Madame Intueri poznaje "Narzeczonego na niby"

Instrukcja obsługi poniższego wpisu. Drogi Czytelniku:

1.      jeśli oglądałeś już „Narzeczonego na niby”, przejdź natychmiast do punku czwartego,
2.      jeśli nie oglądałeś tego filmu, wykonaj punkt trzeci,
3.      obejrzyj poniższy trailer, pozwoli Ci się zorientować w rzeczach, o których będzie mowa,
4.      przeczytaj recenzję.


Madame Intueri nie wstydzi się tego głośno powiedzieć. Bardzo lubi gatunek filmowy, jakim jest komedia romantyczna. Madame przechodziła w swoim życiu trzy okresy: wierzyła w miłość, doświadczyła miłości i zupełnie straciła wiarę w miłość. Madame wie, że człowiek (zwykle jednak rodzaju żeńskiego), który nie jest w związku, wierzy w te filmy. Ufa w to, co pokazuje się na ekranie. Madame wie też, że człowiek, który jest w związku albo był w związku ma świadomość, jak bardzo przekłamane są te filmy. Jak cudownie nieprawdziwe. Wszystkie zasadzają się na tym samym schemacie. Mamy dwoje bohaterów (zwykle młodych), komedię pomyłek, prowadzącą do szeregu nieporozumień między nimi, aż wreszcie nadchodzi to upragnione przez widzów (żeńskich) katharsis. Bohaterowie wyznają sobie prawdę, nieporozumienia zostają naprostowane, pada z jednej strony (albo nawet i dwóch) „kocham cię” i następuje cięcie. Opuszczamy bohaterów w momencie „żyli długo i szczęśliwie”. Napisy (te najbardziej uszczęśliwiają widownię męską).
            Dlaczego te filmy są cudownie nieprawdziwe? Ponieważ każdy, kto jest/był w związku wie, że kolejność jest dokładnie odwrotna, najpierw następuje „długo i szczęśliwie”, gdy ludzie są zakochani (zwykle „długo” to tak naprawdę niezbyt długo, a „szczęśliwie”, to względnie… hmmm, przyjemnie?). Oczywiście mądrzejsi, którzy już to przeszli, mówią nam, że tak nie będzie „zawsze”, ale nie chcemy im wierzyć. Myślimy, że z nami tak na pewno nie będzie, to nie nasz przypadek. My i nasza połówka jesteśmy inni, będziemy sobie z miłością patrzeć w oczy do końca życia. Taaaa… a potem kończymy jak wszyscy. Zatem najpierw „długo i szczęśliwie”, a potem komedia pomyłek (raczej bez rozwiązań i naprostowań).
  
          Najnowszy wytwór polskiej kinematografii romantycznej (w którą Madame Intueri wciąż wierzy) został, o dziwo, dofinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Znaczy, że jest aż tak dobry? No, na pewno jest znacznie lepszy, niż ten koszmarny zwiastun, który nam zafundowano (Madame doradza, by jego twórcy obejrzeli „Holiday”. Tam główna bohaterka jest twórcą trailerów i często sama sobie przedstawia własne życie właśnie w formie zwiastuna do filmu. Może twórcy tego do „Narzeczonego na niby” czegoś by się nauczyli?) . Co zatem dostajemy pod wdzięcznym tytułem „Narzeczony na niby”? Uporajmy się pokrótce z fabułą. Karina pracuje jako producent dziecięcego „szoł”, do którego zgłasza się pewien bardzo utalentowany Tolek. Karina ma być druhną na ślubie siostry, który w całości planuje ich matka. Niestety na idealnym obrazie pojawia się rysa. Nasza bohaterka zastaje swojego chłopaka w łóżku z inną kobietą. Związek się rozpada, a na ślub iść trzeba. Wracając z mieszkania niewiernego, Karina bierze udział w wypadku. Poznany przez przypadek taksówkarz staje się idealnym udawanym kandydatem na byłego/obecnego narzeczonego.
I teraz w kilku punktach, co się Madame Intueri w „Narzeczonym na niby” podobało:
1.      To, że główna bohaterka ma 30 lat. To pozwala kobietom w wieku Madame Intueri wierzyć, że wciąż mają jeszcze szansę na tę swoją wielką miłość. Na kwiaty, pierścionki i idealne śluby. Widać, że wiek znajdowania drugiej polówki się wydłuża. Dla porównania Ania z „Planety singli” ma jednak 28 lat. Tendencja, że trzeba się dopasować przed 30, choć trzyma się w Polsce jeszcze mocno, trochę widać słabnie.
2.      W filmie Julia Kamińska nie ma idealnej fryzury, nie ma idealnych sukienek i (och, to cudowne) widać jej zmarszczki. Normalne, cudowne zmarszczki, które mają wszystkie zwykłe kobiety trzydziestoletnie. Madame może odetchnąć, może przestać się martwić, że ma zmarszczki, skoro Kalina też je ma. Alleluja.
3.      W ogóle Madame podoba się tu Julia Kamińska. Jest naturalna, ładnie się uśmiecha. I w sumie sprawia, że Madame chce kibicować Kalinie. Madame nie jest przekonana, czy tak bardzo polubiłaby bohaterkę, gdyby była nią dajmy na to… Anna Dereszowska albo Roma Gąsiorowska.
4.      Pokazanie normalnej sytuacji kobiety-singielki. Tu ci odpada szuflada. Tam podkładasz książki pod kanapę, żeby stała prosto. I kupujesz lóżko, ale śpisz na materacu na podłodze, bo nie umiesz sobie tej Ikei złożyć. I wreszcie, wreszcie Kalina (będąca przecież producentem telewizyjnym) ma normalne mieszkanie, pełne niedopasowanych mebli. Jakież to cudownie znajome (znów Madame doradza porównać z Anią z „Planety singli”) 
5.      Stworzenie sytuacji, w której pani producent telewizyjna zakochuje się w taksówkarzu. Wszak żaden zawód nie hańbi, a ludzie, którzy nie mają wielkich firm, nie są prezesami, nie pracują w korpo też mają szansę na miłość. Nawet reprezentanci biednych zawodów, co daje Madame Intueri pewną nadzieję na przyszłość. Gdyby Madame Intueri była matką, a jej dziecko przyszłoby i powiedziało: „Matko, chcę być piekarzem”, Madame zakrzyknęłaby z radości: „Ależ bądź piekarzem! Bądź szczęśliwym, zadowolonym z życia piekarzem. Nie potrzebujesz mieć magistra, który dla twojej matki był tylko źródłem frustracji i zmarnował jej pięć lat życia. Nie potrzebujesz mówić w pięciu językach i chwalić się, jakiej to uczelni nie skończyłeś. Lepiej, byś piekł świetne bułki, niż był fatalnym lekarzem, czy zgorzkniałym prawnikiem. Ależ tak, bądź piekarzem. W czym, mam nadzieję, nie przeszkodzi ci to, że twoi rodzice mieli studia wyższe”. Oczywiście jest mało prawdopodobne, by uczucie między Kaliną i taksówkarzem w rzeczywistości przetrwało. Chyba, że oboje lubiliby jazz, rowerowe wycieczki albo skoki z paralotni.
6.      Stworzenie sytuacji związanej z mniejszością seksualną. To, jak ta sytuacja została potraktowana, to trochę inna kwestia. Jednak odpowiedź dziadka, na pytanie wnuka: „Co być zrobił, gdybym okazał się gejem?”, bezcenna. Idziemy w dobrym kierunku.
7.      Stworzenie sytuacji, w której to mężczyzna pierwszy mówi „kocham”.  Madame wie, że w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Panowie (Madame właśnie zastanawia się gorączkowo, czy Bibliotekę Edgara czytuje jakiś mężczyzna), dzisiaj wszyscy uczymy się mówić „kocham cię”. To was nie zabije.

8.      Bezcenna jest scena, w której Kalina rozmawia z policjantkami. Chyba moja ulubiona w całym filmie. 
9.      Uporanie się z matką. Czasem, by z nią normalnie porozmawiać trzeba stłuc jej ukochaną figurkę słonia. Madame Intueri myśli sobie, że wszystkie matki (nawet te najcudowniejsze!) są matkami traumatycznymi, matkami problematycznymi. Madame jest przekonana, że świat w ogóle byłby piękniejszy, gdyby ludzie brali własne życie w swoje ręce i nie pozwalali swoim matkom na wtrącanie się (i teściowym/kandydatkom na teściowe też nie pozwalali). Madame myśli, że życie byłoby znacznie piękniejsze, gdyby matki same z siebie też miały mniejszą tendencję do wtrącania się. We wszystko. Zawsze.

10.  Za wyśmianie Karolaka. Bo to w końcu „ten grubas z przerwą między zębami”. Chyba wszyscy mają już dość Karolaka.  
Co się natomiast madame Intueri nie podobało? Również stworzyła kilka punktów:
1.      Imię bohaterki! Kto je wymyślił? Czy dajecie radę sympatyzować z bohaterką, która ma na imię Kalina? Madame uważa, ze to bardzo nieromantyczne imię i kompletnie zły wybór. Zbyt często nadużywany w kinematografii polskiej („Listy do M”) Madame przeprasza wszystkie Kaliny, ale gorszym wyborem dla bohaterki komedii romantycznej byłaby już chyba tylko Jagoda.
2.      Julia Kamińska w seksownej bieliźnie. O, jeżżżżżżu, jak ona wyglądała. Taka szczupła. I pokrewieństwo dusz, związane ze zmarszczkami, trzydziestką i niedopasowanymi sukienkami szlag trafił. Madame czuje się smutna i niekobieca.
3.     
Piotr Adamczyk, czy też Darek-director. Albo uznajemy, że społeczeństwo polskie rozumie język angielski w stopniu przynajmniej podstawowo-podstawowym i zrozumie takie słowa jak „where” czy „you talking to me”. Albo uznajemy, że nie. Bo posługiwanie się językiem „You talking to me. Czy tu mówisz do mnie?” to jakieś koszmarne nieporozumienie. Zupełnie nieśmieszne nieporozumienie, dodajmy.
4.      „Scena seksu”, czy jak by to dokładniej określić. Madame czuje się starym narzekającym tetrykiem, ale zupełnie tego nie rozumie. Co to za świat, w którym ludzie najpierw idą ze sobą do łóżka, a dopiero potem wyznają sobie miłość. Madame zupełnie się to nie podoba i z oburzeniem poprawia opadający na jedno oko kapelusik.
5.      Lokowanie produktu. Ponieważ pieniądze z Instytutu nie wystarczyły, to kasę dorzucić musiała telewizja Polsat, telefonia komórkowa Plus oraz wydawnictwo Edipresse. I tym sposobem w filmie znalazła się scena, gdy Kalina idzie ulicą, na której obok salonu Plusa znajduje się salon Polsatu. Dobrze, że wydawnictwa jeszcze obok nie wcisnęli (może za małą gotówkę rzuciło).
6.      Relacja siostrzana. Wydaje się, choć film tego nie mówi, że Barbara poznaje swojego narzeczonego przez Kalinę, co sugerowałoby, że są zżyte. Tymczasem, gdy narzeczeństwo starszej siostry się rozpada, Kalina nic z tym nie robi, chociaż mogłaby. I powinna, zwłaszcza, że chodzi o zwykłe nieporozumienie Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przy takiej matce siostry powinny raczej trzymać się razem.
7.      Nieobecna żona – realizm ucieka z filmu. Humanistyczny umysł Madame Intueri dokonuje podczas seansu szybkich obliczeń. Tolek ma około 8-10 lat (na ile Madame umie oceniać wiek dziecięcy). Kalina ma trzydziestkę. Jeśli Szymon byłby w jej wieku, miałby dziecko w wieku 22 lub 20 lat. W tym momencie Madame na miejscu Kaliny, by się zastanowiła, czy ma zatem do czynienia z odpowiedzialnym facetem. Jeśli Szymon jest starszy, ma około 35 lat i 10-letniego syna, to też dość niewiele jak na doświadczenie narodzin dziecka i śmierci żony (i nie, nie w czasie porodu). Swoją drogą w filmach polskich śmiertelność przy porodach wynosi jakieś 99%. Biorąc pod uwagę obecną politykę polskiego rządu, jest to chyba obraz tego, jaki świat nadchodzi.
8.     
Typowe dla większości polskich filmów nieprawidłowe stosowanie zaimków osobowych po czasownikach. Drodzy Państwo Scenarzyści, po czasowniku w języku polskim przyjęte jest stosować krótką, a nie długą formę zaimka. Przykładowo, na Państwa tekście: „Dopiero jak ciebie straciłem, to zrozumiałem, jak bardzo mi na tobie zależy” – NIE. „Dopiero, jak(a właściwie gdy) cię straciłem, to zrozumiałem, jak bardzo mi na tobie zależy” – TAK. „Mój tata naprawdę bardzo cię lubi” – TAK. „Mój tata naprawdę bardzo ciebie lubi” – NIE. Madame kiwa głową nad samą sobą. Bycie wykształciuchem czasami tak bardzo odbiera jej przyjemność z życia, że to aż boli. Dogłębnie. Bo kto zwraca uwagę na takie pierdoły?!   

W sumie „Narzeczony na niby” się Madame Intueri podobał. A minusy? Madame taką już ma naturę, że lubi sobie pomarudzić. Madame lubi tak cudownie nierealistyczne filmy, po których widz (żeński) dokładnie wie, czego się spodziewać. Filmy, po których każdy z widzów może wrócić do domu w lepszym nastroju, choć ma świadomość, że własne „długo i szczęśliwie” ma już za sobą i nadszedł etap „Transformers”, kiedy okazuje się, że może nie na to się wszyscy pisaliśmy.  

Komentarze

Publikowanie komentarza

Popularne posty

Etykiety

Pokaż więcej