Koniec roku 2017



Postanowiłam zrobić małe podsumowanie 2017 roku. To był głównie zły rok, ciężki i w zasadzie przez całą drugą jego połowę powtarzałam, że czekam, aż się skończy. I dziś, gdy rzeczywiście się już kończy, żegnam go, o dziwo nie z ulgą, a z pewnym sentymentem. Mimo, że generalnie uczynił mi wiele złego. Ale też był rokiem zmiany. Zmiany mieszkania, która wyszła mi tylko na dobre i jestem z niej zadowolona. Zmiany w pracy. Tutaj bywało różnie. Są rzeczy dobre i rzeczy złe, są takie, które mnie rozczarowały, choć myślałam, że są na wyciągnięcie ręki. Zmian w sposobie postrzegania siebie i innych ludzi. Zmian w poglądzie na miłość, czy idealizm, a nawet na to, co jestem lub nie jestem w stanie wytrzymać.
       Co udało mi się osiągnąć? Cóż, nadal tu jestem, a to pewne osiągnięcie, zaręczam. Bycie, istnienie wcale nie jest to takie proste, jak mi się do tej pory wydawało. Opublikowałam tekst w czasopiśmie branżowym, co też uważam za osiągnięcie. Otrzymałam dla mojej biblioteki tytuł najlepszej w Polsce. Zrobiłam całkiem niezłą i całkiem sporą imprezę kulturalną o zasięgu wojewódzkim. Odkryłam nową, fantastyczną restaurację i teraz mogę cieszyć się ich przepysznym jedzeniem już zawsze.
     Osiągnięciem, myślę, jest też rozwijanie pasji. Blogowo nie wygląda to może imponująco, bo napisałam 37 notatek, czyli nawet nie jedną tygodniowo. Ale udało mi się też zawrzeć nową, bardzo sensowną współpracę z czasopismem internetowym, dzięki czemu mam stały dopływ nowości. Przeczytałam 63 książki, z których większość była naprawdę przeciętna. Choć kilka perełek by się znalazło. Obejrzałam 157 filmów i seriali. Więcej razy w roku, niż sądziłam, byłam w kinie, co mnie cieszy. Mam za sobą „Jaśniejszą od gwiazd”, którą chciałam obejrzeć od lat. Zagrałam w kilka naprawdę fajnych gier. Nadal uczę się jeździć na rolkach (trzeci rok i nadal nie potrafię, wyjątkowy ze mnie antytalent), zaczęłam grać w kosza. Byłam na tegorocznym Pyrkonie. Obejrzałam nowy musical Romy. Nabyłam kilka świetnych płyt. Poznałam kilka nowych fantastycznych tytułów czasopism.
     Jakie mam plany na sylwestra? Ubrać coś bardzo wygodnego i zrobić sobie maraton „Władcy Pierścieni” z czymś naprawdę smacznym do zjedzenia. Właściwie to, pisząc ten wpis, zrobiło mi się tak jakoś przyjemnie. Rok 2017 nie raz i nie dwa mocno kopnął mnie w rzyć. W zasadzie tak mocno, że myślałam, że już nie wstanę. Ale podarował mi też Totoro, Wonder Woman, Skyrima i książki Agaty Christie. Więc ostatecznie, było źle, było dobrze. Jak to w życiu.
    I za to dziś wypiję. Bo rok 2018 też taki będzie. Trochę dobry, trochę zły. Miło byłoby, gdyby okazał się lżejszy, ale jeśli nie, trudno, będziemy sobie radzić, tak czy inaczej. Za Was także wypiję i za naszą internetową znajomość. Wszystkiego najlepszego w 2018 roku!

Komentarze

Publikowanie komentarza

Popularne posty

Etykiety

Pokaż więcej