środa, 28 maja 2014

Dostałam kota od Eliota



Recenzując „Deszczową piosenkę” obiecałam, że będę powracać do musicali. Spełniam zatem dane słowo i dziś przedstawiam Wam „Koty”.
Andrew Lloyd Webber stworzył „Koty”  na podstawie wierszy T.S. Eliota. Musical ten powstał na początku lat osiemdziesiątych i był, obok „Nędzników”, jednym z najdłużej wystawianych przedstawień. Grano go nieprzerwanie przez dwadzieścia jeden lat. W Polsce „Koty” miały premierę w styczniu 2004 roku w Teatrze Muzycznym Roma. W 1998 roku Webber zdecydował się sfilmować swój musical. To właśnie z tą wersją miałam szansę się zapoznać.
            „Koty” to opowieść o trwającym całą noc balu dachowców. Pod koniec zgromadzenia ma zostać wybrany kot, który dostąpi zaszczytu stania się nieśmiertelnym. Podczas balu prezentują się poszczególne postaci. Poznajemy sędziwego Kota Nestora (to on ma dokonać wyboru dachowca obdarowanego nieśmiertelnością), Grizabellę, kotkę używającą życia, teraz wyliniałą, starą i odrzuconą przez resztę (pierwotnie miała ją zagrać Judi Dench, ale niestety naciągnęła ścięgno i nie dała rady), Mefistofeliksa – kota czarodzieja, Makiawela oraz Pumpernikla. 

            „Koty” nie posiadają rozbudowanej fabuły. W zasadzie piosenki to opowieści o kolejnych bohaterach. Z całą pewnością zwracają na siebie uwagę kostiumy, imitujące kocie futra oraz ruchy aktorów, którzy bardzo obrazowo oddają zachowanie i sposób łaszenia się dachowców.  Jest to jednak musical bardzo taneczny. Jeśli nie lubicie baletu i przeszkadzają wam długie partie taneczne, to „Koty” nie są przedstawieniem dla Was. Wtedy lepiej, jeśli posłuchacie po prostu utworów z płyty, wśród których znajdują się takie cudeńka, jak „Dachowy song”, „Mefistofeliks – Kot czarodziej” oraz „Pamięć”. W innym przypadku można się zniechęcić. Nie radzę też wybierać „Kotów” do pierwszego kontaktu z musicalem, jako gatunkiem.
            Spotkanie z „Kotami” oceniam jednak bardzo pozytywnie. Podobały mi się. Z całą pewnością regularnie będę wracać do utworów w nim zaproponowanych. Polecam, choć tak jak zauważyłam wcześniej, z pewnymi zastrzeżeniami.  

2 komentarze:

  1. Ach "Koty" :) Któż ich nie lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Alicjo - znam przynajmniej dwie takie osoby. Na szczęście się do nich nie zaliczam. Miau :).

    OdpowiedzUsuń