wtorek, 10 maja 2016

Kłótnia w rodzinie ["Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów"; spojlery]



„Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” powinien właściwie nosić podtytuł „Avengers 2  ½”. To kolejny film z wielkiego marvelowskiego uniwersum. Tym razem fabuła kręci się wokół konfliktu Kapitana Ameryki z Iron Manem o to, czy bohaterów należy, czy nie powinno się nadzorować.
            O dziwo spodziewalibyśmy się zupełnie innego rozłożenia stron konfliktu – to zawsze Iron Man był lekkoduchem, tym, który za nic miał prawo, robił to, co chciał. Natomiast Złoty Chłopiec cały czas miał na ustach tę swoją gadkę o patriotyzmie, honorze i wierności krajowi. A tymczasem, co się dzieje? Avengers zaliczają kilka spektakularnych wpadek – Nowy Jork, Sokovia. Do Tony’ego dociera matka jednej z nastoletnich ofiar ich akcji ratowania świata. Miliarder zaczyna rozumieć, że wielka siła, to wielka odpowiedzialność. (Podoba mi się, że twórcy konsekwentnie rozwijają przemianę postaci, zapoczątkowaną już w „Iron Manie 3”. Jedynym minusem jest tu tylko wyeliminowanie Pepper Pots.)  Co tymczasem dzieje się z Kapitanem Ameryką? Jego kumpel, Zimowy Żołnierz, znów narozrabiał. Kapitan nagle zaczyna mieć w dupie prawo, byle tylko ratować zadek przyjaciela. Zimowy Żołnierz zabił rodziców Tony’ego? „Ojej, wiedziałem, ale przecież on nie chciał, był kontrolowany!”. Tak, to rzeczywiście powinno być usprawiedliwienie dla wszystkich złych czynów.  
            Nie lubię Kapitana Ameryki w tym filmie. Znaczy nigdy za nim nie przepadałam, ale teraz już szczególnie. Kiedyś był jedynie moralizatorem rzygającym tęczą. Teraz jest moralizatorem rzygającym tęcza, który jednocześnie do siebie samego przykłada zupełnie inna miarę – „Wolno mi rozwalić wszystko i wszystkich, jeśli tylko dupa kogoś mi bliskiego jest zagrożona”. O ile opowiedzenie się części bohaterów po stronie Iron Mana jest dla mnie zrozumiałe, bo to myślenie o własnej sile, możliwościach i ich konsekwencjach (ta motywacja cechuje choćby Czarną Wdowę czy Spidermana), to już drużyna, która staje po stronie Kapitana Ameryki jest zlepkiem przypadkowych herosów – Wanda (bo ma na pieńku z Iron Manem), Hawkeye czy Ant Man tylko dlatego, że Steve ich o to poprosił. Poplecznicy Iron Mana walczą z przekonania o słuszności swojego myślenia, zwolennikami Kapitana nie kieruje żadna idea (no, może poza „kolesiostwem”). Dla mnie to wystarczający dowód, kto w tym sporze ma rację. Niestety, postać Kapitana niebezpiecznie zaczyna oscylować w kierunku Supermana – „Jestem bogiem. Mogę wszystko. Inne standardy dla was, inne dla mnie. Spróbujcie mi podskończyć, to w trzy dupy rozwalę kilka państw. I co mi zrobicie, no co?”. Nie lubię takich gości, oj, nie lubię.
            Podoba mi się, że Marvel daje nam kolejną solidną superbohaterkę. Postać Wdowy zawsze mi się podobała. Teraz dołączyła do niej jeszcze Wanda Maximoff, znana jako Scarlet Witch (choć w filmach to imię jeszcze nie padło). Ze swoimi zdolnościami ( w końcu być może to córka Magneto) i niezłym imagem (no dobrze, jestem kobietą, zwracam na takie rzeczy uwagę) jest materiałem na solidną heroinę. A gdy w kolejnych filmach dołączy do nich jeszcze Wasp, to już będę zupełnie zadowolona. Może nawet dostaną wtedy jakieś porządne figurki. 

            Podobało mi się także nowe przedstawienie Spidermana. Oto prawdziwy fan bohaterów, który wkroczył do ich świata i ma się zachowywać, jak jeden z nich, ale jednocześnie wciąż jest fanem, zauroczonym, zachwyconym. Czarna Pantera, kolejny „świeżak”, ma świetny strój i niesamowity styl walki. Jak rozwinie się ta postać (podobno ma otrzymać własny film), to się jeszcze okaże.
            Uważam, że najnowszy „Kapitan Ameryka” jest doskonałym filmem. Marvel potrafi dobrze żonglować poważnymi tematami i komizmem. Umie umiejętnie połączyć podejmowany zupełnie na serio temat odpowiedzialności jednostek za własne czyny i „praworządności” bohaterów  z odpowiednią dozą humoru, tak, że wszystko ma ręce i nogi i razem jest naprawdę świetne. DC moim zdaniem zupełnie tego nie potrafi.
            „Wojnę bohaterów” mogę uznać za jeden z najlepszych marvelowskich filmów. Być może nawet za najlepszy. Z czystym sumieniem polecam.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz