środa, 16 listopada 2016

Czy "Hipnotyzer" hipnotyzuje?



Według obiegowej opinii nikt nie pisze lepszych kryminałów, niż Skandynawowie. Larsson, Nesbo, Lackberg jedynie otwierają listę. Czy śmiało można do niej dopisać Larsa Keplera, autora „Hipnotyzera”?
Erick Maria Bark jest lekarzem. Niegdyś prowadził kontrowersyjną grupę terapeutyczną, leczył przy pomocy hipnozy. Jednakże obiecał sobie, że nigdy więcej tego nie zrobi. Gdy popełnione zostaje brutalne morderstwo, a jedynym świadkiem okazuje się śmiertelnie ranny nastolatek, policja prosi lekarza o zahipnotyzowanie chłopca. Jedynie on widział mordercę. Tylko jego zeznania stoją między mordercą, a siostrą ofiary, jedynym pozostałym przy życiu członkiem rodziny. Czy hipnotyzer złamie daną sobie kiedyś obietnicę?
Trudno jednoznacznie zaklasyfikować „Hipnotyzera”. Nie jest to powieść detektywistyczna. Choć autor deklaruje, że książka otwiera cykl przygód komisarza Jona Linny, policjant zdaje się być jedynie postacią drugoplanową, która jest niemal bezbarwna i zupełnie ustępuje miejsca tytułowemu hipnotyzerowi, jego żonie, a nawet teściowi! Nie jest to też kryminał, bo w zasadzie od początku wiadomo kto zabił, problemem staje się jedynie to, jak zebrać dowody przeciwko mordercy. W zasadzie najbliżej „Hipnotyzerowi” do thrillera. Nie można odmówić tej powieści, że wzbudza emocje. Po przeczytaniu człowiek aż się zastanawia, co ci Skandynawowie w sobie mają. Co sprawia, że potrafią wymyślać takie okropności? Czy to pogoda jest winna temu, że są tak zdrowo pokręceni? Właściwie wszyscy bohaterowie tej książki mają za sobą jakąś bolesną przeszłość, nierzadko traumę tak głęboką, że aż trudno to sobie wyobrazić.  To czyni ich postaciami z krwi i kości, pełnowymiarowymi. A jednocześnie, mimo, że tak prawdziwi, trudno ich sobie wyobrazić w roli naszych sąsiadów zza płotu.
Powieść, choć sprawnie napisana, wielowątkowa i z pełnokrwistymi bohaterami, nie jest wolna od wad. Mam tu przede wszystkim na myśli zakończenie. Scena z autobusem jest tandetna i efekciarska. Rozumiem, że miała stanowić mocne tąpnięcie na zakończenie, jednak otarła się o śmieszność. Było to zupełnie niepotrzebne.
„Hipnotyzer” jest całkiem przeciętnym przedstawicielem swojego gatunku. Odpowiednia lektura na jesienne wieczory. Dobrze i szybko się czyta, ale raczej nie zostanie w pamięci.

3 komentarze:

  1. Mam miłe wspomnienia z tej lektury;)
    Ale fakt, nie jest to szał;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zobaczę czy mnie "Hipnotyzer" zahipnotyzuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć, nominowałam Cię do Liebster Blog Awards. Szczegóły u mnie na blogu Wiedźmowa głowologia. Będzie mi bardzo miło, jeśli weźmiesz udział w zabawie, ale zrozumiem, jeśli nie będziesz miała na to ochoty.

    Wiem, że trochę złamałam zasady, bo jakby nie patrzeć masz dużo więcej obserwatorów (na Facebooku), ale pamiętam Cię jeszcze z dawnych czasów (zanim zafundowałam sobie kilkuletnią przerwę w blogowaniu).

    Pozdrawiam,
    Wiedźma

    OdpowiedzUsuń