czwartek, 1 maja 2014

Jak Dora Wilk po Toruniu za psychopatą ganiała



Całym sercem popieram polską literaturę. Dlatego, gdy przychodzi do biblioteki czytelnik tak zwany niezdecydowany, typ „Nie-Wiem-Czego-Chcę” i prosi, bym mu coś poleciła, zwykle wybieram polską autorkę lub autora. Nierzadko zdarza się wtedy, że słyszę, iż czytelnik owy nie chce wziąć książki, bo polskiej prozy nie czyta. Staram się z całych sił z tym krzywdzącym stereotypem walczyć. Również z tego powodu, gdy czytelniczki wznoszą peany na cześć pewnej polskiej pisarki, którą uważam za grafomankę, gryzę się w język i nic nie mówię. O gustach się wszak nie dyskutuje. Sama również staram się czytać Polaków. W ramach tego mocnego postanowienia przeczytałam ostatnio bardzo zachwalaną książkę Anety Jadowskiej „Złodziej dusz”. Jest to już druga edycja powieści, która za pierwszym razem przeszła bez większego echa. Przy drugim wydaniu Fabryka Słów postawiła na promocję. W pewnym momencie miałam już wrażenie, że otworzę lodówkę, a z niej wyskoczy pani Jadowska.
            Teodora Wilk jest policjantką, ale także wiedźmą. Zamieszkuje w Toruniu, a noce spędza w Szatańskim Pierwiosnku, barze w Thornie, ukrytej magicznej dzielnicy miasta. Wiedźma zostaje wynajęta przez Starszyznę Thornu, by odnalazła tajemniczego maga, który atakuje swoich pobratymców i odbiera im moc. Równolegle Dora prowadzi też sprawę zabójstwa w realnym świecie.
            Bardzo podobała mi się wizja magicznej części Torunia. W ogóle lubię czytać o magicznej Polsce. To miłe uświadomić sobie, że Polak potrafi. Wszak Anglicy mają przejście do Hogwartu i Narnia, a Amerykanie Panem. Wierzę, że nas stać na równie spektakularną obecność na magicznej mapie świata. Podobało mi się też pomieszanie systemu wszystkich wierzeń. U Jadowskiej znajdziemy zarówno diabły, anioły, wiedźmy, jak i amerykańskich szamanów i słowiańskich bogów. Istoty wszystkich systemów koegzystują ze sobą i wyszło to świetnie. Brawa, dla pani Jadowskiej.
            I, niestety, to wszystko, co mi się w „Złodzieju dusz” podobało. Dora mnie denerwowała. To w zasadzie taka nieudolna kopia Meredith Gentry. Bardzo nieudolna. Inspiracja Laurell Hamilton śmierci na kilometr. Ale Laurell Hamilton to Laurell Hamilton. Ma lepsze i gorsze książki. Można jej jednak wiele wybaczyć, tu lub tam przymrużyć oko. Natomiast Dora… Dziewczyna chce być super. I taką też się opisuje (jest narratorką opowieści). W końcu jest piękną wiedźmą płodności. Na dodatek świetnie walczy. I wszyscy, absolutnie wszyscy, faceci na nią lecą. No normalnie „och”, „ach”, że aż strach! Autorka kreuje ją na przesadnie niegrzeczną dziewczynkę. Dora wciąż sili się na wyrażanie swojego buntu i niezgody wobec zasad, czym bardziej przypomina rozwydrzoną nastolatkę, niż dorosłą i pewną siebie kobietę. To typ „na złość babci odmrożę sobie uszy”. Postawa panny Wilk raczej bawi, bo na pewno nie zachwyca. Do Meredith Gentry to jej jednak dużo brakuje. Na dodatek magiczne imię bohaterki brzmi Jada. Od Jady już tylko krok do Jadowskiej. Równie rudej, jak jej bohaterka.
            Jak wspomniałam autorka wprowadza w swojej książce dwie zagadki kryminalne. Obie jednak rozwiązuje w najprostsze w możliwych sposobów. Dora w zasadzie nie szuka rozwiązań. Rozwiązania same ją znajdują. Pragnęliście złożonej intrygi? Nie ten adres. A to sprawia, że „Złodziej dusz” jest chwilami po prostu nudny. Okropnie nudny.
            I wreszcie język. Od książki fantasy nie oczekuję wyszukanego języka, to oczywiste. Ale chciałabym, żeby książka była choć przyzwoicie, poprawie napisana. Aneta Jadowska wciąż serwuje nam te same porównania – „stawiam orzechy w zamian za dolary, że…”. I ten „żelazisty” smak krwi.  Preferowałabym odmianę „żelazny”, nie żebym się czepiała.
            Czy dam jeszcze szansę Dorze Wilk? Owszem, choćby z ciekawości, jak potoczą się dalsze losy czołowej (?) polskiej wiedźmy. Również dlatego, że uważam, iż należy wspierać polską fantastykę. Choć wolałabym, aby jej kondycja nie była określana na podstawie powieści Anety Jadowskiej, bo moim zdaniem dużo im brakuje.        

2 komentarze:

  1. Ja osobiście bardzo lubię książki o Dobrze Wilk, bo są idealnym umilaczem czasu. Całkowicie się przy nich odstresowuję, a do do samej głównej bohaterki - owszem, Dora ze swoim kompleksem superbohatera potrafi irytować, jednak nie mając porównań do książek autorstwa pani Hamilton, podobieństwo nie rzuca mi się w oczy przesadnie w oczy, poza tym, z tego jak znam autorkę z jej wykładów, wypowiedzi czy chociażby rozmowy - Dora była prędzej wzorowana na głównych bohaterkach z cyklu o Mercy Thompson Patricii Briggs i o Kate Daniels Ilony Andrews, co też by się zgadzało ;) Więc ja osobiście te książki polecam, ale cóż - uważam, że są przeznaczone dla mojej kategorii wiekowej i niewiele powyżej i rozumiem, jak komuś mogłyby się nie podobać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja uważam, że czołową polską wiedźmą jest Babunia Jagódka (polecam szczególnie opowieść o jej kocie!). Co do panny Wilk to szybko poszła w las... umarłam po kilkunastu stronach.

    OdpowiedzUsuń