niedziela, 17 marca 2013

Nic nowego




Gdy na rynku wydawniczym zaczęły pojawiać się pozycje pokroju „Heroiny” Tomasza Piątka, „Osiem cztery” Mirosława Nahacza, czy „Lubiewa” Michała Witkowskiego, wzbudzały skrajne emocje. Jednych zachwycały, w innych wywoływały oburzenie, zbulwersowanie czy niesmak. Szokowały, prowokowały do dyskusji. „Wódka, seks i nikotyna” autorstwa Marcina Piędla. wpisuje się tematycznie w ten właśnie nurt.
Jest to  opowieść o losach Oliviera, młodego, zblazowanego mężczyzny, który uważa, że matkę ma po to, aby całe życie na niego pracowała. Bohater nie ma pomysłu ani na siebie, ani na swoje życie. Wypełnia je więc snuciem się po barach, uprawianiem seksu i braniem narkotyków. Poza tymi czynnościami trudno doszukiwać się w powieści jakiegokolwiek ciągu przyczynowo-skutkowego. To bardziej ciąg luźno splatających się ze sobą obrazków. 
Autor nie ukrywa, że opisuje świat, który doskonale zna. Na plus należy zaliczyć, iż powieści nie brak autentyzmu. Próżno tu jednak szukać drugiego dna, przesłania czy moralizatorstwa. Piędel daje nam tylko opisywane wydarzenia, które nie silą się, by być czymś więcej. Mamy więc opisy używek i ich działania na organizm bohatera, a także niezwykle dokładne i obrazowe sceny seksu – oralnego, analnego, lesbijskiego. Od wyboru do koloru, każdemu według potrzeb i upodobań. Nie są to jednak opisy, które mogłyby poruszać. W „Wódce, seksie i nikotynie” seks zostaje sprowadzony do poziomu czynności biologicznej. Nie ma w nim absolutnie żadnej czułości między mężczyzną i kobietą. Nie ma zmysłowości. Seks nie jest w powieści wyrazem uczuć. Bohatera absolutnie nic nie łączy z kobietami, z którymi sypia. Bowiem Oliwer to bohater, który w ogóle nic nie czuje. Nie jest zdolny do odczuwania miłości, zazdrości, czy choćby rozczarowania. Jedyne, co boleśnie go dotyka i co zdaje się być motorem jego działań, to nuda.
Marcin Piędel, jak już wspomniałam, opisuje świat, który zna od podszewki. W efekcie dostaliśmy powieść dość płytką, bez ciekawej fabuły czy wciągającej akcji. Poza tym także styl młodego autora mocno jeszcze kuleje.   
Reasumując, „Wódka, seks i nikotyna” to powieść o tyle ciekawa, iż stanowi dokument będący świadectwem stanu, w jaki popada pewna cześć młodego pokolenia (naszego pokolenia?). Niestety, mężczyźni pokroju Oliwiera naprawdę chodzą po ulicach. Przeczytać można, ale niekoniecznie trzeba.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz