poniedziałek, 19 grudnia 2011

I co z tym kotem?


„Klucze do nowej tajemnicy. Tak zatytułuję swoją powieść, jeśli kiedyś zdecyduję się ją napisać. Może nawet nie byłby to taki zły pomysł. Mógłbym sobie na przykład zaplanować, że wszystko zawsze dobrze się skończy i wpuszczać swoich bohaterów w sytuacje bez wyjścia, uzbrajając ich w nieprzeciętną inteligencję, a gdyby zaszła potrzeba, w nadludzkie umiejętności. Zarobiłbym tysiące funtów i nie musiałbym się martwić o jutro, o kolejne zlecenia, o przyszłość Chucka.”[1] Gdyby ktoś zaproponował teraz zupełnie kontrastujący cytat, trafiłby w sedno. „Kot Syjonu” Jerzego A. Wlazło to kryminał opowiadający o zwyczajnych ludziach, trochę dobrych, trochę złych, a wydarzenia są tak dziwne, że aż warte uwagi.
            Bohaterem „Kota Syjonu” jest detektyw Konrad Bialas. Bialas nie jest najlepszym prywatnym detektywem - zleceń ma mało, długów dużo, ostro popija, pali jak smok, mieszka w parszywej dzielnicy, a na dodatek ciągnie się za nim brzydka przeszłość. Mimo to (a może właśnie dlatego) kontaktuje się z nim tajemnicza hrabina Chattearstone i zleca mu znalezienie jej kota. Nie zaginionego ulubionego futrzaka, lecz kota, którego jeszcze nie było. Kota wyjątkowego, właśnie dla niej, pasującego do jej osobowości.
            Początkowo zlecenie śmieszy Bialasa. Co tu kryć, śmieszy też czytelnika. Ale z każdą stroną historia zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Detektyw przyjmuje kolejne, zdawałoby się niepowiązane ze sobą, sprawy. Na prośbę chińskiego małżeństwa próbuje odnaleźć pewnego ogrodnika, innym razem zahacza o ciekawy wątek architekta powiązanego z Zakonem Syjonu i legendą o templariuszach, jeszcze innym ładuje się w aferę dotyczącą domu starców lub próbuje pomóc ośmioletniemu chłopcu, którego ojciec jest kryminalistą. I wydawałoby się, że to wszystko nie ma nic wspólnego z kotem pani hrabiny. A jednak, wszystko wciąż kręci się wokół kota.
            Wielki plus „Kota Syjonu” polega na tym, że nie wiemy, czy jesteśmy „wkręcani”, a autor ponad tekstem dyskretnie puszcza do nas oko, czy też bawi się, nie z nami, lecz nami, traktując całą historię zupełnie na serio. Powieść Jerzego A. Wlazło igra schematem kina gangsterskiego lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Bawi się gatunkiem noir. Nasz detektyw jest postacią niejednoznaczną, hrabina, typowa femme farale, to pojawia się to znika, a gdy już się pojawia to w sytuacjach tak groteskowych, iż trudno w nie uwierzyć. Jest i dziewczyna, którą wyraźnie coś łączy z głównym bohaterem. Jest walka z przeznaczeniem, z którym jak się ostatecznie okaże, wygrać nigdy nie można.
            Powieść pacha do przodu także świetny język – sarkastyczny, dowcipny, ironiczny. Spostrzeżenia czynione przez Bialasa w toku śledztwa (śledztw?) oraz niezwykła metaforyka, którą stosuje, bywają tak zabawne, że momentami należy uważać, na czym się siedzi, by podczas spadania nie było zbyt daleko do ziemi. Przykładowo: „-Idziesz? A co niby miałem robić. Stać tam i świecić, jak zapomniana latarnia morska na środku pustyni? Pewnie, że idę.” (str. 28) lub „Miałem kilka spraw do załatwienia, zanim zostanę na przykład zabity. Bardzo zły przykład. (…) i pojechałem do domu, zobaczyć, co słychać u bardzo samotnej butelki. Było nas już troje: butelka, pies i ja. I tylko pies gdzieś zaginął”(str. 30) albo  „moja dniówka leżała spokojnie na dnie morza i czekała na kolejny sztorm.” (str. 70).  
            Mam nadzieję, że prywatnemu detektywowi, Konradowi Bialasowi przyjdzie prowadzić jeszcze niejedną nietypową sprawę. Przyznam szczerze, że bardzo na to liczę.  A lekturę „Kota Syjonu” serdecznie polecam miłośnikom kryminałów i dobrego humoru. 

 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu



[1] Jerzy A. Wlazło, „Kot Syjonu”, Wydawnictwo Bullet Books, Warszawa 2011, s. 242.

5 komentarzy:

  1. milo wiedzieć, że jest nas trochę :) z podobnym poczuciem humoru

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham takie kryminały i te specyficzne postacie detektywów:)
    A książkę musze mieć, recenzja świetna.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się oryginalnie i intrygująco:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Bialasa. Trzymam kciuki za kolejne tomy przygód i podpisuję się pod każdym słowem tej recenzji. Bardzo trafna. A "Kota" gorąco polecam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tych, którzy polubili "Kota" zapraszam do lektury najnowszej powieści "Na wczoraj". Jest dostępna tutaj: http://koobe.pl
    Życzę miłej zabawy - Jerzy A. Wlazło

    OdpowiedzUsuń