czwartek, 9 października 2014

A we mnie biało, biało, jednostajnie, choć mam w sobie barw utajnioną głębię. Kto mnie rozbije na tęczę?



O Murakamim będzie krótko. Nie dlatego, że mi się nie podobał, gdyż „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” podobał mi się bardzo, ale dlatego, że uważam, iż o Murakamim nie wypada nie wspomnieć, a książkę czytałam już jakiś czas temu, lecz nie miałam czasu, by przysiąść i napisać recenzję. Więc krótko, o wrażeniach, które nie wyleciały z pamięci.
            Główny bohater powieści, Tsukuru Tazaki, buduje dworce. Jest trzydziestosześcioletnim kawalerem, na którym wyraźny ślad odcisnęło pewne wydarzenie z przeszłości – moment, gdy czwórka jego przyjaciół z dnia na dzień decyduje się zerwać z nim wszystkie kontakty. Po latach Tsukuru Tazaki postanawia odkryć przyczynę ich dziwnego zachowania, które tak go zabolało.
            Obawiałam się pisarstwa Murakamiego. Obawiałam się, że będzie dla mnie za trudny, a przepaść kulturowa, to wszak Japończyk, zbyt wielka. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Murakami to pisarz japoński, ale odwołujący się do europejskiego kręgu kulturowego. Sporo w jego prozie odniesień do europejskiej sztuki. Opisanej zresztą tak sugestywnie, że natychmiast będziecie mieli ochotę sięgnąć choćby po „Lata pielgrzymstwa” Franciszka Liszta.
            Niezwykłe jest u Murakamiego przeplatanie się świata realnego ze światem duchów. Sporo w tych książkach dzieje się na pograniczu jawy ze snem, realności z urojeniami. Proza Harukiego Murakamiego przesycona jest niedopowiedzeniami. W „Bezbarwnym Tsukuru Tazaki” było ich nawet nieco zbyt dużo, jak na mój gust. Wolałabym, aby pisarz wyjaśnił niektóre kwestie. Mniej pozostawił domysłom, więcej wątków domknął.
            L. mówi, że Murakami to pisarz, z którym jej nie po drodze. „Bezbarwny Tsukuru Tazaki” był moim pierwszym zetknięciem z prozą sławnego Japończyka i okazało się, że jest nam ze sobą bardzo po drodze. Miałam ochotę wręcz uściskać bezbarwnego Tsukuru. Ja sama również czuję się bezbarwna, więc doskonale go rozumiem. Jednym proza Murakamiego przypadnie do serca (ja), innym nie (L.). Jak to w życiu. Proszę, dajcie mu szansę. Naprawdę zasługuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz