czwartek, 20 lutego 2014

Selery, buraki i kartofle - czyli czytelnictwo po polsku


Best seller or bestseller?

Gdyby moje wpisy wywoływały jakiś odzew, czego niestety nie robią, pewnie zostałabym posądzona o bycie snobką. Nie jestem nią. Uważam, że wolność Tomku w swoim domku. Niech każdy lubi, co chce, ogląda, co chce, je, co chce i uprawia seks z kim chce i jak chce. Daleko mi do zamiłowania do literatury wysokiej. Stasiuk? Nie przepadam. Tulli? Nie zawsze rozumiem. Witkowski? Święci pańscy, za jakie grzechy. Czołem biję przed moimi koleżankami doktorantkami, które potrafią się zachwycać współczesnymi pisarzami. Mimo to, gdy dorwałam się dziś do artykułu w „GW” na temat najlepiej sprzedających się książek 2013 roku, rozbolały mnie wszystkie zęby.
Z zeszłorocznego raportu o stanie czytelnictwa, przygotowanego przez BN, wynika, że ludzie z wyższym wykształceniem raczej niewiele czytają. Jeśli prawdą jest „powiedz mi, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś” to… źle się dzieje w państwie duńskim. Bo wychodzi na to, że u nas praktycznie nie ma ludzi inteligentnych czy choćby myślących. Na szczycie listy „Grey”. Co ludzi w tym kręci, co ich w „Grey’u” podnieca? Choć może nie powinnam pytać, co ludzi, a co kobiety w tym podnieca. Tylko, czy kobieta to nie człowiek? To kobiety wywindowały „Grey’a” (nie mylić z El Grey’em [taka herbata] lub Gaalem [rodzaj kielicha, podobno drewnianego, ale nikt nie widział, nikt nie wie na pewno], bo niektórym się to zdarza) na pierwsze miejsce list bestsellerów. Dlaczego? Bo konwenanse tłamszą ich wolność, bo wstydzą się czuć się dobrze ze swoim ciałem, bo mają kompleksy, bo one też by tak chciały, a ich życie erotyczne jest, delikatnie mówiąc, niezadowalające? Cholera wie. Choć nie i ona nie. Przecież ja też cholerą jestem, a nie mam pojęcia. Mnie tam mężczyzna, który traktuje kobietę jak przedmiot, nie kręci. Ani kobieta, której życie kręci się wokół mężczyzny. To dopiero jest porażka.
Literatura niebeletrystyczna zdominowana została przez kolejną opowieść o życiu po życiu, czy może raczej po śmierci. Ale generalnie chodzi o to, że po życiu (i śmierci) też jest życie (i śmierć?). Tylko inne. Jeśli o mnie chodzi, to mam nadzieję, że żadnego życia po życiu (i po śmierci) nie ma. Jeszcze by tego brakowało.
A wśród najchętniej kupowanych książek dla dzieci i młodzieży infantylna Holly Webb ze swoimi dziewczynkami i kociaczkami, którym zmieniają się tylko imiona. I na szczęście, to chyba jedyny jasny punk na tym ciemnym horyzoncie, Suzanne Collins, która trzyma poziom.
Ludzie, którzy czytają, przyjęli, że mogą się uważać za lepszych od tych, którzy nie czytają. Bo czytanie rozwija słownictwo, wyobraźnię, jest pokarmem dla duszy i rozrywką dla intelektualistów. I tak dalej w ten deseń. Po przeczytaniu artykułu w „GW” zaczęłam się zastanawiać, czy to prawda. Bo bestsellers to raczej (i chyba tylko) best sellers, czytelnicy to kartofle, a bibliotekarze, którym Grey myli się z Graalem (przecież to żadna różnica) ostatnie buraki.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz