do egzekucji najbliższych sobie osób. W tym sensie los Pierrota, który w momencie przyjazdu zostaje przemianowany na Pietera, staje się opowieścią o losie każdego, kto w tych dniach zamykał oczy na prawdę, niezdolny przeciwstawić się dziejącemu się dookoła złu. Każdy mógł być owym chłopcem, który przebywając na szczycie góry, nie chciał dostrzegać tego, co działo się z ludźmi na dole.
Niestety, podobnie jak jego sławny poprzednik, tak i „Chłopiec na szczycie góry” nie ustrzegł się pewnych fabularnych absurdów. Od narratora dowiadujemy się, że Pierrot w wieku czterech lat płynnie już czyta i pisze. Jako siedmiolatek ma poglądy i spostrzeżenia, które obroniłyby się u nastolatka, nie u dziecka. Gdyby te myśli i działania dotyczyły Pierrora w chwili, gdy kończy się powieść, Pierrota szesnastoletniego, nie miałabym żadnych zastrzeżeń. Ale w momencie, gdy jest jeszcze dzieckiem, są one nie tylko mało prawdopodobne, ale i niemożliwe.
„Chłopiec na szczycie góry” jest wartościowszą książką niż „Chłopiec w pasiastej piżamie”. Jest lepszy zarówno fabularnie, jak i warsztatowo. To właśnie ta powieść powinna otrzymywać nagrody i zostać zekranizowana. Ma moc pobudzenia młodzieży do myślenia i refleksji nad kondycją świata i człowieka.

2 komentarze:

  1. Książka, która ma styl taki, który kocham :) Bardzo chciałabym ją przeczytać :)
    Zapraszam do mnie: http://swiatwedlugidoli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. W tej książce niedociągnięcia nie psują całościowego odbioru. Książka warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń