poniedziałek, 1 grudnia 2014

Jak Musso o sens życia pyta



Guillaume Musso. Nasłuchałam się na jego temat samych pochlebnych opinii. Potem, przez zupełny przypadek, przyszedł czas na film pt. „Potem”. Lubię porównywać książki i powstałe na ich podstawie filmy, więc gdy tylko nadarzyła się taka możliwość, zakupiłam dla biblioteki cały komplet książek Musso. Wypożyczyłam i przeczytałam.
            Nathan jest znanym nowojorskim adwokatem. Ma pieniądze, luksusowe mieszkanie, cieszy się uznaniem. W życiu prywatnym niestety trochę gorzej. Po śmierci synka oddalili się z żoną od siebie, doszło do rozwodu. Pewnego dnia do biura Nathana przychodzi lekarz Garret Goodrich i zaczyna opowiadać niesamowitą historię. Twierdzi, że wie, kiedy ktoś jest bliski śmierci, a jego zadaniem jest pomóc tej osobie w pogodzeniu się z odejściem.
            Guillaume Musso napisał tę książkę po tym, jak cudem uniknął wypadku samochodowego. Jak przypuszczam, była to dla niego sytuacja graniczna. Doświadczenie śmierci, nawet jeśli hipotetyczne, zaowocowało powstaniem pytań o sens życia i o to, dokąd zmierza ludzka egzystencja. Odpowiedzią na nie stało się „Potem”. O ile film, szczerze powiedziawszy dość luźno oparty na książce, wywarł na mnie duże wrażenie i po jego obejrzeniu czułam się przekonana do tezy „tak, trzeba żyć na całego, korzystać, cieszyć się, nie marnować czasu”, o tyle powieść nie wzbudziła u mnie absolutnie żadnych emocji.
            Może to zbyt ostre słowa, ale „Potem” wydało mi się stekiem banałów. „Musimy korzystać z życia, zanim je utracimy”, „życie to cud, który trzeba umieć docenić i przekazywać”, „pieniądze szczęścia nie dają”, „miłość jest najważniejsza”, „znajdź czas dla najbliższych”, „doceń to, co naprawdę ważne”. Banały na dodatek włożone w scenerię Bożego Narodzenia i tyle. Denerwowała mnie postać Mallory. Bogaczka, która walczy o prawa biednych? Kobieta jeżdżąca porsche i jadająca w wykwintnych restauracjach, która nie lubi świąt, bo są przejawem konsumpcjonizmu? Wszystko fajnie, ale to nieprawda, że pieniądze szczęścia nie dają. Owszem, forsa to nie wszystko, ale nikt, kto żyje od pierwszego do pierwszego i ciągle liczy, czy mu wystarczy, nie jest szczęśliwy. „Nie tylko praca się liczy”. Jasne, rzućmy pracę w cholerę, by rzucić się w wir rodzinnego życia. Może nie tylko praca się liczy, ale fajnie mieć pracę, którą się lubi. Chodzić do roboty, której się nienawidzi i liczyć, by piątek przyszedł jak najszybciej? To jest dopiero życiowa tragedia. I żoneczka warująca w domu z kapciami nic tu nie zmieni albo przynajmniej bardzo niewiele. „Dzieci to szczęście, dzieci to cud”. Może, nie wiem, w tej kwestii wypowiadać się nie mogę, bo nie miałam. Podobno własne dzieci traktuje się inaczej. W książce pojawia się cytat z Milana Kundery: „Gdybym miał dziecko, powiedziałbym: urodziłem się, zakosztowałem życia i stwierdziłem, że jest ono na tyle dobre, że warto je pomnożyć”. Powinszować, panie Kundera. Tyle, że ja dochodzę do wniosku odmiennego. Urodziłam się, spróbowałam życia i doszłam do wniosku, że nie warto dalej go przekazywać.
            Pochwalna pieśń Musso na temat wartości życia zupełnie do mnie nie trafia. Dla mnie to tylko taki trochę lepszy Coelho, czy Sparks. A może jest tak, że książki i filmy trafiają do nas w odpowiednim lub nieodpowiednim momencie? Widać, gdy oglądałam „Potem”, moment był odpowiedni. Znajduję tylko jedno usprawiedliwienie dla istnienia tej książki. Musiała powstać, by postał film. Film musiał powstać, by Alexandre Desplat napisał do niego muzykę. Bo ta jest genialna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz