To wspaniałe życie, to beznadziejne bibliotekarstwo!
Postanowiłam, że w tym
roku, w okresie przedświątecznym, będę oglądać jeden cukierkowy, lukrowaty i
trącący straszliwą telewizyjną sztampą film świąteczny dziennie. Taki swoisty
kalendarz adwentowy. Szybko się okazało, że nie daję rady. Nawet nie z powodu
braku chęci, ale czasu. Minimum półtoragodzinny film dziennie, gdy ma się inne
obowiązki, to jednak sporo. Chciałabym jednak napisać o fragmencie pewnego
filmu, który wyjątkowo mnie zainteresował, a zarazem zabolał. Mam tu na myśli „To
wspaniałe życie”.
![]() |
Mary - szczęśliwa żona |
I w zasadzie nie
wiadomo, co jest gorsze. Bycie starą panną, czy bycie bibliotekarką. Maria nie
jest już piękna, jak w poprzednich kadrach. Jest nieatrakcyjna i ma zbolałą minę,
jakby bycie bibliotekarką unieszczęśliwiało wszystkie kobiety, które wykonują
ten zawód.
![]() |
Mary - bibliotekarka |
Film „To wspaniałe
życie” nakręcono w 1946 roku. Mamy rok 2017. Po siedemdziesięciu jeden latach
stereotyp nadal trzyma się dzielnie. Pracujemy w bibliotece we trzy. Wszystkie
jesteśmy bibliotekarkami. Wszystkie jesteśmy starymi pannami. I zapewniam,
żadna z nas nie chodzi z tak skwaszoną miną. Co więcej, ośmielamy się bywać
zadowolone. Mary, ach Mary, jakaś ty biedna, bo nie masz męża i jesteś
bibliotekarką! A może jednak należałoby dobremu Mikołajowi za to podziękować?
Film uwielbiam, ale ten motyw zawsze był dla mnie dziwny - może też powinnam przestać się malować i zapuścić sumiastego wąsa ;)
OdpowiedzUsuń