środa, 14 maja 2014

Czy jeśli widziało się jeden film, widziało się już wszystkie?



Odkąd wróciłam z Poznania wciąż myślę o występie Teatru Roma. To pewnie dlatego zdecydowałam się obejrzeć „Deszczową piosenkę”. Film powstał 62 lata temu. Został wtedy dość ciepło przyjęty, ale w zasadzie nie wzbudził większej sensacji, zapewne dlatego, że opowiadał o wcześniejszej epoce w historii kina, mianowicie o schyłku kina niemego i wprowadzeniu na szeroką skalę dźwięku. Paradoksalnie znaczenie „Deszczowej piosenki” z czasem rosło, a scenę tańca w deszczu i piosenkę tytułową oraz utwór „Good morning” uznaje się dziś za kultowe. Film przetrwał próbę czasu. Dziś niemal nie odczuwa się, iż mamy do czynienia z tak wiekowym kinem. 

Film opowiada o losach Dona Lockwooda i Liny Lamont, aktorów grających w niemych filmach. Gdy do kina zostaje na szeroką skalę wprowadzony dźwięk, bohaterowie zaczynają borykać się z nielichym problemem – Lina ma bowiem głos jak żaba i kompletnie nie wie, co to dykcja. Aktorkę dubbingować ma bez jej wiedzy (i co gorsza zgody) zaprzyjaźniona z Donem Kathy Selden.
„Deszczowa piosenka” jest wspaniała. To chyba najbardziej optymistyczny film, jaki w życiu widziałam. Scena tańca do piosenki „Good morning” w wykonaniu trójki przyjaciół (wiwat Cosmo!) podoba mi się wyjątkowo. Jest pełna pozytywnej energii. Debbie Reynolds wprost tryska w niej humorem, choć podobno po nagraniu znoszono ją z planu filmowego, bo nie była w stanie ustać, tak krwawiły jej stopy. Cóż, magia kina. 

Piękny film. Dziś już się takich nie robi. Obejrzyjcie koniecznie. To jeden z tych filmów, które chciałabym mieć możliwość drugi raz obejrzeć po raz pierwszy. Co więcej, obala tezę Kathy. To nieprawda, że gdy obejrzy się jeden film, to jakby się widziało wszystkie, bo są takie same. Ten jest jedyny w swoim rodzaju. Wyjątkowy.
 Recenzją tą rozpoczynam mój cykl z musicalami. Za mną przygoda z „Deszczową piosenką”. Co teraz? „Koty”? „Taniec wampirów”? Może. Zobaczymy.

4 komentarze:

  1. Nigdy nie widziałam tego filmu, ba, nawet nie wiedziałam, że takowy istnieje. A co do musicali to ja widziałam tylko Upiora w Operze i byłam zachwycona. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. To jeśli tylko będzie miała Pani możliwość, proszę koniecznie obejrzeć. Życie od razu będzie piękniejsze... no, przynajmniej przez chwilę. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie ci zazdroszczę tego spektaklu Deszczowej Piosenki. Ja niestety nie zdążyłam...
    Za to filmową wersję uwielbiam, oglądam co jakiś czas, tańczę przy niej, same piosenki grają często w moim pokoju... :)
    Ciekawa jestem kolejnych musicali jakie wybierzesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Mery, muszę sprostować, ja niestety również nie widziałam musicalowej wersji "Deszczowej piosenki". Na żywo w wykonaniu TM Roma widziałam jedynie dwa utwory, w tym właśnie "Dzień dobry", podczas spektaklu "Ale musicale! The best of Broadway". Polecam jednak płytę "Deszczowa piosenka" z zapisem wszystkich utworów w polskiej wersji. Teraz na stronie internetowej Romy w śmiesznie niskiej cenie, a naprawdę warto. Kup, póki jeszcze mają! (Hmm, taka niezamierzona reklama, ale to takie cudo, że chciałabym się tym ze wszystkimi podzielić).

    OdpowiedzUsuń