wtorek, 9 grudnia 2014

Czy jest coś, dla czego warto zostać?






Istnieje teoria, że każdy dobry film musi powstać na podstawie książki. „Zostań, jeśli kochasz” jest adaptacją powieści „Jeśli zostanę” Gayle Forman. Film stanowi opowieść o nieśmiałej nastolatce, Mii, która całą swoją uwagę koncentruje na grze na wiolonczeli. Niebawem jej życie bardzo się skomplikuje. Dziewczyna zakochuje się ze wzajemnością w rockmanie Adamie. Początkowo, jak to w przypadku młodzieńczych miłości, wszystko jest piękne, wszystko się układa. Młodzi ludzie planują wspólną przyszłość. Jednak ich drogi powoli się rozchodzą. Adam coraz częściej wyjeżdża w trasę ze swoim zespołem, Mia natomiast stara się o stypendium i niebawem ma okazać się, czy je otrzyma, co będzie wiązało się z wyjazdem na drugi koniec kraju. By oderwać dziewczynę od smutnych myśli, rodzice proponują jej wspólny wyjazd do dziadków. W trakcie podróży dochodzi do wypadku. W szpitalu Mia towarzyszy swoim bliskim w czuwaniu przy jej ciele. Ma zdecydować, czy chce żyć, czy umrzeć.

„- Zwykle zrywamy z kimś, bo go nie kochamy, a nie dlatego, że świata poza nim nie widzimy. Ale co ja tam wiem.
- Bardzo dużo wiesz, ale miłość w tym wieku to same kłopoty. Zwłaszcza ta prawdziwa. Nie ma ludzi normalnych, każdy związek jest trudny. Pójdziesz na Julliard i dasz czadu na wiolonczeli. Zostaniesz z Adamem i przeżyjesz mnóstwo fascynujących przygód, albo i nie. A może jutro w ziemię uderzy meteor, albo i nie. Życie to jeden wielki, śmierdzący bajzel.”

                Czy ten film jest ckliwy? Owszem. Każdy dorosły człowiek wie, że miłość nie jest taka, jak przedstawiono w „Zostań, jeśli kochasz”. Nie jesteśmy nagle gotowi rzucić wszystkiego tylko dlatego, że druga osoba tego chce, a my ją kochamy. Jednak nie sposób odmówić mu i licznych zalet. Po pierwsze jest też ciekawie zrobiony. Do wypadku dochodzi na samym początku filmu, a potem następują sceny w szpitalu, gdy Mia widzi reakcję jej bliskich na wypadek oraz dowiaduje się, co stało się z rodzicami i bratem, którzy byli z nią w samochodzie. Przeplatają się one z licznymi retrospekcjami, pokazującymi jej relacje z Adamem, przyjaciółmi. W ten sposób powstaje kolorowy patchwork, dzięki któremu składamy tę historię w całość.
                O ile główni bohaterowie są dość mdli – ona spokojna wiolonczelistka, grzeczna dziewczynka, on chłopak z problemami, taki trochę buntownik, który ją sobie upatrzył, dzieli ich wszystko a łączy tylko to, że chcą być ze sobą, to rodzice głównej bohaterki wręcz kradną film. On były rockman, który rzucił zespół, by zostać przykładnym ojcem, ona niegdyś biegająca po koncertach fanka, dziś wzorowa matka. W ich relacji z dziećmi nie brak poczucia humoru, lekkości i echa dawnego życia. Jak choćby w scenie, kiedy rodzice patrzą z ganku za odjeżdżającym wraz z zespołem Adamem. Matka mówi: „-Nie wiem dlaczego się ich boi. Są przecież podobni do nas, gdy byliśmy młodzi. – No właśnie – odpowiada ojciec”.  
                Podobało mi się, że filmie brak ozdobników w stylu przechodzenia przez ściany przez Mię, która przecież jest duchem. Całość utrzymana jest w nieco zbyt pastelowych, przesłodzonych kolorach. Rozumiem jednak, że chciano przez to osiągnąć odrealnienie przestrzeni, po której bohaterka porusza się jako duch i nawiązać do jej stanu zawieszenia między życiem a śmiercią.

„Czasem ty decydujesz o swoich wyborach, a czasem wybory decydują o tobie.”

                Ten film zdecydowanie coś w sobie ma. Bo czy gdyby nie miał, zastanawiałabym się cały czas, jaką ja, postawiona przed takim wyborem, podjęłabym decyzję? Myślałam i myślałam, i wydaje mi się, że w moim życiu nie ma nic, co skłoniłoby mnie, abym została.      
                W swojej kategorii, filmów dla nastoletniego widza, „Zostań, jeśli kochasz” sprawdza się bardzo dobrze. Powiedziałabym, że to nawet jeden z lepszych młodzieżowych filmów, jakie widziałam w tym roku. Co się zaś tyczy dorosłych, na pewno nie spodobają im się pewne uproszczenia, bo już wiedzą, już są wtajemniczeni, że to wszystko tak nie wygląda. Dorosłemu widzowi „Zostań, jeśli kochasz” zapewne bardziej spodobałby się, gdyby nie było wiadomo, co stało się z Mią, jaką ostatecznie podjęła decyzję. Wydaje mi się, że zakończenie otwarte bardzo przysłużyłoby się temu filmowi.
             



1 komentarz:

  1. Zapraszam do konkursu :) Zostań swoim własnym Mikołajem :) http://www.krzywaprosta.pl/2014/12/09/konkurs-swiateczny-czyli-zostan-swoim-wlasnym-swietym-mikolajem/

    OdpowiedzUsuń