niedziela, 17 listopada 2013

Zmiany, zmiany


źródło

Przyjaciółka zwróciła mi jakiś czas temu uwagę:
- Gdy zakładałaś blog, pisałaś o książkach, czasem o filmach. A teraz, co wyprawiasz? Bawisz się w felietony i teksty społeczne, cytaty, notki z zapaszkiem prywaty. Co to ma być?
- Przecież nadal czytam – broniłam się. – I piszę o książkach.
- Częściej o bibliotekach – fuknęła.
       Cóż. Piszę o bibliotekach. Bo biblioteki to teraz moja rzeczywistość. I ludzie do bibliotek przychodzący oraz w tychże pracujący. Kupuję książki, owijam książki, wpisuję książki do systemu komputerowego. W miarę możliwości i czasu, oczywiście, czytam książki. Ale myli się ten, kto sądzi, że bibliotekarka ma czas na czytanie. Choć teraz to ja już decyduję, co czytam i kiedy, a nie wydawcy stawiający żądania i dyktujący terminy, a nierzadko ingerujący też w treść samej recenzji.
     Piszę także o codzienności. O nauczycielach, bezrobociu, o zarabianiu za dużo, by umrzeć, za mało by żyć, o kołtuństwie małych miast, o prawach kobiet do…. Piszę, bo mnie to dotyczy. Piszę, bo taką odczuwam potrzebę. Piszę, by to przemyśleć i nie myśleć już tego, co myślałam wcześniej albo wręcz przeciwnie, by utwierdzić się w swoich przekonaniach.
    Biblioteka Edgara się zmieniła, to prawda. Bo ja się zmieniłam. Trochę dorosłam, a trochę moja dusza wciąż pozostała elfem i nastolatką. Nawet zaczęłam pisać powieść dla dorosłych, zobaczymy, co z tego będzie. Choć nie sądzę, bym prędko ją skończyła (jeśli kiedykolwiek). 
     W związku z tym wszystkim, postanowiłam też nieco „odświeżyć” wygląd Edgara. Tamten zapewne wszystkim się nam już opatrzył. 
        Idzie nowe.       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz