niedziela, 29 czerwca 2014

Tak trudno jest być szarym człowiekiem




Forest Gump powiedział, że są dni, kiedy człowiekowi po prostu zabraknie kamieni. Mnie ich ostatnio zabrakło. A rzucałabym chętnie we wszystkich – poczynając od własnego odbicia w lustrze, przez pracę, po rodzinę. Rzucałabym i rzucała, ale pod ręką żadnych kamieni. Są dni, kiedy całą swoją egzystencję ograniczyłabym najchętniej do niewystawiania ani nosa ani stopy poza łóżko. Mogłabym tylko spać. A przecież nie bardzo mam powody. Z boku wygląda, że wszystko dobrze, nie ma na co narzekać. Rodzina jest. Praca jest. Zainteresowania, które rzekomo ubogacają życie, są. „Więc czego narzekasz?”, pytają mnie zadziwione spojrzenia innych.
            W takie dni zastanawiam się, po co mi to wszystko. Oczywiście, pisanie jest taką samą formą spędzania wolnego czasu, jak każda inna. Można pływać, grać w gry komputerowe, można biegać, fotografować. I można też pisać. W moim przypadku wygląda to następująco – historia jest jak film, który odtwarza mi się w głowie do momentu, aż jej nie spiszę. A potem mogłabym równie dobrze o niej zapomnieć. Zakopać gdzieś na twardym dysku laptopa i nigdy więcej o niej nie pomyśleć. Mogłabym ją też spróbować wydać. W końcu, kto nie próbuje, ten nie ma, prawda?
            Dopóki piszę coś pcha mnie do przodu. Ta chęć poznania, jak zakończy się opowieść. Ale gdy kończę pisać, zaczyna brakować kamieni. „Po co znów się szarpać, tak, jak to było w przypadku pierwszej książki? Co to dało? Dziewczyno, teraz więcej ludzi pisze i próbuje coś wydać, niż czyta, wiesz o tym, prawda? A nawet, gdybyś miała w to zainwestować to z czego, znów chcesz stracić pieniądze, których nie masz? Wydać książkę ci się zachciewa, dobre sobie. Popatrz, nawet bloga nie potrafisz uczynić popularnym. Masz najlepszy przykład na to, że inni mają gdzieś twoje pisanie, skoro bloga nikt nie czyta, dlaczego książkę mieliby przeczytać?”
            „Każdy z nas to gromada rozmaitych postaci, obfitość samego siebie. Dlatego ten, kto gardzi otoczeniem, nie jest tym samym, który – w jego osobie – cieszy się tym otoczeniem albo się nim męczy. Rozległą kolonię naszego bycia zamieszkują różnego rodzaju ludzie odmiennie myślący i czujący”. W mojej osobie doszła do głosu ostatnio ta, która ma po prostu ochotę się poddać.    
            Wiatru w żagle…

2 komentarze:

  1. Słońca i więcej wiary w siebie i w świat, w którym przyszło nam żyć.
    Może wcale jeszcze nie jest tak najgorzej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję pięknie, Magdo. Zwłaszcza, że te miłe słowa dotarły do mnie akurat w dniu imienin :).

    OdpowiedzUsuń