wtorek, 5 lutego 2013

Na nowy początek wiśta wio, czyli dlaczego nie dobija się koni



Ktoś od dawna mi powtarzał, że jeśli nie wrócę, Edgar mnie pogryzie. Czas mijał i Ktoś zaczął mówić, że Edgar zdziczeje. Ale mnie niespecjalnie chciało się wracać. Niespecjalnie chciało mi się cokolwiek. Dopadł mnie syndrom polonisty po studiach, któremu na dodatek „znowu w życiu nie wyszło”. Nie miałam ochoty czytać. Nawet krótkich notatek w gazecie. Zresztą, mój wolny czas diametralnie się skurczył. Dlatego zaczęłam się zastanawiać, czyż nie dobija się koni? A Edgar jest przecież koniem.

Dziś M. pokazała mi w Internecie obrazek. Spotkanie autorskie. Wszędzie porozwieszano reklamówki książki pod tytułem „Moje nędzne życie”. Przy stole dziewczyna podpisująca książkę. Nad nią dwoje ludzi. Mężczyzna i kobieta. I dymek: „Kochanie, gdybyśmy wiedzieli, że zostaniesz pisarką, bylibyśmy lepszymi rodzicami”. Taaaaa… Sama mogłabym napisać książkę pod tytułem „Moje nędzne życie”. (Dla wyjaśnienia. Nie mam mojej mamie nic do zarzucenia. Mamutku, kocham Cię, dobrze, że nie jesteś internetowa i nigdy tego nie przeczytasz). Właśnie tak się teraz czuję. Ciekawe, czy byłby to bestseller?

Postanowiłam jednak na przekór, zwłaszcza sobie samej, wrócić do blogowania. Zatem:

cel: blogować - dowcipnie i z klasą, o książkach cudzych, własnych (podobno trochę zdrowego egoizmu jest w życiu dobre), a także o zjawiskach literackich i około literackich, a przy okazji nie poddawać się depresji

założenia: przynajmniej jeden wpis tygodniowo, czasami może dwa, ale nie bądźmy pazerni; plan do wykonania to 52 wpisy w 52 tygodnie

dodatkowe założenia: może nawet stworzę sobie konto na facebooku, mooooooże, jeśli M. będzie mnie dostatecznie długo i skutecznie namawiać; dokończyć 30 dni z książkami; wznowić Nagrodę im. Edgara Kopytko; zafundować Edgarowi nowy image (? – kwestia do przemyślenia).

Pisać, pisać, pisać. I nie poddawać się. Wiśta wio i do przodu. Jak Bruce Lee. Nawet ten papierowy, wydrukowany na kartce, którą dostałam od B. Jemu też było ciężko. I proszę, dał chłopak radę.      

Taki jest plan.  


  źródło: http://www.youtube.com/watch?v=xnwjfztww5Y

Więc stań na deszczu
Przeciwstaw się
Wstań, kiedy wszystko cię dobija
Stań mimo bólu
Nie utoniesz
I pewnego dnia, to co było zagubione odnajdzie się
Stoisz w deszczu...
Superchic(k) - "Stand in the rain" (w tej akurat wersji z Kate Beckett z "Castle'a")

3 komentarze:

  1. Wspaniała wiadomość! Cieszymy się bardzo z powrotu naszej ulubionej blogerki do grona internetowych :)
    PS. Trzeba założyć fejsa - nie masz, nie istniejesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też czekałam na jakieś nowinki - cieszę się, że się nie poddajesz!
    PAAB :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O super że wróciłaś, dobrze, że zauważyłam :)

    OdpowiedzUsuń