piątek, 13 maja 2016

Złota Trójka Filmów o szczęściu



Oczywiście nie przewidziałam, że maj jest miesiącem komunii i może to doprowadzić do pewnego rodzaju poślizgu. Wpis miał się, zgodnie z obietnicą, ukazać w zeszły piątek, ale niestety, nie dało rady. Nie należę do blogerów ekstremalnych, którzy publikują nawet z pociągu. Zostanie więc zaprezentowany dzisiaj. Zatem przed wami moja Złota Trójka Filmów o szczęściu.

1. „Poradnik pozytywnego myślenia”
Cudowny film na podstawie cudownej książki (no, może nieco mniej cudownej, gdy sobie uświadamiasz, że twoja ulubiona scena z filmu w książce się nie pojawia, ale nic to!). To film o wariatach. On trafił do psychiatryka za pobicie kochanka żony. Ona, po śmierci męża, przygnieciona przez poczucie winy, popada w seksoholizm. Serio, jaką parę może stworzyć tych dwoje? „Poradnik pozytywnego myślenia” to film o drugich szansach, o tym, że w życiu nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być lepiej. O tym, że nasze szczęście nie zawsze leży tam, gdzie nam się wydaje. Warto go też obejrzeć ze względu na literackie odniesienia, bowiem bohater czyta klasykę literatury, bo móc rozmawiać z (byłą już) żoną. Czyta, czyta i dochodzi do wniosku, że wszystkie wielkie dzieła… kończą się źle. Czybyśmy lubili nieszczęście? I ostatni już argument za – nie bez powodu Jennifer Lawrence dostała za ten film Oscara. Makabryczna ilość przekleństw. Ale to jakoś nie razi. Nie bardzo…
Oto, co należy zrobić z wszystkimi książkami, które źle się kończą


2. „Amelia”
Jak większość francuskich filmów jest dziwna. Choć chyba bardziej pasowałoby słowo „specyficzna”. Bohaterką jest młoda dziewczyna, pracująca w kawiarni. Pewnego dnia odnajduje w swoim mieszkaniu pudełko ze skarbami jakiegoś dziecka. Postanawia zwrócić mu własność. Zachęcona powodzeniem swojego przedsięwzięcia, uszczęśliwia kolejnych paryżan. Ten film trzeba zobaczyć. Choćby dla prześlicznej Audrey Tautou, której kariera nabrała rozpędu po tym właśnie filmie. Choćby dla scen z krasnalem ogrodowym. Choćby, żeby dowiedzieć się, że i karczoch ma serce. Choćby dla bajkowej ścieżki dźwiękowej... Sami widzicie, powodów jest tak wiele. Ciepły, pogodny film. Bardzo francuski. 

3. „Połów szczęścia w Jemenie”.
Czy film o łososiach może być pasjonujący? Może i to jak. Czy w Jemenie można łowić łososie? Bohater tego filmu odpowiedziałby Wam, że teoretycznie można, ale praktycznie to koszmarnie głupi pomysł. Przecież w porze suchej i tak wszystkie zdechną. Dodajmy do tego sporą dawkę humoru, cudowną Kristin Scott Thomas w roli wszystkowiedzącej rzeczniczki prasowej premiera i prześliczną Emily Blunt z cudownym uśmiechem, która gra Harriet O-Koszmarnie-Długim-Nazwisku. Pomysł na połów łososia w Jemenie jest szalony i niemal niewykonalny. Ale okazuje się, że przy jego realizacji dwoje Anglików i arabski szejk zaczynają się świetnie bawić. Film pełen słońca, nie tylko afrykańskiego. Pokazujący, że wszystko jest tylko i wyłącznie kwestią wiary. Jeśli życie wyjątkowo daje Wam w kość i wydaje się, że już nie będzie lepiej, to polecam właśnie ten film.  
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz