wtorek, 12 sierpnia 2014

Potem na wszystko jest już za późno



Podchodząc do „Potem”, nie miałam absolutnie żadnych oczekiwań. Owszem, nazwisko Musso, autora książki, na której podstawie powstał, kojarzyłam. Ale żadnej z jego powieści nie czytałam, nie wiedziałam więc, czego powinnam się spodziewać. Do oglądania zasiadłam sama, nawet nie wspominając T., że zamierzam zobaczyć kolejny „(niemal)francuski film o niczym”, jak lubi je określać.
            Zaczyna się zaskakująco. Pod może dziesięcioletnią dziewczynką załamuje się pomost i wpada do jeziora. W ostatnim momencie zdążyła się jednak uchwycić belek i zawołać do towarzyszącego jej chłopca, by sprowadził jej rodziców. Ten biegnąc po pomoc, wpada pod samochód. Potem widzimy lekarza, który wciąż zadaje chłopcu pytanie: „Dlaczego wróciłeś?”. Następnie akcja przeskakuje do szczęśliwego młodego małżeństwa z dwójką dzieci. Niestety, niemowlak umiera na zespół nagłej śmierci łóżeczkowej, a małżonkowie oddalają się od siebie. Nie potrafią już ze sobą rozmawiać, mąż obwinia żonę o zaistniałą tragedię, ta w końcu, nie mogąc tego znieść, odchodzi. Wreszcie w życiu mężczyzny zjawia się tajemniczy posłaniec, który twierdzi, że wie, kiedy ktoś umrze i pojawia się, by mu pomóc, zanim będzie za późno. Początkowo Nathan bierze go za wariata, ale kolejne wydarzenia zdają się potwierdzać jego słowa.
            Niektórzy powiedzą, że w „Potem” absolutnie nic się nie dzieje, że jest rozwlekły. I w pewnym sensie mieliby rację. To nie jest film z porywającą fabułą, przeskoki czasowe nieco utrudniają oglądanie, ale mnie dosłownie wbił w fotel. Ilość śmierci, która pojawia się na ekranie – chłopiec ulegający wypadkowi samochodowemu, mężczyzna rzucający się pod metro, kobieta i policjant ginący w napadzie na bank, kobieta w rozbitym samochodzie… Kłopot w tym, że to nie była śmierć jak z amerykańskich filmów, estetyczna, bezkrwawa. Był to zgon brutalny, nieoczekiwany, brzydki. W „Potem” śmierć jest jak czające się zagrożenie. Nie wiesz, ile zostało ci czasu, kiedy należy się jej spodziewać. Niczego nie możesz być pewien poza tym, że tak, ty też umrzesz. Być może głupio, być może niesprawiedliwie, być może w skutek zbiegu okoliczności, bo przecież jesteś tak młody, zostało ci tyle czasu. To nie ty, nie teraz, masz jeszcze tyle do zrobienia. Ta wszechobecność śmierci jest przerażająca i przytłaczająca. 

            Gdybyście mnie zapytali, o czym jest ten film, nie potrafiłabym satysfakcjonująco odpowiedzieć. O nieuchronności i bezsensowności śmierci? Tak, na pewno. O tym, że życie jest kruche, więc należy się nim cieszyć? Z całą pewnością. O tym, że nawet największa miłość nie przetrwa, jeśli ludzie przestają ze sobą rozmawiać? Niewątpliwie. Ale wszystko to takie banalne, mało przekonujące. A wierzcie mi, ten film nie jest banalny.
           
Warto w „Potem” zwrócić uwagę na jeszcze dwie rzeczy. Na kreację Johna Malkovicha, który wciela się w rolę posłańca i na niesamowitą, melancholijną muzykę Alexandre Desplata. Tak, tak, to ten pan napisał niezapomnianą ścieżkę dźwiękową do „Dziewczyny z perłą”. Soundtrackiem do „Potem” Desplat udowadnia po raz kolejny, że jest geniuszem.  
            Są filmy dobre, filmy złe i filmy nijakie. O filmach dobrych się myśli, wraca się do nich. O filmach złych czasem się nawet dyskutuje, bywa, że również się do nich powraca albo przynajmniej prycha się na ich wspomnienie. O filmach nijakich natychmiast się zapomina. Paradoksalnie, o tym, że „Potem” jest dobrym filmem, świadczy chyba to, że nigdy więcej nie chciałabym go drugi raz oglądać.

„Życie jest pełne zasobów. Gesty, uśmiechy, radość… Pamiętam wszystko. Twój oddech również, kiedy spałaś w samochodzie. Twarzy mamy, gdy nas zobaczyła. Smakuj szczęście. Delektuj się każdą chwilą. I przede wszystkim, nie wstydź się mówić tym, których kochasz, że ich kochasz.”
           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz