poniedziałek, 25 lutego 2013

"Julie i Julia" - pochwała gotowania i blogowania



Oscary, Oscary i po Oscarach. Bez zaskoczeń i bez rewelacji. Pani Lawrence zdobywa złotą statuetkę jako jedna z najmłodszych w historii (trzeba będzie zobaczyć „Poradnik pozytywnego myślenia”), moja ukochana Anne Hathaway wyśpiewała sobie nie tylko nominację, ale i wygraną, a Spielberg tym razem odszedł z niczym. Pomyślałam, że rozdanie Oscarów jest dobrym pretekstem do napisania paru słów o filmie, do którego obejrzenia zachęciła mnie A. Mam na myśli „Julie i Julię”.
            Początkowo nie byłam przekonana, ale jak mawiał Forrest Gump: „każdy miewa dni, gdy zabraknie mu kamieni”. Właśnie w taki dzień zdecydowałam, że potrzeba mi filmu ciepłego, miłego dla oka. Zrobiłam sobie gorącą czekoladę i zasiadłam do oglądania.  W filmie przeplatają się ze sobą dwie historie. Jedna z nich oscyluje wokół losów Julii Child (Meryl Streep), autorki jednej z najsłynniejszych amerykańskich książek kucharskich. Druga natomiast, dziejąca się niemal pięćdziesiąt lat później, to historia Julie (Amy Adams - nominowana w tym roku do Oscara w kategorii najlepsza aktorka), zagubionej młodej kobiety, którą nie bardzo ma pomysł na siebie i zagubiła gdzieś cel. Mąż namawia ją do prowadzenia bloga. Julie postanawia podjąć wyzwanie – w ciągu roku ugotuje wszystkie potrawy z książki kucharskiej Julii Child. A to niemałe wyzwanie, bo przepisów jest w książce ponad pięćset sześćdziesiąt.
            „Julie i Julia” to nie jest wybitne kino. Ale na dni i wieczory, które powinny być zatytułowane „nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, nikt do mnie nie pisze, nikogo nie obchodzę, świat o mnie zapomniał, o matko, umieram!” nadaje się doskonale. Dowcipne, ciepłe, podnoszące na duchu. Z fenomenalną, jak zawsze, Meryl Streep i bardzo przyjemną dla oka Amy Adams. Zmęczonym życiem polecam z czystym sumieniem.
            A na koniec pozostaje mi już tylko pozazdrościć Julie komentarzy na jej blogu i popularności. Doskonale rozumiem, dlaczego ekscytowała się każdym komentarzem (chciałaby dusza do raju, oj chciała). Cóż, niektórym się udaje…

3 komentarze:

  1. Masz rację, bardzo przyjemny, optymistyczny film :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj i ty doczekasz się takiej popularności ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybitny może nie jest, ale bardzo oryginalny i swiezy poprzez przelatanie tych dwoch historii, ktore sa rownie ciekawe ... Kazda z tych kobiet miala swoj cel i obie podołały wyznaczonemu wyzwaniu. Fajny, szczery film :)

    OdpowiedzUsuń