Bardzo senna książka

Nadal będę bronić idei, która stała się podstawą dla „Mrocznych baśni”, nowej serii Disneya. Chodziło w niej o to, by stworzyć takie wersje klasycznych opowieści w których zło triumfuje. To źli bohaterowie mieli tym razem być górą. Mogły wyjść z tego bardzo ciekawe i nowatorskie historie. Mogły, ale czy wyszły? Na razie jestem po lekturze „Aladyna”, którego recenzję znajdziecie na blogu, a teraz przyszedł czas na „Śpiącą Królewnę”. Cieszyłam się na lekturę tej książki. Co prawda uważam Aurorę za najbardziej nijaką księżniczkę, klasyczną damę w opałach, ale po filmie z Angeliną Jolie, Diabolina bardzo urosła w moich oczach i stała się jednym z moich ulubionych Disneyowskich czarnych charakterów. Przebierałam łapkami na myśl, że to będzie opowieść właśnie o niej.  

            Punkt wyjścia jest naprawdę niezły. Filip zabija smoka, odnajduje księżniczkę, całuje ją, ale Aurora się nie budzi. I może, gdyby skupić się na tym świecie, w którym klątwa nie została przełamana, a bohaterowie muszą jakoś przekonać do siebie złą wróżkę (przy okazji lepiej ją poznając), by ta odwróciła swoją klątwę, to byłaby fajna historia. Tyle, że autorka poszła zupełnie inną drogą. Wrzuciła wszystkich do snu Aurory. Księżniczka nie wie, że śpi. Mieszka ze swoją ciotką, Diaboliną. Swego czasu wróżka uchroniła wszystkich przed zagładą świata, zamykając ich w murach zamku. Tyle, że Aurorze udało się przejrzeć podstęp czarownicy i ucieka.

           Owszem, książka ma kilka niezłych elementów. Zostaje nam na przykład wyraźnie powiedziane, że księżniczka świadomie ukuła się wrzecionem, ponieważ… chciała umrzeć. Po szesnastu latach życia z rzekomymi ciotkami i zupełnie nagłym odkryciu, że jest księżniczką Aurorą, a nie żadną tam Różyczką z lasu, załamała się psychicznie. Tak bardzo nie chciała zostać oddana pod opiekę obcych jej ludzi i wydana za mąż za księcia, którego nawet nie poznała, że wolała umrzeć. I to, przyznaję, był fenomenalny koncept.

    Druga ciekawa sprawa wiąże się z przedstawieniem całej historii z nieco innej perspektywy. Sama bohaterka mówi, że w obliczu klątwy oddanie swojego dziecka na szesnaście lat i trzymanie go z głuszy z dala od siebie nie było ze strony jej rodziców najmądrzejszym wyborem. Słowami samej Aurory autorka obnaża jak głupkowaty koncept stoi u podwalin całej tej opowieści.

            Nie można zaprzeczyć, że „Dawno, dawno temu… we śnie” ma ciekawe elementy, ale z drugiej strony jest to książka koszmarnie wręcz nudna. Przede wszystkim ma nieciekawych bohaterów. Aurora jest podobnie nijaka co w animacji. Nie ma kompletnie żadnego charakteru i to jest niestety bardzo przykre. Poza tym jest koszmarnie głupiutka i z niczym sobie nie radzi. Nawet tutaj nie udało się doprowadzić do tego, by uczynić z niej księżniczkę, która jest w stanie wziąć swój los we własne ręce. Gdyby to rozwinąć i pokazać, że chowanie dzieci pod kloszem to zły pomysł, tak w baśni jak i w prawdziwym życiu, mogłoby się to nawet nieźle obronić. Podobnie książę Filip. On także wydaje się żaden. Oboje są niezdolni do podjęcia jakiejkolwiek decyzji, choćby, co będą jeść na obiad! Strach pomyśleć, jakim byliby małżeństwem. A o Diabolinie, która powinna być w tej opowieści w centrum zainteresowania, nie dowiadujemy się praktycznie nic.

            Niestety nie tylko bohaterowie są w tej historii bezpłciowi. Fabuła także. Postaci snują się od miejsca do miejsca, ale nie przytrafia im się praktycznie nic ciekawego. Przecież mamy do czynienia ze światem snu, gdzie wydarzyć mogłoby się wszystko, a jedyne, co się tak naprawdę wydarza, to to, że czytelnik sam zaczyna ziewać nad tą książką i rozważać drzemkę.

            Uważam, że nie jest to książka, na którą warto tracić czas (i pieniądze). Zdecydowanie zmarnowały potencjał. Mimo to będę dalej sprawdzać, jak poradziły sobie pozostałe pozycje z tej serii. Przede mną jeszcze spotkanie z Arielką, Anną i Elsą, a w lipcu do listy dołączyły jeszcze dwie najnowsze odsłony (o Mulan i Belli – moich dwóch ukochanych księżniczkach Disneya). Zaglądajcie po wieści z frontu!

Komentarze

  1. Chciałam przeczytać ta serie, bo mnie mega zaciekawiła :). Ale widzę, ze to taki średniak jest...

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty

Etykiety

Pokaż więcej