wtorek, 30 lipca 2013

Jeszcze o Elfach


Wspominałam już niejednokrotnie, że są tematy, które sprawiają, iż z tej dziedziny przeczytałabym wszystko – od powieści, przez artykuł w prasie, po ulotkę reklamową. Jedną z takich moich ulubionych treści są Elfy. Dlatego z chęcią sięgnęłam po „Przekleństwo rasy”, by przekonać się, jak też polski pisarz postrzega te piękne i wciąż niedoceniane przez literaturę fantasy istoty.
            „Przekleństwo rasy” opowiada o losach Valinoru, krainy pierwotnie zamieszkanej przez Elfy, w której w skutek sprzężenia mocy pojawiają się ludzie. Po wielu wiekach niżsi rasowo ludzie zaczynają zdobywać coraz większe wpływy w handlu czy polityce. Co więcej rozmnażają się znacznie szybciej i chętniej, niż Elfy, dlatego ich liczba zaczyna dominować. Wszystko to doprowadza do wojny domowej. Tworzą się dwa stronnictwa – zwolenników przemieszania się Elfów z Ludźmi i nadania tym drugim wszelkich praw oraz tych, którzy opowiadają się za czystością rasową i powolną eksterminacją ludzi. W walkę obu stron wplątany zostaje Wybraniec – Ziemianin obdarzony mocą.
            Podobał mi się pomysł Rafała Górniaka na powieść. Mamy tu pomieszanie naukowości (wykorzystanie teorii Darwina do wyjaśnienia powolnego wymierania rasy Elfów) i konwencji baśni z odwieczną walką dobra ze złem. I, o dziwo, to świetnie ze sobą współgra, choć wydawać by się mogło, że to połączenie niemożliwe do zrealizowania. Plusem jest mnogość wątków i stopniowe odkrywanie przed czytelnikiem kolejnych zawiłości fabularnych. Już nam się wydaje, że wiemy, jak opowieść się potoczy, jak to wszystko się skończy, a tu proszę, zostajemy zadziwieni. Bywało, że autorowi udało się mnie całkowicie zaskoczyć. Tu przede wszystkim brawa za zupełnie nieoczekiwane zakończenie.   
            Mam jednak z tą powieścią pewien kłopot. Bo w zasadzie niemal przez całą książkę kibicowałam… „tym złym”. Niby rozumiałam argumenty Septymiusza i jego zwolenników, ale trafiała też do mnie argumentacja Rebrego. No może nie w sprawie wprowadzenia getta dla ludzi i całkowitego ich wyeliminowania, ale nie rozumiałam, dlaczego ludzie i Elfy mają koniecznie się ze sobą mieszać. Dlaczego tak dobrze jest, gdy kultury się przenikają? O ile mnie pamięć nie myli, dla Indian się to dobrze nie skończyło. Tak, jak wspomniałam. Niby rozumiem argumenty roztaczane w powieści przez pozytywnych bohaterów (a więc z założenia tych, z którymi powinnam sympatyzować), ale jakoś one do mnie nie przemawiają.
            Jeśli lubicie szpiczastouchych, to polecam zapoznanie się z „Przekleństwem rasy” Rafała Górniaka. Nie powinniście się rozczarować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz