niedziela, 25 marca 2012

Konkurs i powrót Gota marnotrawnego

Czasami dostaję mailem wiadomości dotyczące tego, jak radzą sobie w świecie Got i ferajna. Trzymam się konsekwentnie decyzji o nieczytaniu recenzji. Ostatnio jednak doniesiono mi o konkursie, w którym do wygrania jest moja powieść. Oto link, gdyby ktoś chciał wziąć udział - KLIK. A i pytanie konkursowe jest ciekawe: czym jest dla Was milczenie. Zuzanna miałaby pewnie na ten temat dużo do powiedzenia, dorzucając swoje trzy grosze do opisu pięciu kultur z czterech kontynentów. Got tylko wzruszyłby ramionami. Jeśli macie ochotę, próbujcie szczęścia.

Tak się stało, że konkurs Vivienne zbiegł się w czasie z powrotem Gota z wojaży po Polsce. Powrócił do domu w czwartek 22 marca 2012 roku, po dziewięciomiesięcznej nieobecności. Nie sądziłam, że wyjeżdża na tak długo. Mogę zatem stwierdzić: zakończyła się akcja Henry Got podróżuje. Henry wygląda po powrocie na zmęczonego życiem, ale z drugiej strony to najcenniejszy egzemplarz „Milczących słów”, jaki mam. Podpisały się na nim niektóre z Czytelniczek, biorących w niej udział. Bezcenna pamiątka. Serdecznie dziękuję, że zechciałyście poświęcić czas „Milczącym słowom” i mam nadzieję, że zostaniecie z nami, a kiedy skończę poprawiać „Garderobę duszy” i uznam, że jest gotowa, by ją zaprezentować, sięgniecie i po tę opowieść. Załączam serdeczne pozdrowienia i opowiadanie podsumowujące akcję Henry Got podróżuje, dla tych z Was, którym nie znudziło się jeszcze przebywanie z Henrykiem!



Patrzyłam na wysoką budowlę. Byłam tu tysiąc razy, a mimo to po raz pierwszy. Weszłam w boczną uliczkę i po kocich łbach dotarłam do bocznego wejścia. Zastanawiałam się, jak o możliwe, że bez żadnego trudu biegała tą drogą w tę i z powrotem. Biegała w szpilkach lekko ja motyl, tak, jak ja i Zuzanna nigdy nie poruszałyśmy się nawet w trampkach. Pchnęłam drzwi i weszłam do środka. Minęłam wejście do biblioteki, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Również pomieszczenia należące do muzeum nie były moim celem. Wybrałam drewniane, skrzypiące schody. Zaczęłam wspinać się w górę. Wreszcie stanęłam przed głównymi drzwiami. Uchyliłam je delikatnie i weszłam do środka. Najważniejsza sala w Wartowni była okrągła. Uniosłam oczy, próbując dostrzec pomieszczenia na drugim piętrze. Znów schody na górę. Wchodziłam, dotykając poręczy, jakbym próbowała samą siebie przekonać, że to wszystko prawda.
            Drzwi do pokoju z telewizorem były otwarte. Zatrzymałam się na moment. Parszywa Siódemka grała w tenisa. Jeremi i Julka stanowili jedną drużynę, Oliwer i Wanda drugą. Pozostali kibicowali im z kanapy. Jeremi wykonał właśnie zamach, a piłka na ekranie telewizora poszybowała, by po chwili trafić do… stawu. Uśmiechnęłam się, lubiłam ich. Zawsze myślałam, że to fajne dzieciaki, choć właściwie byłam chyba w wieku najstarszego z nich. A jednak nie potrafię przestać myśleć o nich, jak o grupie nastolatków. To ja trzymałam w dłoni ich losy. Wystarczyło jedno zdanie, by pozbawić życia którekolwiek z nich. Chwilę przypatrywałam im się, oparta o futrynę. Parszywa Siódemka. Ruszali na ratunek zawsze wtedy, gdy Batman ani Superman akurat nie mogli. Wreszcie oderwałam od nich wzrok. Znalazłam ją tam, gdzie oczekiwałam. Stąd kierowała wszystkimi akcjami. Wydawała się taka drobna za tym wielkim biurkiem. Czy to naprawdę ja ją za nim posadziłam?
Zawsze wiedziałam, że jest niewysoka i szczupła, ale gdy teraz na nią patrzyłam, wydawała mi się wręcz wiotka. Kiedy weszłam, podniosła wzrok i spojrzała na drzwi. Patrzyła wprost na mnie. Pomyślałam, że Oliwer opisywał ją bardzo trafnie. Rzeczywiście miała duże, łzawe, czekoladowe oczy sarenki. Potrząsnęła czarnymi sprężynkami włosów i wróciła do studiowania mapy. Odsunęła się i wstała z obrotowego krzesła, by po minucie wybiec z pokoju, mijając mnie zaledwie o milimetry. Przebiegła obok pokoju z telewizorem i zbiegła po schodach. Siódemka zainteresowana, co się dzieje, pobiegła za nią. Oparta o balustradę patrzyłam, jak wybiegają. Zamknęłam oczy.
Byłam na zewnątrz. Objęłam się dłońmi. Stojąc na schodach kościoła, obserwowałam jak w uliczkę z kocimi łbami wjeżdża porsche. Właściwie dlaczego nie jeździł ferrari? Chyba bardziej by do niego pasowało. Samochód zatrzymał się. Wysiadł z niego wysoki mężczyzna w czarnym ubraniu. Odgarnął z twarzy kasztanowe włosy. Uśmiechnęłam się, widząc drobną sylwetkę wybiegającą zza budynku. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję. Z zainteresowaniem przypatrywałam się jego twarzy. Objął ją i uścisnął mocno. Trwali tak, bez słów. Zmrużyłam oczy.
Mocniej objęłam się ramionami. Przypomniało mi się, jak Niedopisanie zapytała mnie kiedyś, czy Elizjon była kiedykolwiek zakochana w Henrym Gocie. Nie. Nie była. Podobnie Henry Got. Kochał w życiu tylko trzy kobiety. Elizjon nie była jedną z nich. A przecież i ją kochał. Na swój sposób, jak je wszystkie. Obserwowałam, jak Intueri odsuwa się od niego i uśmiecha. Tak, tylko ona była jego domem. Do niej wracał. Choć jej nie kochał. Do niej wracał, właśnie dlatego że ją kochał. Usłyszałam, jak mówi:
- Nareszcie wróciłeś do domu, Henry.
- Wróciłem – potwierdził, mierzwiąc czarne kędziorki.
            Pomyślałam, że moja rola skończona. Zamknęłam oczy, by zapamiętać ten obraz. Henry przytulający Elizjon. Zbaraniała Parszywa Siódemka, patrząca z niedowierzaniem, jak ich pogromczyni tuli się do obcego faceta. Oliwer z marsową miną, nieco zazdrosny. Jaremka, również zazdrosny, choć jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy. Bo pewne sprawy jeszcze przed nimi. Przed nimi, ale już za mną. Schodzę po schodach. Odchodzę powoli w górę ulicy.
- Zobaczymy się jeszcze? – słyszę.
Zatrzymałam się z wrażenia. Myślę, by pomachać im nonszalancko, w ogóle się nie odwracając i pójść dalej. Wreszcie decyduję się spojrzeć przez ramię. Henry obejmuje Elizjon, położył jej dłoń na ramieniu. Kilka kroków za nimi stoi Parszywa Siódemka. Widzą mnie. Uśmiechają się. Spędziliśmy razem kilka lat. Trudno się rozstać. Odpowiadam uśmiechem.
- Cieszę się, że wróciłeś – mówię.   
Elizjon unosi dłoń w geście pożegnania. Henry delikatnie, ledwo zauważalnie skinął mi głową.
Teraz mogę już iść.

3 komentarze:

  1. Och, ja na pewno piszę się na kolejną część. Już się doczekać nie mogę.....wiem - cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość........a cóż innego mi pozostaje..... grzecznie czekam :)
    Pozdrawiam wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie jest moje szczęście, że nareszcie znalazłam bloga autorki "Milczących słów"!
    Dziękuję za tak fantastyczne wrażenie, które wywarła na mnie Twoja książka. :)

    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Vivienne - ja się specjalnie nie ukrywam, w każdej książce obok Wydawcy jest zapisany także adres tego bloga i możliwość kontaktu ze mną ;). Dziękuję, że zechciałaś poświęcić czas mojej książce. Cieszę się, że Ci się podobała. Miło mi, że propagujesz ją konkursem. Serdeczności :).

    OdpowiedzUsuń