sobota, 1 czerwca 2013

List otwarty do Pana Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej po wysłuchaniu porannych wiadomości w radiu podczas jazdy autobusem do pracy poczyniony



źródło

Przy okazji Dnia Matki rząd przypomniał Polkom, że są krnąbrne i nie wykazują patriotycznej postawy, bo nie chcą rodzić dzieci. Przyrost naturalny jest ujemny. A przecież, skoro ci, który pracują, odkładają pieniądze nie na swoje emerytury, lecz na tych, którzy właśnie są emerytami, to kto będzie robił na ich słodki odpoczynek, gdy nie będzie dzieci? No kto!? Prezydent bije na alarm, obiecując politykę prorodzinną, roczne urlopy macierzyńskie… Wszystko fajnie. Fajnie jak na kombajnie, ale, ale, ale… Ja na przykład mam umowę zlecenie, bez dni wolnych i bez składek emerytalnych. Czyli nikt na moją emeryturę zarabiać nie musi, bo jej po prostu nie dostanę. W podobnej sytuacji jest bardzo wielu moich rówieśników. Albo pracy w ogóle nie mają, choć pokończyli świetne uniwersytety z doskonałymi wynikami, albo mają umowy „śmieciowe”. Na miesiąc lub kilka, jeśli im się poszczęści. Pracodawcy puchną z dumy. Należałoby ich po nogach całować, bo dali nam pracę, a na rynku wśród osób do 25 roku życia 40 % bezrobocie. Więc nie podskakuj, bo cię wymienią. Haruj i czasem nie choruj, bo śmieciowym pracownikom nie przystoi. W zaistniałej sytuacji nie będę miała emerytury. Drogi panie Prezydencie, pierdzielę Pana i Pana roczne urlopy. Gdybym zaciążyła, nowej „śmieciówki” po prostu nie dostanę. I nikt do nikogo nie będzie miał pretensji. Umowa jest terminowa, a jeśli coś mi się przydarzy, dajmy na to nowe pokolenie, to ładnie mi podziękują. I wątpię, żeby wtedy ktokolwiek się mną zaopiekował. A już najmniej państwo. Drogi Panie Prezydencie, skończcie już z wizerunkiem Matki Polki, tej zawsze uśmiechniętej i szczęśliwej. Ciąża to choroba, która trwa dziewięć miesięcy. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Ciąża to rzyganie i spuchnięte stopy, rozciągnięty brzuch i rozstępy. Dziewięć miesięcy noszenia w sobie małego obcego potwora, jak w filmie Ridleya Scotta. A w nagrodę bolesny poród. I po co to wszystko? By przy obecnej służbie zdrowia karetka dojechała albo nie. Z naciskiem na nie. Państwo jest przecież bogobojne. Cóż poradzić, Bóg dał, Bóg wziął. Człowiekowi nic do tego.  Jak przypuszczam, Bóg też umywa ręce. I Jemu nic do tego wszystkiego bardzo dziwnego. Rodzić i wychowywać dziecko, to po trochu samej umierać. Kończy się bycie osobą, która miała pasje i wolny czas. Zaczyna się permanentne zmęczenie, nieprzespane noce, pieluchy i odbijanie. I kłótnie, kto ma wstać w nocy do naszego ukochanego, słodkiego, malutkiego szkraba, którego teraz dziwnym trafem mamy ochotę znienawidzić. Bo tatuś pracuje, jest wiecznie zmęczony, dlatego ma mocny sen albo udaje, że nie słyszy.  A potem utrzymujesz, posyłasz na dobry uniwersytet, a potem znów… utrzymujesz, bo pracy dla przedziału wiekowego  świeżo po studiach jak na lekarstwo. Drogi Panie Prezydencie, ja dzieci rodzić nie będę. Nie wmówicie mi, że to fajne, bo wizerunek Matki Polki to gówno prawda. Nie będę rodzić dzieci po to, by pani marszałek Kopacz i jej podobni mogli sobie wypłacać premię w wysokości 45 tysięcy złotych. Premię, która jest równowartością moich zarobków z czterech lat i czterech miesięcy. Progi Pani Prezydencie, na mnie niech Pan nie liczy. Mam w głębokim poważaniu Pana i ten gówniany kraj. Zna Pan powiedzenie, umiesz liczyć, licz na siebie? Ja dla Pana rodzić nie będę, już teraz żyję na granicy nędzy. Ja nawet nie lubię dzieci. Nie odbiorę sobie kolejnej cząstki mojego nędznego bytu tylko po to, byście Pan i Pan Tusk mogli paść się na mojej krzywdzie. Umiecie liczyć, liczcie na siebie. Może odejmijcie sobie troszkę z zarobków, a pieniążki jakoś cudownie się znajdą? Bo na razie Wasze funkcje mają tyle wspólnego z funkcją społeczną, co moja pensja z premią pani marszałek Kopacz.  Wolontariat to to nie jest.   

Z poważaniem

Dziecioodporna

6 komentarzy:

  1. Wiele bardzo mądrych spostrzeżeń, tylko wniosek końcowy wymaga kłótni....

    OdpowiedzUsuń
  2. oni w życiu sobie od ryja nie odejmą, wręcz przeciwnie - będą ciągnąć więcej i więcej, i więcej... dlatego trzeba z kraju wyjechać jak najdalej :C

    zapraszam na rozdanie z Firmoo ---> http://pyskara.blogspot.nl/2013/05/giveaway-firmoo-wygraj-okulary-lub.html
    POLECAM!

    OdpowiedzUsuń
  3. To co Pani napisała na temat sytuacji w Polsce to prawda. Do mnie również nie przemawiają argumenty powołujące się na globalne czynniki ekonomiczne, itp. Problem Polski tkwi w beznadziejnych elitach jakie posiadamy. Mam na myśli elity władzy i biznesu - szefów, dyrektorów, właścicieli, przedsiębiorców, wpływowych urzędników. W każdym kraju są jakieś elity i to one faktycznie sprawują władzę, nie prezydent, nie premier. Niestety, nasze elity mają podejrzaną przeszłość i często wywodzą się z nowobogackich aferzystów. Nic dziwnego, że osoby młode i wykształcone nie są w Polsce cenione, bo przez kogo?

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie, dziękuję serdecznie na zwrócenie uwagi na mój tekst. Tak się składa, że wczoraj skończyłam czytać Pańską najnowszą książkę i za kilka dni mam zamiar opublikować jej recenzję. "On" zrobił na mnie wrażenie. Pański bohater jest przykładam ilustrującym historię "od zera do milionera". To marzenie większości z nas. Choć może nie z takim finałem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie to SAMOLUBNE!!! Gdyby twoi rodzice mieli takie same poglądy, wtedy ten tekst nigdy by nie powstał...bo nie miał by go kto napisać. Nie biadol, że nie ma pracy... Od tego na pewno jej nie będzie. Jak sobie sama nie wyszarpiesz to nie licz na to, że dostaniesz coś za darmo! Masz takie błyskotliwe spostrzeżenia więc znajdź dobry pomysł na biznes. 75% absolwentów wyższych uczelni to humaniści ale niewygodne fakty lepiej przemilczeć...prawda?

    OdpowiedzUsuń
  6. Filipusie82, moje "biadolenie" jest podparte solidnymi podstawami. Zanim dostałam pracę, złożyłam ponad 350 CV, doświadczyłam bliższej znajomości z urzędem pracy i dobyłam kilka rozmów kwalifikacyjnych. Nie rozumiem po co zaraz mieszać w to moich rodziców. Ponieważ oni mieli dziecko to i mnie obliguje przymus społeczny, żeby je mieć i spłacać dług wobec potomności? Posiadanie dzieci to własny wybór i decyzja. Czy ja komuś zabraniam je mieć? Więc i Ty mi proszę dziecka w brzuch nie wpychaj. Docierają do mnie argumenty, jakoby należało płodzić dzieci, by miał kto w przyszłości zarabiać na nasze emerytury. Tyle, że ja pochodzę właśnie z tego wyżu, który na emerytury miał zarabiać. Pomysł na biznes to jeszcze nie wszystko. A kapitał? Co do bycia samolubną... Zarabiam najniższą krajową. Pomijając moje zapatrywania, nie stać mnie na posiadanie dziecka. A gdybym się zdecydowała, wzięłabym za tę decyzję pełną odpowiedzialność. I nie martw się, nie jestem na tyle samolubna, by kazać Ci je utrzymywać z Twoich podatków.
    Z poważaniem

    OdpowiedzUsuń