środa, 28 sierpnia 2013

Humanista bez zawodu



Od kilku dni media informacyjne trąbią, że od nowego roku szkolnego pracę straci około siedem tysięcy nauczycieli. Dzięki funduszom europejskim nauczyciele będą się mogli przekwalifikować lub założyć własną działalność gospodarczą. Na działalność gospodarczą trzeba mieć pieniądze, to oczywiste. Ale trzeba mieć też pomysł, a o dobry pomysł równie trudno, jak o pieniądze. Poza tym nie wiem, czy zakładanie firmy w kryzysie to dobre rozwiązanie. Pozostaje więc wyjście numer dwa. Delikwent może się przekwalifikować. Minister edukacji mówi, że matematyk może pracować jako ekonomista, informatyk lub bankowiec. O polonistach natomiast wspomina, że mogą pracować w branży związanej z humanistyką. To tak, jakby powiedzieć, że białe nie jest czarne, bo jest białe. Oczywista oczywistość. Minister sama nie ma pomysłu, co mogłaby robić rzesza bezrobotnych humanistów. Polonista może przecież zostać bibliotekarzem (tyle, że w tym zawodzie o pracę równie trudno, co o deszcz na Saharze). Może też zostać dziennikarzem. Właśnie mija rok, odkąd skończyłam uniwersytet i wśród moich znajomych ze studiów, ludzi wykształconych polonistycznie, nie ma ani jednego dziennikarza. Choć może się mylę i wśród absolwentów specjalizacji dziennikarskiej z mojego rocznika jest nowy Olivier Janiak albo nowa Justyna Pochanke. Podobnie jest z krytykami literackimi, a przecież niemal trzydziestu nas skończyło tę specjalizację. Tyle, że gazety nas nie potrzebują (patrz: przypadek dziennikarza), bo kto dziś czyta książki? Niewątpliwie więcej osób je pisze, niż czyta, o czym świadczą przypadki pań Rusin, Młynarskiej, Korwin-Piotrowskiej, Cichopek, Chodakowskiej. Piszą celebrytki, dziennikarki, trenerki fitness, piszą nawet dzieciobójczynie. W gazetach coraz trudniej o recenzje krytyczne. To raczej notki, nie dłuższe niż  500 znaków. Dziś nikt już nie potrzebuje krytyków, skoro mamy blogerów książkowych. Nic w tym złego. A wychodzi taniej. Dajesz takiemu książkę, cieszy się jak głupi, napisze pochwalnie, zrobi laurkę, nawet jeśli wciśniesz mu największy bulshit. A jeśli nie napisze pochwalnie, to przyciśniesz, zagrozisz, że odetniesz dostęp do książek i poprawi albo wykasuje. Inwestycja idealna. Znacznie taniej, niż zapłacić komuś za jego wiedzę i czas. I łatwiej, bo ilu z niekrytych krytyków zajmie się literaturą popularną bez skrzywienia ust i podejścia „jestem za nie”, zanim w ogóle książkę zobaczy na oczy? Można także pracować w reklamie, bo poloniści nie miewają raczej problemów z układaniem rymów częstochowskich. Czemu nie. I tu chyba sprawdzamy się najlepiej. Pięćset słów o oponach, trzysta o pile tarczowej, sto o szamponie do włosów. Trzysta tekstów, trzy tysiące słów, trzydzieści dni. Umowa zlecenie i kiepska płaca. Przekwalifikowany nauczyciel może być: bibliotekarzem, krytykiem literackim, dziennikarzem, copywriterem. Może też być sprzątaczką, śmieciarzem lub sprzedawcą w sklepie z odzieżą. A w konsekwencji możne zostać… wariatem. Może być (prawie) każdym, pozostając nikim. A przecież będzie nas więcej. Uniwersytety rok po roku produkują kolejnych, nikomu niepotrzebnych polonistów. Roczniku 2013, drogi Absolwencie, czas na Ciebie, by poznać PUP. Czy nadal twierdzicie, że między nami nie ma niepotrzebnych? Ależ są i to jest ich całkiem sporo.

Panią Minister Edukacji Narodowej pozdrawiamy serdecznie,

Bezrobotni Poloniści oraz Niepracujący W Zawodzie

3 komentarze:

  1. Szkocja, dzień 14, dostaję informację, że moje interview przebiegło pomyślnie. Szkocja, dzień 28, dostaję do podpisania umowę. Praca w zawodzie, płaca przyzwoita. Zachwyt wzbudza doświadczenie niewielkie a wykształcenie uniwersyteckie to dopust boży.

    OdpowiedzUsuń
  2. Państwo, które nie potrafi zadbać o swoich nauczycieli to słabe państwo...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgoda ..... tylko że nasze kochane państwo prawie o nic i nikogo nie dba, więc nauczyciele nie muszą czuć się wyróżnieni. Dla mnie ważniejszymi argumentami potwierdzającymi słabość państwa są sprawy związane z bezpieczeństwem obywateli i prawem.

    OdpowiedzUsuń