poniedziałek, 8 lutego 2016

Pieśń Rudzika



Dotrzymałam słowa danego sobie samej i gdy tylko nadarzyła się okazja, sięgnęłam po kontynuację „Wołania kukułki” Roberta Galbraitha – „Jedwabnika”.
Tym razem Cormoran Strike otrzymuje zlecenie odnalezienia ekscentrycznego pisarza, który przed tygodniem wyszedł z domu i nie wrócił. Żona, choć zaniepokojona tym faktem, sądzi, że mężowi nic się nie stało, ostatecznie nie zniknął po raz pierwszy. Tymczasem, zamiast żywego pisarza, Cormoran odnajduje jego zwłoki. Na dodatek brutalnie okaleczone, dokładnie w taki sposób, w jaki zostało to opisane w niewydanej jeszcze książce pisarza. Podejrzenie pada na wszystkich, którzy mieli styczność z maszynopisem – wydawcę, redaktora, agentkę, kolegów po piórze. Policja, niestety, postanawia skupić się na wdowie, jako na głównej podejrzanej. Strike musi ścigać się z czasem, by pomóc swojej klientce.
Niewątpliwym plusem książki jest opis świata wydawców, pisarzy, redaktorów. Nic dziwnego, że tchnie z niego autentycznością. Rowling po niemal dwóch dekadach obracania się w nim, musiała doskonale wiedzieć, o czym pisze. Nic też dziwnego, że pozwoliła sobie na pokpiwanie z tego skupionego na sobie światka. Drugim plusem są, jak w poprzedniej książce, bohaterowie. Strike’a, choć niekiedy naprawdę antypatyczny, nie da się nie lubić. Natomiast jego asystentka, Robin, to literacki majstersztyk. Serio, czy jest ktoś, kto nie polubił tej postaci? Galbraith serwuje nam sporo wątków obyczajowych kręcących się wokół bohaterów. Powracają więc rozterki Strike’a dotyczące jego byłej narzeczonej, Robin natomiast lawiruje, niezbyt udatnie zresztą, między miłością do swojego narzeczonego, a miłością do pracy. Cieszę się, że w „Jedwabniku” Rowling dała Robin znacznie większą rolę, niż w „Wołani kukułki”. Mam nadzieję, że w następnej części autorka pozwoli jeszcze bardziej rozwinąć się pieśni tego cudownego Rudzika.
Można powiedzieć, że z „Jedwabnika” wieje pewnego rodzaju wtórnością. Jak w poprzedniej książce Strike chodzi, rozmawia z ludźmi i na tej podstawie, drogą dedukcji, dochodzi do konkluzji, która pozwala mu rozwiązać zagadkę śmierci Owena Quine’a. Czytając o „Jedwabniku”, spotkałam się z zarzutem, że powieść jest przegadana, nudna. Ja tego nie odczułam. Dla mnie kolejna odsłona przygód Strike’a i jego asystentki nie była ani o stronę za długa. Kiedy jednak detektyw przedstawiał podejrzanym przebieg wypadków i to, jak doszedł do tego, kto jest mordercą, nie mogła uwierzyć w to, że wcześniej na to nie wpadłam. Poza tym pojawienie się niektórych dowodów rzeczywiście kwalifikuje się pod niemożliwe zmaterializowanie się, rodem „dowód z dupy”, ale jestem w stanie przymknąć na to oko.
W związku z twórczością Roberta Galbraitha najbardziej smuci mnie fakt, że gdyby za pseudonimem nie kryła się znana pisarka, to nikt by o tej książce nie słyszał, nikt by jej nie przetłumaczył, a może nawet i nie wydał. Świetny tekst utonąłby w zalewie innych. Ile takich dobrych książek tracimy, bo nikt ich nie wypromował?
Z radością przyjęłam fakt, że już trwają prace nad ekranizacją „Wołania kukułki”. Mam nadzieję, że serial będzie miał minimum 13 odcinków. Wiem też, że Rowling planuje więcej części przygód Strike’a, niż Harry’ego (do którego pojawia się nawet w „Jedwabniku” odniesienie – „Grudniowe numery były już prawie wyprzedane, mimo że nie skończył się jeszcze listopad. Emma Watson w bieli na okładce <<Vogue’a>> (<<wydanie gwiazdorskie>>), Rihanna w różu na okładce <<Marie Claire>> (<<wydanie glamour>>), a na okładce <<Tatlera>>…”). Cóż, jeśli tylko seria będzie trzymać poziom, to jestem w stanie ją łyknąć. Chcę więcej Cormorana i Robin.

My się nie kochamy. Kochamy wyobrażenie, jakie mamy o sobie nawzajem. Bardzo niewielu ludzi to rozumie albo jest w stanie się nad tym zastanowić. Ślepo wierzą w swoją moc tworzenia. W ostatecznym rozrachunku wszelka miłość jest miłością własną. […] Jestem skąp likowaną, wysoce rozwiniętą i obdarzoną wielką wyobraźnią istotą, która czuje się zmuszona uzasadniać wybór dokonany  na podstawie najprymitywniejszych przesłanek. Oto prawda, jaką pogrzebaliśmy pod tysiącami lat dworskich dyrdymałów.

[str. 309-310]

Nie pomyliła się: Strike dostrzegł w niej to, co sam posiadał. Nie byli ludźmi pracującymi wyłącznie dla pieniędzy…
[str. 283]

1 komentarz:

  1. Będzie ekranizacja "Wołania kukułki"? Świetnie! :) Te lubię kryminały Rowling i zachęcam do przeczytania "Żniw zła", jeszcze lepsza od poprzednich dwu części moim zdaniem :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń