wtorek, 16 lutego 2016

Drezdeńskie lalki w literaturze i filmie



Dwa lata temu panowała niezwykła moda na „Kwiaty na poddaszu”. Książka V.C. Andrews była wtedy w zasadzie powieścią widmo. Tego samego dnia, kiedy wracała na biblioteczną półkę, znikała z niej niemal w tym samym momencie. Często słyszałam zachwyty czytelniczek nad tą właśnie serią. Potem szał minął i „Kwiaty” podzieliły los innych bestsellerów, trafiły na półkę, gdzie stoją zapomniane. Jednak kilka tygodni temu zdarzyło się, że pewna czytelniczka odniosła całą serię. Pomyślałam wtedy, że może teraz, gdy szał już minął, jest dobry czas, by zapoznać się z „Kwiatami”.
Historia znana jest chyba już właściwie wszystkim. Czworo rodzeństwa Dollangangerów traci nagle ojca. Matka, przyzwyczajona tylko do bycia piękną laleczką, wywozi ich do swojego domu rodzinnego, gdzie okrutna babcia zamyka dzieci na poddaszu, udając prze światem, że nie istnieją.
W swojej książce V.C. Andrews korzysta z dobrze znanego schematu powieści gotyckiej. Mamy piękny stary dwór, który zarówno przeraża, jak i fascynuje (opisy Foxworth Hall należą chyba do moich ulubionych fragmentów tej książki), okrutną babcię, chorego dziadka, rodzinną tajemnicę.  Czyta się to dobrze. Za wątek kazirodczy w latach siedemdziesiątych XX wieku trzeba przyznać autorce punkt za odwagę. W ogóle muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem z jaką otwartością Andrews podchodziła do tematu cielesności i seksu (w tym potrzeb seksualnych kobiet). Fabuła „Kwiatów na poddaszu” jest wciągająca. Bez dłużyzn, niepotrzebnych rozważań. Historia do połknięcia w dwa wieczory.
 Ale z drugiej strony… Mówiono mi, że seria zbudza dreszczyk grozy. No nie, we mnie nie wzbudza, niestety. Poza tym, moim zdaniem, „Kwiaty na poddaszu” to taka „Moda na sukces” dla czytających. Niechciane dzieci, kazirodztwo, zemsta. To literacka telenowela (litwela?), w której dzieci rosną szybko jak kosmici i zawsze się za coś mszczą. 

Przyznam, że nie czytałam jeszcze pozostałych książek o perypetiach Dollangangerów. Ale z ciekawości zerknęłam na filmy. Pierwszy, nakręcony jeszcze w latach osiemdziesiątych, może się poszczycić pięknymi ujęciami posiadłości i naprawdę niepokojącą muzyką. Zakończenie zupełnie niezgodne z książką, ale za to pozwalające zakończyć całą historię. Film pozbawiony jest jednak wątku kazirodczej miłości. Kolejne „Kwiaty na poddaszu”, nakręcone w 2014, również mogą pochwalić się pięknymi ujęciami Foxworth Hall. Do tego historia bliższa jest książce, a demoniczna babcia naprawdę roztacza wokół siebie grozę. Kolejne filmy natomiast… No cóż, po pierwsze każdy dzieje się w innym domu odgrywającym główną posiadłość. Poza tym zmieniają się też aktorzy wcielający się w główne role, co też mi przeszkadzało. Poza tym fabuła. O matko, zdradzają się, kochają wszyscy ze wszystkimi, ulegają wypadkom, lądują na wózkach inwalidzkich, popadają w depresję… Serio?! Czy ktoś mi wytłumaczy, co ludziom tak bardzo podobało się w serii „Kwiaty na poddaszu”? 

Seria o rodzinie Dollagangerów to typowy przedstawiciel książki rozrywkowej. I jakkolwiek nie mam nic przeciwko takim książkom, to „Kwiaty” stanowią dla mnie przedstawicieli dolnej półki, bardzo dolnej półki, jeśli chodzi o literaturę rozrywkową. Właściwie, po filmach mam już świadomość, co stało się dalej z bohaterami, więc chyba książki sobie odpuszczę. 

8 komentarzy:

  1. Dziękuję Ci za tę recenzję! :P Myślałam, że to ja jestem jakaś dziwna. Wszyscy się wokół zachwycali, tylko nie ja! Przemęczyłam dwa tomy i podziękowałam... http://spizarnia-literacka.blogspot.com/2015/10/kwiaty-na-poddaszu-virginia-c-andrews.html#more

    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie akurat ta książka się podobała, choć poprzestałam na pierwszym tomie. Jednak czytałam ją jeszcze przed tym całym szałem, później czułam znużenie takim ogólnym zachwytem, bo był trochę przesadzony. :| Pozdrawiam!

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czytałam sage rodu Castell, tej samej autorki. Szczerze? Stwierdziłam że to powieści dla młodzieży. Nie mogłam przebrnąć przez te sentymentalne rozważania głównej bohaterki, powinnam, nie powinnam? Chciałabym, ale się boje itp. Nie powaliło mnie, a no i jeszcze srasznie dużo postaci umiera śmiercią tragiczną. Raczej już nie sięgnę po powieści Andrews.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam "Kwiaty na poddaszu" w drugiej połowie 2014 r. Była to książka pożyczona z półki mojej mamy. Otworzyłam ją z nastawieniem, że jest to typowa lektura dla Pań w średnim wieku. Klimat przedstawionej w niej historii przypominał mi "Tajemniczy ogród" lub "Małą księżniczkę" z czasów szkoły podstawowej. Opowieść ta lekko mnie zaniepokoiła i zniesmaczyła, jednak z drugiej strony byłam świadoma tego, że jest stanowi ona początek serii o Dollanger'ach i byłam żywo zainteresowana dalszymi losami rodzeństwa i jego rodziny.
    Po pewnym czasie znajoma pożyczyła mi kolejne dwie części tej sagi i jeśli mam być szczera to były dwie najgłupsze książki jakie miałam okazję czytać! Autorka zaprezentowała w nich coś w rodzaju "Ja Cię kocham, a Ty mnie nie chcesz" i dziękuję Ci za użycie w notce porównania do "Mody na sukces".
    Do teraz wyrzucam sobie, że zmarnowałam na nie tyle czasu, a gdy widzę, że wydawnictwa wydają zupełnie nowe części, to czuję niesmak (bo to tylko i wyłącznie "robienie" pieniędzy).

    Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga:
    Spotkanie przy literaturze

    OdpowiedzUsuń
  5. Film zaczęłam oglądać, ale nie dałam rady, kazirodczy watek mnie zniechęcił, książki nie czytałam zniechęcona filmem. KOlejne czytane recenzje dawały do myślenia co ludzie widzą w tej książce...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja natomiast posiadam wszystkie tomy w swojej biblioteczce i muszę przyznać , ze często do nich wracam . Za każdym razem przeżywam losy bohaterów inaczej . Wczuwam sie w ich role , zastanawiam i analizuje. Napisane ciekawie , nie sposób sie oderwać od czytania . Mnie osobiście książka usatysfakcjonowała . Co do filmu pierwsza część na tak , reszta .., szału nie ma , chociaż do przełknięcia . Nie od dziś wiadomo ,ze film nawet w połowie nie oddaje tego , co w książce .

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak naprawę ta moda była bo amerykańska telewizja wypuściła na nowo ta serie filmow. Ja znam ta pierwsza wersje filmu a ksiazki czytałam kilka lat temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż dla mnie cała seria wcale nie jest rozrywkowa lecz dramat tym bardziej ze niedawno inny autor dopisał kolejna czesc z tego cyklu tym razem o wydarzeniach grubo przed losami Caty i Chrisa.
      Oczywiscie wiadomo ze ksiazki a filmy to bardzo duza roznica (tak jak z wiekszością filmow na podstawie książek typu Harry Potter itd).

      Usuń