poniedziałek, 2 listopada 2015

Jesienny przetrwalnik



Przed moim budynkiem rośnie drzewo.  Patrzę na spadające liście i sama też trochę czuję się, jak spadający liść. Dryfuję na wietrze, bezsilna, nie potrafiąc wykrzesać z siebie letniej iskry. Mogłabym pisać, ale dla kogo? Oglądam filmy, czytam książki. Przecież mam o nich swoje zdanie, mam coś do powiedzenia, ale po co? Dni stały się szare. Te na zewnątrz i te wewnątrz. Nawet przy zapalonej lampie. Bezsilnej. Moje dni dryfują gdzieś pomiędzy. Moje myśli obijają się. Między. Między smutnym kwiatem na parapecie. Między piecem kaflowym, smętną obietnicą domowego ogniska. Między szelestem kartek, które nie ciągną, by wracać. Wypitymi herbatami, o które ogrzewam chłodne dłonie. Między kocem, pod który wślizgnę się, zaraz po powrocie z pracy. Kot śpi na oparciu kanapy, swoim chrapaniem rozpraszając skupioną ciszę. Nieświadomy mojego slalomu między przedmiotami.

Taki jesienny przetrwalnik. Ciepła kawa o smaku czekoladowym, ciepły koc (dzięki, Sis!), ciepły kot. Jakoś to będzie…  

2 komentarze:

  1. "Mogłabym pisać, ale dla kogo?" - dla mnie! Ja chętnie wszystko co wyjdzie spod Twojego pióra!

    OdpowiedzUsuń