sobota, 26 maja 2012

Wilq Superbohater obraża blogerów, a autorka "Milczących słów" składa oświadczenie


Oświadczam, co następuje: moja książka nie jest romansem paranormalnym. Jeszcze do niedawna skłonna byłam, choć z niezbyt wielkim zachwytem, tak ją kwalifikować gatunkowo. Jednakże ostatnio przeczytałam dwa „klasyczne” romanse paranormalne („Mrocznego obrońcę” Christine Fehaan i „Drapieżną ciemność” Alexandry Ivy). Obie pisarki są podobno w Stanach niesamowicie popularne. Ich książki to bestsellery. Moja powieść nie jest do nich podobna (nie tylko dlatego, że nie jest bestsellerem i pewnie nie będzie, skoro nie wykazuje podobieństwa). Dlaczego? Moja bohaterka nie przespałaby się z facetem, którego ledwo zna (choć mam świadomość, że miłość nie jest warunkiem koniecznym, by rodziły się dzieci). Moja bohaterka nie jest chyba aż taką kretynką, by zakochać się w facecie tylko dlatego, że wcześniej go nie znosiła. Ponadto w mojej powieści nie ma momentów (a jeśli są, to nie między głównymi bohaterami). Bohater mojej powieści jest wkurzający, irytujący, denerwujący i arogancki dlatego, że taki właśnie miał być. W powieściach wyżej wymienionych pań jest on identyczny, aczkolwiek bohaterkom wydaje się, że to cudowni, wspaniali, zakochani w nich do nieprzytomności mężczyźni. No, chodzące ideały. Nic tylko do nich wzdychać (więc dlaczego zamiast wzdychać byłam poirytowana?). Mój bohater miał źle traktować bohaterkę. Takie było założenie. Tam mężczyźni źle traktują kobiety, a jednocześnie jest napisane, że na rękach je noszą, i że rzeczone panie są dla nich najważniejsze na świecie. Taaa, jasne. I wreszcie. Moja książka nie jest romansem paranormalnym, bo mój bohater wolałby popełnić harakiri a zaraz po nim seppuku, niż nazwać bohaterkę „aniołem”. Zatem ja, autorka „Milczących słów, oświadczam: moja książka jest powieścią fantasy z wątkiem miłosnym, ale nie romansem paranormalnym.

Drugie ogłoszenie parafialne. Czytałam ostatnio komiksy o „Wilq Superbohaterze”. Wilq ma w zwyczaju obrażać wszystkich – religie, studentów, starsze panie, kibiców, miłośników komiksu. Teraz wziął się za blogerów. Konkretnie: pojechał do Warszawy, by spełnić swój superbohaterski obowiązek i rozpędzać demonstrację tychże, odbywającą się pod Pałacem Kultury. Blogerzy bowiem demonstrowali, domagając się wydania antologii swoich grafomańskich tekstów. Gdyby ich grzeczne wymuszenie miało się spotkać z odmową, grozili ujawnieniem zakończeń wszystkich nowych filmów i seriali, które wykradli z Federalnego Banku Zakończeń z Pensylwanii.

Drogi Wilq Superbohaterze, cóż mogę rzec. Sama prawda! O niczym innym nie marzę, jedynie o tym, by wydawano kolejno moje grafomańskie powieści i by teksty owe stawały się bestsellerami, zapewniając mi utrzymanie na co dzień i dobrze byłoby, gdyby także emeryturę. A co do zakończeń filmów i seriali… och, jakże chciałabym je znać! Nie musiałabym wraz z innymi czekać calusieńkich dwudziestu dwóch tygodni, by dowiedzieć się, jaki jest finał sezonu. Ale niestety, niestety, podejrzenie jakobyśmy my, blogerzy, je znali, jest chyba li i jedynie kaczką dziennikarką. A jeśli nie, to ja bardzo proszę, o przesłanie mi ich (tychże zakończeń) na maila. Wystarczająco grafomańsko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz