środa, 3 lutego 2016

Czegoś tu brakuje...



Kiedy podczas spotkania klubu książki, rozmawiałyśmy o „Kryminalistce” Joanny Jodełki, była to jedna z naszych najgorętszych dyskusji w ciągu ostatnich dwóch lat. Choć opinie miałyśmy różne, niekoniecznie pochlebne, dyskusja była zażarta. Tym chętniej sięgnęłam po wcześniejszą książkę autorki – „Grzechotkę”.
                Jodełka pisze kryminały społecznie zaangażowane. W „Grzechotce” pojawia się problem niechcianej ciąży i domniemanego dzieciobójstwa oraz handlu niemowlętami. Jedno jest pewne. Dziewczyna była w ciąży. Urodziła. Ale co stało się z dzieckiem? Porwano je, odebrano jej, jak twierdzi skołowana młoda matka, czy też to perfidna intryga wyrachowanej dzieciobójczyni? Na to pytanie starają się odpowiedzieć policjant i psycholog, Weronika Król.
                Co mi się w książce Jodełki podoba? Fakt, że akcja dzieje się w Poznaniu, a czytanie o znajomych miejscach jakoś zupełnie zmienia odbiór lektury. Podoba mi się też język Jodełki. Pisarka niewątpliwie dysponuje dobrym warsztatem. Gry i zabawy językowe są nietypowe dla kryminału, ale zupełnie nie przeszkadzają w odbiorze.
                Minusów jest  niestety więcej. Po pierwsze postaci. Weronika Król jest psychologiem, a zachowuje się, i to wcale nierzadko, jakby była niestabilna emocjonalnie. Na wszystkich krzyczy, macha rękami, ma nieuzasadnione pretensje. Policjant. Wiadomo o nim ponad wszelką wątpliwość jedynie, że jest policjantem. Trzeźwo ocenia sytuację (w przeciwieństwie do rzeczonej psycholog). Nie wiemy jednak, aż do ostatniej strony, jak policjant się nazywa. To kryminał, a nie powieść Saramago, w której wystarczyło, by bohaterowie byli określani mianem: Doktor, Żona Dioktora, Starzec.  Wolałabym, aby policjant był kimś więcej, niż policjantem.
                Koniec końców, jest dobrze, ale nie za dobrze. „Grzechotka” to książka sprawnie napisana, wciągająca. Z drugiej strony jednakże przydałoby się ją rozbudować. Szkoda, że nasze „kryminalistki” popadają w skrajności – albo piszą zbyt dużo tekstu, jak Bonda, albo zbyt mało, jak Jodełka.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz